Wtorek, 26 marca 2019

imieniny: Emanuela, Larysy, Teodora

RSS

Kultura

Radlinianin o swojej powieści "Jestem Taita"

29.04.2014 13:06 | 0 komentarzy | e

W kwietniu na rynku wydawniczym ukazała się książka mieszkańca Radlina, Damiana Ryszki. To jego pierwsza powieść, która trafiła do szerszego grona czytelników.

Radlinianin o swojej powieści "Jestem Taita"
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

- Zanim powstała książka "Jestem Taita", napisałeś wiele wierszy, fraszek i opowiadań. Czy kiedykolwiek dawałeś to komuś do przeczytania, czy zawsze chowałeś do przysłowiowej szuflady?

- Niewiele osób wiedziało o tym, że piszę. Sporo z tych utworów nadal zalega w moich szufladach. Dzisiaj niewielu jest zainteresowanych literaturą, a cóż dopiero poezją. Było kilka wierszy, które ukazały się w lokalnych gazetkach (np."U nas" - gazetka Gminy Gorzyce), w tym i kościelnych. Pisałem jednak anonimowo i nikt nie wiedział, od kogo one pochodzą. Kiedyś wspomniałem o tym jednemu ze swoich poprzednich przełożonych i naraziłem się z jego strony na drwiny. Byłem dla niego marnym wierszokletą z Radlina i nieudacznikiem bez „papiórów” - chodziło o dyplom magisterski. To utwierdziło mnie w przekonaniu, aby takie sprawy trzymać tylko dla siebie i moich bliskich. W tym czasie miałem już drobne osiągnięcia i jeden z wierszyków wylądował w programie TV dla dzieci, a niezbyt długa opowieść pt. "Opowiadanie dla Przyjaciela" rozeszło się najpierw po kościelnych gazetkach, trafiając w końcu do Księgi Cudów na Jasnej Górze. Finałem był wywiad w TV Polonia z bohaterami tego opowiadania. Ta opowieść była oparta na faktach i napisałem ją po raz pierwszy w I osobie. W późniejszym czasie swoje utwory zacząłem parafować ksywką Taita i tak pozostało do dziś. Anegdoty i wierszyki podpisuję hasłem: „Z teki Taity” i sporo tego zamieściłem na swoim portalu „Naszej klasy”. Moje szuflady są dosyć pojemne, więc mogę jeszcze nadal pisać, o ile zdrowie pozwoli. Tu dodam, że obecnie powstaje dużo obszerniejsza II część opowieści o Taicie, a także na warsztacie równolegle z nią mam opowieść: „Ziemia Atlantów”.

- Dlaczego dopiero teraz zdecydowałeś się, żeby Twoje dzieło trafiło do szerszego grona czytelników?

- To było zasługą moich bliskich i przyjaciół. Długo namawiano mnie, abym wydał opowieść o Taicie w formie książki. Przyznam się, że oprócz kosztów, bałem się także recenzji wydawnictw na jej temat. Myliłem się. Wysłałem tekst do trzech różnych wydawnictw i byłem zaskoczony ich odpowiedzią. Z WFW – Warszawskiej Firmy wydawniczej uzyskałem odpowiedź w ciągu dwóch tygodni wraz z propozycją zawarcia umowy. Jak napisał mi pan Jarosław Wernik (jeden z współwłaścicieli wydawnictwa), książka jest dobra i chętnie podejmą ze mną współpracę.

Oto fragment jego recenzji dotyczącej opowieści o Taicie: "Szanowny Panie Damianie, dziękuję za materiał. Zapoznałem się z tekstem, oczywiście czytając obszerne fragmenty. Bardzo ciekawa proza. Zauważyłem, że warstwa dialogowa posiada niezbędną wartość dynamizmu, co już czyni Pana prozę cenną. Dobry zmysł obserwacyjny daje Panu możliwość skrupulatnego kreślenia postaci i zdarzeń (i ten element, czyli opisy sytuacyjne jest największą siłą utworu). Na niezłym poziomie funkcjonuje też język, czy też styl Pana pisania. Jest on w dużej mierze dostosowany do narracji ówczesnego świata, albo do wyobrażenia o nim".

Wyczytałem na forach czytelników, a także wiem z informacji samego szefa WFW, że sporo nadsyłanych tekstów nie nadaje się do publikacji i ląduje w koszu. Pierwsze wydawnictwo, gdzie złożyłem tekst opowiadania (Nowares), odpowiedziało na mój list dopiero po 3 miesiącach. Ich recenzja była podobna do WFW. Także zaproponowano mi podpisanie umowy. Chociaż książka mogła się ukazać pod dwoma szyldami, nie było mnie stać na pokrycie kosztów drugiego wydania. Z trzecim wydawnictwem (Papierowy Motyl) było podobnie. Wracając do tematu, wszystkim, którzy pomogli mi w sprawie wydania tej książki złożyłem podziękowanie na jednej ze stron „Jestem Taita”. Nie będę wymieniał tych osób, ale to właśnie one przyczyniły się do tego, aby ta opowieść znalazła się na księgarskich półkach. Tu dodam, że gdybym ja był szefem tego wydawnictwa, to podziękowanie znalazłoby się na drugiej stronie, za tytułem książki.

Wcześniej napisałem już dosyć długie opowiadanie pt.: „Powrót”. Docierające do mnie wiadomości na temat kosztów wydania książki mocno ostudziły moje emocje, co do dalszych losów pokazania jej czytelnikom. Ta moja pierwsza opowieść powędrowała do szuflady uzupełniając stertę z wierszykami. W szufladzie znajduje się także opowiadanie „Śladami ojca” oraz inne pomniejsze opowiastki.

Bodajże w 2008 roku, także namawiano mnie do wzięcia udziału w konkursie literackim w temacie opowieści wigilijnej. Konkurs zainspirowała Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Wodzisławiu Śl. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zająłem I miejsce. Później startowałem w konkursie na Wodzisławski Kryminał, ale widocznie to nie jest moja najmocniejsza strona literatury i byłem poza listą nagrodzonych.

- Wspominasz, że duży wpływ na Twoje postrzeganie świata miała śmierć kliniczna, którą przeszedłeś mając 40 lat. Możesz bliżej opisać to doświadczenie?

- To przykre wspomnienia i trudno je szczegółowo opisać. Przypominają te z różnych wspomnień osób, które znalazły się w podobnej sytuacji. Przyczyną był silny krwotok wewnętrzny spowodowany pęknięciem wrzodu dwunastnicy. Straciłem dużo krwi, ok. 4 litrów, jak powiedział lekarz, tyle później wpompowano w moje żyły. Tętno było prawie w zaniku, i gdyby nie szybka pomoc medyczna, to pewnie wtedy przeniósłbym się już na stałe do krainy Ozyrysa – jak mawiał Taita. Kiedy nastąpiło to pęknięcie, straciłem przytomność. Nie czułem już żadnego bólu. Zobaczyłem przez jakąś chwilę głęboką czerń. Ta przeszła w jakby film o moim życiu. Widziałem siebie jako dziecko, widziałem sceny ze swojego życia, jakbym stał gdzieś z boku i patrzył na to wszystko, oceniając siebie i swoje poczynania. Widziałem swoje dobre i złe strony. Po tym nastąpiło „coś”, czego nie potrafię określić, ale bardzo mnie przeraziło. Zobaczyłem swoje ciało leżące na podłodze, z podkurczonymi nogami i stojących wokół mnie moich bliskich. Mówili do mnie i rozmawiali ze sobą. Ja słyszałem to wszystko z góry i wiem, że odczuwałem wtedy wielkie przerażenie. Zdawałem sobie sprawę, że jestem już poza ciałem. Nie wiem jak długo trwała ta wędrówka, ale przytomność uzyskałem, kiedy przy mnie był już lekarz i trwała reanimacja. Powiem tylko tyle, że nikomu nie życzę takich przeżyć.

- Uważasz, że w świecie jest wiele niesprawiedliwości. Twój bohater walczy z tym swoją postawą. Czy niezgoda na taką rzeczywistość może coś zmienić?

- Odpowiedź znajdziesz w książce. Powiem w skrócie, że ta walka ze złem trwała, trwa i trwać będzie, dopóki po Ziemi stąpał będzie chociaż jeden człowiek. Przepowiednie mówią o wielkich i strasznych wojnach, że niewielu z nas przetrwa. Po nich ponoć będzie szanował jeden drugiego. Nie wnikam akurat w sedno tej sprawy. Moim zdaniem dopiero wtedy zło może dojść do swoich szczytów. Głód, obawy przed atakiem drugiego, chęć grabieży tego co pozostało aby przeżyć, mogą być scenariuszami takich czasów. Nie trzeba być zbyt spostrzegawczym, aby na każdym kroku nie spotykać się z tym zjawiskiem. Skąd on przyszło? To temat mojej opowieści (jeszcze szufladowej) „Powrót”. Przeraża mnie jak to zło szybko ogarnia nawet i tych „dobrych". Najbardziej boleję nad zachowaniem niektórych współczesnych kobiet. Te co dają życie kolejnym pokoleniom kim zostają? Kiedyś dobre, opiekuńcze matki i pełne miłości żony, we współczesności stają się potworami mordującymi własne dzieci. Co będzie później? Czy grozi nam syndrom modliszki? Mam znikomą nadzieję, że się coś zmieni.

- Pisanie przychodzi Ci z wielką łatwością. Opisz, proszę, jak powstawała książka, skąd wziął się pomysł na fabułę?

- Tak to prawda, nie mam z tym problemu i czasem napisanie jakiegoś wierszyka to kwestia pół godziny. Jednak bardziej pociąga mnie pisanie opowiadań. Książka to tekst opowieści lub innej formy literackiej (i nie tylko). Żartując z tego pytania, odpowiedziałbym, że siadam i piszę, bo to i prawda. Nie mam takich chwil, kiedy przychodzi tzw. natchnienie. Po prostu kiedy mam ochotę, siadam przed komputerem i piszę. Jeśli mam spokój, bardzo szybko przenoszę się myślami w tamte odległe światy i powstaje tekst – lepszy lub gorszy, ale to już kwestia kolejnego powrotu do tego tematu.

Skąd pomysł? Sam nie wiem, coś mnie naszło, aby sięgnąć w dalsze czasy. Taita stanął mi przed oczyma. W swoich wędrówkach sięgałem już nawet życia w praoceanach a także i dalej, ale ten temat był bardzo ciekawy. Tu dodam, że sprawy reinkarnacji traktuję jako ciekawostkę a nie dogmat. Jest i wiele innych wyjaśnień co do takich podróży w czasie. W końcu ponoć nasze umysły wykorzystujemy tylko w znikomym procencie, a jeśli otworzy się nam i taka szufladka? A gdzie są pozostałe możliwości człowieka? W jednym z rozdziałów książki jest zawarta informacja dotycząca tych obrazów z przeszłości, ujęta pod hasłem przepowiedni. W jednej z tych opowieści (nie dotyczącej współczesności) znalazło się bardzo wiele faktów dotyczących istnienia postaci głównego bohatera. Poszedłem jego śladami i włosy jeżyły mi się na głowie, że coś takiego jest możliwe. W ostatnim etapie odmówiono mi udzielenia informacji o tym człowieku, a wielka szkoda. Pewnie te osoby dowiedziałyby się jaki był finał jego życia i gdzie on nastąpił oraz w jakich okolicznościach.

- Książka zawiera sporo ilustracji, które ułatwiają czytelnikowi wyobrażenie sobie opisywanego przez Ciebie świata...

- Książka w wersji roboczej zawierała sporo grafik i była bardzo obszerna. Obraz przemawia do nas bardziej niż słowo pisane. One to miały być uzupełnieniem opowieści, aby współczesny, a szczególnie młody czytelnik, zobaczył jak wyglądał tamten świat. Jego bogowie, ich świątynie, pismo, przedmioty, krajobrazy itp. Niestety prawa autorskie znacznie ograniczyły ich liczbę. I tak w książce nie znalazło się kilka ciekawych ujęć dotyczących nekropolii w Abydos, a nawet domniemanego grobowca Menesa. To zdjęcia naukowe, a te rzadko bywają dostępne do takich celów. W tej kwestii muszę podziękować panu Marcinowi Błędowskiemu z miejscowości Rogów, który pomagał mi w przygotowaniu grafiki i umiejętnie wyszukiwał jej dostępność w ogromie internetowych obrazów. Sam także jest twórcą niektórych darmowych ilustracji do tej książki. Jeszcze raz wielkie dzięki temu młodemu człowiekowi za takie podejście do sprawy.

- Dlaczego zdecydowałeś się na publikację książki tylko pod pseudonimem?

- Jestem tylko jednym z wielu i jakie znaczenie dla kogoś ma to, czy nazywam się tak czy inaczej? I tak wielu już zazdrości mi napisania tej książki, tylko dlatego, że byłem w stanie stworzyć coś, czego się po mnie nie spodziewano. Ja nie wiem, jak czytelnicy przyjmą ją, kiedy znajdzie się w ich rękach. Bohater ginie od włóczni zatrutej „jadem ludzkiej zazdrości”. Czyż ta ludzka zazdrość odeszła wraz z jego śmiercią? Ważne jest przesłanie zawarte w tej opowieści i ono jest najważniejsze, a nie to, kto je napisał. Jeśli ktoś jest wnikliwy, to i tak w książce znajdzie nazwisko jej autora.