Niedziela, 12 lipca 2020

imieniny: Jana, Pameli, Weroniki

RSS

Kultura

Zrozpaczona żona strzeliła do męża–hulaki

31.05.2020 07:00 | 1 komentarz | żet

Łowy na kłusowników w rudzkich lasach, bunt pięciuset więźniów w raciborskim więzieniu, kontrowersyjne kazanie proboszcza ze Starej Wsi, pierwsza w regionie obywatelska straż gminna z Rydułtów oraz dramatyczne wypadki na dworcu w Rybniku – to tylko część tematów, które równo sto lat temu zostały opisane na łamach Nowin.

Zrozpaczona żona strzeliła do męża–hulaki
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Racibórz • 26 maja 1920 r.

Kłusownik chciał zastrzelić leśniczego

Rudy w Rybnickiem. Leśniczy p. Rużyczka ze Stanicy oraz 3 strażników policyi bezpieczeństwa przedsięwzięli w sobotę 15 maja w lesie, w którym został swego czasu zastrzelony leśnik śp. Momert, patrolkę. Po 1/2 godz. pochodzie natrafił leśniczy Rużiczka na kłusownika, który wezwany, by się poddał, złożył się karabinem; jednakże leśniczy uprzedził zbója, strzelił i trafił go w bok. Kula przeszła na wylot. Na odgłos strzału nadbiegł drugi rabczyk, ale bez broni. Zawezwany przez patrolujących do poddania, dał się pojmać.

Postrzelony kłusownik nazywa się W. Rapol z Ochojca, przewieziono go do szpitala w Rudach, ale przy operacyi zmarł; kolega jego jest również robotnikiem z Ochojca i nazywa się Wilhelm Dziewiór, tego odstawiono do więzienia w Rybniku.


Racibórz • 28 maja 1920 r.

Majstrują przy licznikach

Racibórz. Dyrekcya miejskiej elektrowni donosi nam, iż w ostatnim czasie powtarzają się wypadki uszkodzenia liczników elektryczności, spowodowane przez samowolne grzebanie przy domowych przyrządach elektrycznych celem wzmocnienia prądu itd. Wszelkie takie naprawy wykonują powołani do tego pracownicy, zaopatrzeni w legitymacye. Za wszelkie szkody, z własnej winy powstałe, odpowiada właściciel mieszkania lub przedsiębiorstwa, w którem elektryka jest zaprowadzona, a w danym razie dostarczanie prądu zostanie natychmiast wstrzymane.

Bunt w domu karnym

Racibórz. W 2 święto zbuntowało się 500 więźniów w tutejszym domu karnym. Przed południem zostali wyprowadzeni przez dozorców na nabożeństwo do kaplicy więziennej. Zarzewie buntu już dawniej musiało tlić i cały plan był dobrze pomyślany. Skoro ksiądz rozpoczął kazanie, rzucili się więźniowie ku wyjściom i na razie udało im się wydostać na korytarze. Strażnicy atoli zabrali się energicznie do uśmierzenia buntu i obyło się bez rozlewu krwi. Zawezwana „sicherka”* i oddział wojska włoskiego** przybyli po skończonej paradzie. Kontroler powiatowy, major Marseli zbadał przyczynę buntu i przesłuchał dyrektora domu karnego oraz przewódcę buntowników.

Franciszkanie na Płoni

Racibórz. W pierwsze święto po południu o godz. 3 odbyła się uroczysta interdukcya oo. Franciszkanów do ich nowej siedziby na Płoni.

* Sicherheitswehr (zycherka, Sicherka) – policja bezpieczeństwa.

** Obecność wojsk włoskich w Raciborzu to konsekwencja przegranej przez Niemcy I wojny światowej. Kończący wojnę traktat wersalski przewidywał przeprowadzenie – na niektórych, spornych terenach – plebiscytów narodowościowych. Wynik głosowania miał przesądzić o przynależności państwowej danego terytorium. Jednym z takich terenów był Górny Śląsk. Do czasu przeprowadzenia plebiscytu stacjonowały tu wojska państw zwycięskiej ententy, m.in. francuskie oraz włoskie.


Racibórz • 31 maja 1920 r.

Kontrowersyjne kazanie

Ze Starejwsi (w Raciborzu) piszą nam: W pierwsze święto Zielonych Świątek usłyszeliśmy od ks. prob. Ulitzki* w kościele św. Mikołaja kazanie, w którem ks. Ulitzka dał upust swej zaciekłości przeciw polskości i to w sposób tak ostry, jakeśmy tego jeszcze od żadnego kaznodziei nie słyszeli. Ks. Ulitzka wystąpił przeciw rozszerzaniu gazet polskich i napiętnował parafian, którzy się starają o ich rozpowszechnianie. Wyraził on w kazaniu z oburzeniem swe zdziwienie, że tacy ludzie śmią jeszcze codziennie chodzić do kościoła lub częściej przystępować do Komunii św., którzy rozszerzają gazety ujemnie wpływające na jego duszpasterstwo i odbierające mu jego dobre imię jako duszpasterza. Dalej bronił się ks. Ulitzka przeciw zarzutowi w gazetach polskich, jakoby miał pieniądze dla agitacyi otrzymać. Zarzucał owym gazetom, że przez to szkodzą całemu duchowieństwu. W ogóle kazanie było przemową polityczną, w której występował jak najostrzej przeciw nam Polakom i przeciw gazetom polskim, mówiąc o ich rozszerzaniu – chodzi tu o „Now. Codzienne”, „Sztandar Polski”, „Gazetę Ludową”, „Polaka”, „Weisser Adler”, „Grenzzeitung” i to przede wszystkiem w „Grenzzeitung” o artykule dotyczącym jego osoby, jakoby to było zbrodnią lub ciężkim grzechem.

Takie rzeczy musimy wysłuchać jeszcze dzisiaj pod rządami Komisyi koalicyjnej w kościele. Niech ks. Ulitzka podobne wywody polityczne wygłasza w swych pismach niemieckich, tam jest miejsce na politykę, ale nie w kościele (...)

Czyn rozpaczy zdradzonej żony

Rybnik. Jak gliwicka „Oberschl. Volksstimme” donosi, zdarzył się w tych dniach na dworcu rybnickim wstrząsający wypadek. Żona redaktora „Oberschl. Wanderera” p. Leonhardtowa przyjechała w środę 26 maja do męża swego p. Leonhardta, mieszkającego w Rybniku i żądała pieniędzy na życie. Redaktor Leonhardt wcale się o nią nie troszczy, prowadząc kawalerskie, hulaszcze życie. Wzorowy światłodawca i krzewiciel kultury pruskiej w obwodzie rybnickim odepchnął żonę, i ta zrozpaczona takiem obejściem, wyciągnęła nagle rewolwer i strzeliła do męża swego, raniąc go w bok. Chciała ponownie wystrzelić, ale rewolwer się zaciął; tymczasem przyskoczyli obok stojący i wyrwali jej broń. Ranionego Leonhardta odniesiono do szpitala; żona jego oświadczyła, że rewolwer zabrała oficerowi wojsk okupacyjnych, mieszkającemu u niej.

Cóż sądzić o takich krzewicielach kultury i oświaty pomiędzy katolickim, polskim ludem górnośląskim. Zdaje nam się, że tacy dziennikarze pokroju p. Leonhardta zupełnie się dla naszego Górnego Śląska nie nadają (...)

Brawo! Górą Rydułtowy!

Rydułtowy w Rybnickiem. Snadź się już sicherka bardzo Rydułtowianom przejadła, bo pewnego pięknego poranku majowego zorganizowali obywatele samodzielnie „własną, swojską” policyę gminną. Coś około 20 dzielnych Rydułtowianów zgłosiło się dobrowolnie do pełnienia służby bezpieczeństwa; naczelnikami są kupiec p. Chrószcz, mistrz piekarski p. Mandrys i mistrz masarski p. Mandrys. 11 maja zostało dwóch zielonków rozbrojonych i do aresztu odstawionych. Tej samej nocy nadeszła do Rydułtów patrolka sicherki i na raz, nie wiedząc jakby się to stać mogło, zostali otoczeni przez miejscową policyę rydułtowską i do naczelnika kupca p. Chrószcza zaprowadzeni. Na ich pytania, co sądzić i donieść mają o tych zajściach swoich przełożonym, odparł odważnie p. Chrószcz (...) ustanowiliśmy jako gmina samodzielna własną naszą policyę i sami jesteśmy odpowiedzialni za bezpieczeństwo obywateli i nasze czyny.

Sicherka odeszła. Pokazały więc Rydułtowy, ze wszędzie tam, gdzie panuje jedność i zgoda, wszystko można przeprowadzić po myśli życzeń i sprawiedliwych żądań ludu (...)

* Carl Ulitzka urodził się w 1873 r. w Jaroniowie (dziś część Baborowa). Był kapłanem – wieloletnim proboszczem parafii św. Mikołaja w Raciborzu – i politykiem niemieckim oraz śląskim, działaczem niemieckiej partii Centrum oraz twórcą Katolickiej Partii Ludowej Górnego Śląska, zwolennikiem autonomii Śląska, a jednocześnie przeciwnikiem przyłączenia Śląska do Polski. Skonfliktowany z władzami nazistowskimi, po wojnie współtworzył struktury Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej Niemiec (CDU). Zmarł w 1953 r.