Piątek, 22 marca 2019

imieniny: Katarzyny, Bogusława, Kazimierza

RSS

Co łączy, a co dzieli katolików i zielonoświątkowców?

04.02.2018 06:30 | 0 komentarzy | red

Wywiad księdza Jana Szywalskiego z pastorem Piotrem Grześkiem z Kościoła Zielonoświątkowego w Raciborzu.

Co łączy, a co dzieli katolików i zielonoświątkowców?
Pastor A. Czech, ks. Jan Szywalski i pastor Piotr Grzesiek
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

W tygodniu Modlitw o Zjednoczenie Chrześcijan uświadomiliśmy sobie, że my, katolicy, nie jesteśmy jedynym wyznaniem chrześcijańskim w Polsce, ani w Raciborzu. Obok na nas są inni wyznawcy Chrystusa, ewangelicy i niemała grupa zielonoświątkowców. Nie mamy pełnej jedności z nimi, ale więcej nas łączy niż dzieli. Spotkałem się z obecnym pastorem Kościoła zielonoświątkowego w Raciborzu, prezbiterem Piotrem Grześkiem.

– Mówi się do was ksiądz, czy pastor?

– Pastor Piotr Grzesiek: Oczywiście możemy używać tytuł ksiądz, ale wolimy być nazywani pastorami.

– Dlaczego „Kościół zielonoświątkowy”? Nazwa, która kojarzy się nam z uroczystością Zesłania Ducha Świętego.

– Istotnie, nawiązujemy do II rozdziału Dziejów Apostolskich: „Kiedy wreszcie nadszedł dzień pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru … Wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym i zaczęli mówić różnymi językami, tak jak im Duch święty pozwalał mówić”. To nie było jednorazowe wydarzenie, ono trwa. Bóg potwierdził obietnicę daną przez Jezusa, stąd akcent naszej pobożności położony jest na bliskości Ducha Świętego, jego działania w nas.

– Odmawiamy jednak to samo wyznanie wiary, wy i my katolicy.

– Oczywiście. Łączy nas nie tylko wiara w Boga, ale i w Jezusa Chrystusa, czyli Trój–osobowego Boga: Ojca i Syna i Ducha Świętego. Są pewne wyznania, które mówią „tylko Jezus”, jakby nie było Ojca, ani Ducha Świętego. W relacji z Duchem Świętym przeżywamy bliskość Chrystusa: „On wam przypomni wszystko, co wam powiedziałem”. Owoce zaś Ducha to: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie”.

– My więcej mówimy o „Darach Ducha Świętego”.

– Oczywiście Dary są bardzo ważne, ale co znaczą bez miłości? Dlatego ja w moim nauczaniu kładę większy nacisk na owoce Ducha Św.

– O ile mi wiadomo, wielkie znaczenie ma u was „chrzest w Duchu Świętym”.

– Zarówno w Ewangelii wg św. Łukasza, jak i w Dziejach Ap. jest zalecenie Pana Jezusa dotyczące pierwszych uczniów, by Apostołowie nie oddalali się od Jerozolimy, ale trwali razem, aż „zostaną ochrzczeni Duchem Świętym i otrzymają Jego moc i będą Jego świadkami… aż po krańce świata”. Byli zalęknieni, zastraszeni, potrzebowali wpierw mocy Ducha Świętego, by pójść w świat, by głosić i być świadectwem.

– I „mówili różnymi językami”. Glosolalia jest u was mocno akcentowana.

– Modlenie się językami jest bardzo ważne dla osobistego duchowego rozwoju chrześcijanina. Jest to dar, a dary pociągają. Jest też wymieniony np. dar uzdrowienia chorych, albo gościnności i niesienia pomocy. Jednak „ponad wszystko jest miłość” – mówi św. Paweł. Dlatego uważam, że Dary bez Owoców Ducha Świętego to bardzo niebezpieczne zjawisko i kładę w moim nauczaniu nacisk na Owoce. Czytamy w Biblii, że Duch Święty spoczął na Jezusie. Czyli chcesz naśladować Jezusa – dbaj o owoce Ducha Świętego. Mam przywilej nie tylko o tym mówić, ale przede wszystkim praktykować w osobistym i rodzinnym życiu.

– Bardzo uroczysty charakter ma u was chrzest.

– Zachęcamy ludzi do przyjmowania chrztu w wieku dojrzałym, tak aby był świadomie przyjęty. Po urodzeniu błogosławimy rodziców z dzieckiem, jest to pewna namiastka chrztu, ale kiedy dzieci są świadome są chrzczone przez zanurzanie. Pytanie o wiarę powinno bowiem poprzedzić chrzest; tak było na początku chrześcijaństwa.

My w naszym Kościele chrzcimy dzieci na kredyt wiary rodziców, to bardzo wczesna praktyka chrześcijańska, zwłaszcza, że kiedyś śmiertelność dzieci była bardzo wielka.

– W centrum waszych nabożeństw jest Pismo święte, a nie Eucharystia jak u nas.

– My też mówimy o Wieczerzy Pańskiej, o Komunii, gdy ktoś z katolików przychodzi do nas, nie czuje się źle.

– Czy są u was przykazania kościelne, myślę zwłaszcza o nakazie „w niedziele i święta we mszy św. uczestniczyć”?

– Mówimy raczej o woli Chrystusa. W powyższym przypadku przytaczamy fragment z listu do Hebrajczyków: „nie opuszczajcie wspólnych zebrań”.

– A praktyka postu?

– Jak najbardziej; post nie z nakazu i nie jest to post dla postu, ale w połączeniu z pewną intencją. W tygodniu modlitw o jedność chrześcijan trwaliśmy na modlitwie i poście dobrowolnie. Post to wstrzymanie się od posiłków przez cały dzień, a czasami przez kilka dni. Niektórzy „poszczą” od internetu i innych atrakcji. Mówię czasem moim braciom i sistrom : „oczyśćcie się zresetujcie się … poświęcajcie więcej czasu na lekturę Słowa Bożego, dajcie Bogu możliwość, by mógł przemówić do was”. Niektórzy praktykują tzw. post Daniela i jedzą tylko warzywa i owoce. Nie oznacza to, że gdy pościmy to wszystko jest dobrze. Jestem 25 lat w pracy pastorskiej, znam ludzi bo błogosławiłem ich związek a później ich dzieci, modliłem się o ich życie, a nagle telefon: „rak trzustki”, a za pół roku pogrzeb … mocno to z nimi przeżywam.

– Także znam to uczucie

– Chodzimy do „Złotej Jesieni”. Jesteśmy blisko osamotnionych, poddajemy im wodę i lekarstwa. Wyprowadziliśmy wiele osób z uzależnień. Są instytucje, które nas polecają; „idź do nich, tam ci pomogą”. Nasz ośrodek odwykowy oparty jest o elementy chrześcijańskie, o odwołanie się do mocy Bożej. Gospodarza naszego domu znaleźliśmy w starym szpitalu, gdzie spał na łachmanach. „Ratujcie mnie!” – błagał; potem była roczna terapia, a dziś mieszka z nami i jest wdzięczny.

– Jak wygląda wasz kalendarz świąt?

– Obchodzimy wszystkie święta podobnie jak Kościół katolicki: w tych samych dniach i z rozważaniem tych samych tekstów ewangelicznych.

– Jak wyglądały początki waszego Kościoła?

– Raczej mówimy o „Ruchu zielonoświątkowym” niż Kościele. Taki ruch pojawił się gdzieś na początku XX w. w kilku miejscach świata, na różnych kontynentach, i to niezależnie od siebie.

– A w Polsce?

– Ruch zielonoświątkowy zaistniał przed II wojną światową.

– Wyczytałem, że wasz dom modlitwy nosi biblijną nazwę „Betezda”.

– Tak było kiedyś. Dziś używamy nazwę „Nasz kościół”. Tak o naszej społeczności mówili nasi ludzie i przyjęliśmy tę nazwę. Nie chodzi naturalnie o własność, ale o przynależność: „to nasz dom, to moja rodzina”.

– Czy Pastor ma rodzinę?

– Mam żonę i dwoje, już dorosłych dzieci. Trzymamy się zaleceń św. Pawła: „Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania”. Jestem rodzicem i przygotowując innych do małżeństwa mogę powołać się na własne doświadczenia.

– Nie można jednak zapomnieć, że św. Paweł zachęcał też do bezżeństwa: „Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to jak się Panu przypodobać. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie”. Celibat sprawdza się zwłaszcza czasach trudnych, podczas prześladowań.

– To też prawda

– Czy są dozwolone rozwody?

– Mocno akcentujemy wierność, „taka jest wola Boża”, a że tak może być, pokazuje rodzina pastora seniora i moja.

Pod koniec naszej rozmowy dołącza się do nas pastor–senior Andrzej Czech. Znamy się: byłem na uroczystości jego odejścia z urzędu, on zaś był na moim złotym jubileuszu kapłańskim. Rozmowa, jak u starszych ludzi bywa, schodzi na choroby i na rzeczy ostateczne. Mówi: „Gdy przyjdzie mi odejść z tego świata stanę przed Chrystusem z Biblią pod „pachą” i powiem: Panie Jezu, starałem się poznawać Twoje Słowo i zgodnie z nim żyć. Tobie zawierzam moją wieczność”.

Kto z nas może tak powiedzieć? Ale pomyślałem, że mamy sakrament pokuty i Komunii św, i jeśli przyjmę wiatyk, to przekroczę próg wieczności razem z Jezusem.

W trójkę zwiedziliśmy jeszcze piękną, obszerną salę spotkań modlitewnych. Eksponowana jest ambona – miejsce głoszenia Słowa Bożego. Jest ekran dla wyświetlenia tekstów i miejsce dla zespołu muzycznego. Ale dla mnie, kapłana katolickiego, brakuje ołtarza i tabernakulum. Eucharystia, jej różne pojmowanie, jest ciągle najbardziej widocznym znakiem, że nie stanowimy pełnej jedności. Połączyło nas wspólnie odmówione „Ojcze nasz”.