Piątek, 18 października 2019

imieniny: Juliana, Łukasza, Bratumiła

RSS

Grzeszących upominać... Ksiądz Jan Szywalski: Łatwo powiedzieć!

04.12.2016 07:00 | 0 komentarzy | red

„Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi!" (Mt 18, 15-17). To wezwanie Pana Jezusa nie pozwala nam przechodzić obojętnie wobec grzechu brata, ale z miłosierdziem zatroszczyć się o jego kondycję duchową - pisze ks. Jan Szywalski.

Grzeszących upominać... Ksiądz Jan Szywalski: Łatwo powiedzieć!
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Upomnieć, aby mieć wroga? Zwalniamy się dziś z tego trudnego i niemiłego obowiązku, tłumacząc się: niech każdy robi co chce, jego sprawa, jego życie...

S. Monika Polok ze Zgromadzenia Misyjnego w Raciborzu prowadzi od kilku już lat korespondencję z więźniami. Z pewnością niejednokrotnie ma w niej miejsce upomnienie...

– Czy łatwo przychodzi Siostrze upominanie błądzących?

– Upominanie nie jest sprawą łatwą, bo wymaga dużo odwagi i pokory. Odwagi, bo można się narazić, można stracić nawet przyjaciela. Pokory, bo trzeba powiedzieć to, co na pewno zaboli i nie spodoba się osobie upomnianej. I choćby się miało (i najczęściej się ma) rację, druga osoba może nie zgodzić się z tym, na co się jej zwraca uwagę, może się obrazić a nawet odwrócić, czy odbić sobie przy okazji.

– Czy jest to więc uczynek miłosierdzia?

– Gdy zajrzymy do Słownika języka polskiego, bardzo blisko obok słowa „upomnieć/upominać” stoi wyrażenie „upomnieć się/upominać się”. Można upomnieć się o czyjeś prawa czy – jak czytamy w słowniku – „wziąć kogoś w obronę”. Upominanie grzesznika ma być właśnie takim upomnieniem się o niego, o jego prawa, o jego los. Tak więc upomnienie jest aktem miłosierdzia.

– W jaki sposób skutecznie i z miłością upominać?

– Chcąc upomnieć skutecznie i przebić się przez skorupę mechanizmów obronnych, warto większą uwagę zwrócić na formę napomnienia oraz jego treść, która powinna wzbudzić przekonanie, że krytyce towarzyszy dobra wola, miłość Boga, Kościoła i bliźniego, a nie atak, irytacja czy podważenie autorytetu rozmówcy.

Zwrócenie komuś uwagi może okazać się trudną powinnością, jeśli spodziewasz się ostrej reakcji, jeśli trzeba upomnieć kogoś stojącego wyżej od ciebie, jeśli zależy ci na dobrych stosunkach, a sprawa jest nieprzyjemna. W takich sytuacjach miłosierdzie trzeba łączyć z męstwem.

Gdy już zdecydujesz o konieczności napomnienia, zadbaj o formę, w jakiej je wyrazisz. Po pierwsze, tak zwracaj uwagę, jak chciałbyś, by ktoś inny tobie ją zwracał: dyskretnie, z wyczuciem, z zapewnieniem, że nie przyszedłeś atakować, tylko stoisz po jego stronie. Każdy lepiej przyjmie napomnienia od osoby mu życzliwej niż od wroga.

Po drugie, trzeba się zastanowić, jak najsensowniej wyrazić to, co chce się przekazać, by dotarło to do serca i rozumu napominanego. Mistrzem może być w tym wypadku biblijny prorok Natan, który napominał króla Dawida po cudzołóstwie z Batszebą i zabiciu Uriasza Chetyty (por. 2 Sm 12,1-12). Wreszcie, napominając, należy uszanować wolność drugiego człowieka. Nie domagać się natychmiastowej reakcji, przeprosin, kajania czy deklaracji poprawy, ale pozwolić bliźniemu oswoić się z tym, co usłyszał, przemyśleć sprawę, zdecydować, jak chce dalej postępować.

– Siostra prowadzi od jakiegoś czasu korespondencję z więźniami, czy ma tam miejsce upominanie?

– Od sześciu lat koresponduję z więźniami. Otrzymuję codziennie od 2 do 7 listów. Rzeczywiście, bywa nierzadko tak, że w odpowiedzi na jakiś list jestem zmuszona upomnieć adresata.

W zasadzie nigdy nie pytam o powody znalezienia się w zakładzie karnym. Na pewno nie należy to do przyjemności; osadzony ma za sobą ciemną przeszłość, nie ma się czym chwalić… Bywa jednak tak, że oni sami piszą o tym, co spowodowało, że znaleźli się za kratami, są pozbawieni wolności. Ci, którzy przedstawiają swoje zawikłania życiowe czekają (albo i nie czekają) na moją reakcję. Podam kilka przykładów.

Ktoś pisze, że zabił człowieka, dostał dożywocie… Odpowiadając na taki list, pytam o to, czy zainteresował się rodzi

ną osoby zamordowanej, czy zdobył się na akt przeproszenia, bo trudno zaproponować akt wynagrodzenia, spotkania się z rodziną poszkodowaną…

Edward, recydywista, pisze o swojej wielkiej nienawiści do swojej konkubiny, która go „oskubała” ze wszystkiego co miał, „wyczyściła” konto bankowe, a nawet jego mieszkanie sprzedała, gdy poszedł do więzienia. Pisze, że jej tego nie podaruje, zemści się, gdy ją tylko spotka.

Wielu pisze o nienawiści nawet do swoich rodziców. Jeden czy drugi nienawidzi ojca pijaka, który pił nagminnie i znęcał się nad mamą czy nad nim, będącym jeszcze dzieckiem czy dorastającym młodzieńcem. Bił czym popadło i bez opamiętania; bez litości wyrzucił z domu na ulicę. Taki po latach czuje nienawiść do ojca…

Albo jak się dziwić mężczyźnie, który nigdy nie doznał oznak miłości od rodzonej matki, nigdy nie był pieszczony na kolanach, cierpiał głód razem z młodszym rodzeństwem, bo matka piła z kochankiem i znikała…. Dziś jest zagubionym człowiekiem, nikt nie nauczył go kochać… Ma żal nie tylko do matki, ale do całego świata…

Marek siedzi niewinnie, bo go kolega, ba, przyjaciel „wkopał”, gdy ten chciał mu pomóc. W poważnym wypadku drogowym kierowca był pijany i poprosił, żeby jadący z nim kolega udawał kierowcę! Przystał na to, kłamiąc przed sądem i został skazany na trzy lata więzienia. Kolega nigdy go nie odwiedził w więzieniu, nie zainteresował się jego rodziną, nawet nie zapytał czy jego żona i dzieci mają środki do życia...

– Czytając takie wyznania trudno rozeznać granicę między krzywdzicielem a skrzywdzonym. Co Siostra takim odpisuje?

– Często moim zadaniem jest pocieszyć strapionych, ale też wyraźnie upomnieć:

* Nie możesz żyć w nienawiści, złości…

* Jesteś chrześcijaninem – musisz wybaczyć…

* Musisz przeprosić, naprawić wyrządzoną szkodę…

* Nie wolno ci mieć żony brata bliźniego swego! Masz żonę i dzieci… Oni ciebie potrzebują…

* Bywa, że skazańcy proszą mnie o nawiązanie kontaktów matrymonialnych za moim pośrednictwem, a wiem, że są żonaci. Nie tylko odmawiam

spełnienia takiej prośby, ale czuję się zobowiązana upomnieć delikwenta.

– Konsekwencją powinno być doprowadzenie do konfesjonału z żalem i postanowieniem poprawy.

– Przypominam skazanym o obowiązkach religijnych: o przestrzeganiu przykazań Bożych, o modlitwie, o uczestniczeniu (w miarę możliwości) w niedzielnej mszy św. I otrzymuję nierzadko w odpowiedzi słowa: jestem wierzący – niepraktykujący… Co niektórzy przyjmują do wiadomości, że trzeba się wyspowiadać i realizują to jeszcze za murami… Pytam więc: Czy twoja spowiedź była szczera? Czy walczysz ze swoimi skłonnościami do złego?

Inni zwlekają, mówią, że pójdą, gdy będą na wolności…