Niedziela, 16 czerwca 2019

imieniny: Aliny, Justyny, Benona

RSS

Kultura

Niemiecki obóz dla Żydów w Raciborzu, czyli „ludzie muszą być tropieni, by mieli chęć do śmierci”

22.04.2019 07:00 | 2 komentarze | red

Mieszkaniec Płoni Paweł Morawiec w czasie wojny powracał pewnego razu z pola na wozie wypełnionym burakami. Na jego drodze znalazła się grupa eskortowanych więźniów żydowskich. Gdy ich mijał, wygłodniali ludzie rzucili się na buraki i łapczywie zaczęli je jeść. Eskortujący ich żołnierz odbezpieczył karabin i wymierzył go w stronę Żydów, strzały jednak nie padły - pisze historyk Beno Benczew.

Niemiecki obóz dla Żydów w Raciborzu, czyli „ludzie muszą być tropieni, by mieli chęć do śmierci”
zdjęcie poglądowe
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

W Raciborzu

Dzieje żydowskiej społeczności Raciborza wciąż cieszą się zainteresowaniem, jednak sporo naszej wspólnej historii nadal pozostaje do odkrycia czy przypomnienia. Na początku lat 90. pojawiły się pierwsze próby opisu tych dziejów. Odzyskanie suwerenności dało asumpt do nieskrępowanego sięgnięcia po historię lokalną, bez ideologicznego szlabanu, z pominięciem robotniczo-ideologicznych i narodowościowych konotacji. Na łamach lokalnej prasy i nowych publikacji mogliśmy przeczytać o raciborskiej synagodze, zniszczonym przez komunistów kirkucie przy ul. Głubczyckiej oraz o losach poszczególnych rodzin żydowskich. Powstało kilka ważnych tekstów, które wypełniły niemal zupełny brak wiedzy o Żydach, mieszkańcach Raciborza i okolic. Osobną kartę stanowią dzieje społeczności żydowskiej w czasie II wojny światowej. O temacie w wymiarze światowym ostatnio stało się ponownie bardzo głośno, gdy już niemal oficjalnie oskarżono naród polski i państwo polskie o współsprawstwo w eksterminacji Żydów. Co więcej, teza ta znajduje, co chyba jeszcze bardziej szokuje, swoich zwolenników również wśród Polaków i w Polsce. Na razie oskarżenia te nie odnoszą się do ziemi raciborskiej, ale i tak powinniśmy z całą pieczołowitością badać i zapisywać naszą historię.

Komando pracy dla Żydów

Według przekazu świadków, w dzielnicy Płonia utworzono w pobliżu zakładów Siemensa obóz dla Żydów. Na terenie istniejącej wówczas cegielni (obecnie ulica Poznańska) należącej do Georga Glidtkego (lub Lidtkego) postawiono w jej północnej części co najmniej dwa lub trzy drewniane baraki, w których skomasowano więźniów. Było to komando pracy, w którym uwięziono Żydów i zmuszano do ciężkich robót. Mieli to być obywatele Francji, Belgii i Holandii, a część Francuzów miała pochodzić wprost z Paryża. Żydzi byli przetrzymywani w nieludzkich warunkach, głodzeni i wykorzystywani przez Niemców do pracy ponad siły w zakładach Siemens Plania Werke, a czasem również w pobliskiej piaskowni. Miało być ich około setki i wraz z tysiącami innych robotników przymusowych oraz jeńcami pracowali na rzecz III Rzeszy.

Ludzie pamiętają

Zdarzenie, które zapamiętał Paweł Morawiec ewidentnie świadczy o głodzeniu więźniów. Zdaniem raciborzanina na terenie cegielni były dwa baraki, nie znał jednak żadnych szczegółów, bo niemieccy strażnicy nie dopuszczali nikogo w pobliże obozu. Czasem widział grupy więźniów nie przekraczające 12 osób pędzone do robót w piaskowni. Załogę obozu stanowić mieli żołnierze Wehrmachtu. Po wojnie pozostały tylko murowane części baraku, a i te okoliczni mieszkańcy wykorzystali jako materiał budowlany. Dziś jest to łąka, na której nie powstały żadne zabudowania.

Świadkowie przytaczali różne dane i okoliczności. Wiele jednak z przekazywanych informacji się powtarza, zarówno o samym obozie, jak i niewolniczej pracy Żydów. Szczególnie cenni są naoczni świadkowie, jak Paweł Tatus, niemiecki policjant z Ratibor (pełnił służbę tylko do roku 1926), który w czasie wojny pracował w fabryce Siemensa. Pamiętał zatrudnionych tam przymusowo Polaków, Ukraińców, Francuzów i Żydów, którzy byli bardzo źle traktowani, bito ich i słyszał, że nawet zabijano. Jednak osobiście niczego takiego nie widział.

Bicie i głodzenie

Inna relacja mówi, że w 1942 lub 1943 roku w fabryce pracowało od 60 do 100 Żydów, którzy władali językiem niemieckim. Paweł Mordeja był w czasie wojny przetokowym w zakładzie Siemens Plania Werke i spotykał Żydów w pracy. Nie wiedział jednak, gdzie mieszkali i co jedli. Na podstawie ich wyglądu zewnętrznego ocenił, że warunki bytowe musieli mieć wyjątkowo złe. W zimie chodzili lekko ubrani, zamiast butów na nogach nosili drewniaki. Pracowali pod nadzorem ludzi w mundurach, zdaniem Mordeji, żołnierzy SS. Byli przez nich pilnowani i nie można było z nimi rozmawiać. Nie spotkał się z przypadkiem zabicia więźnia, ale przytoczył zdarzenie, które mogłoby o tym świadczyć. Raz zauważył, że pilnujący wachman uderzył Żyda łomem w plecy. Ten zgiął się i zaczął od razu kuleć, w tym dniu już nie pracował, później już go więcej nie widział na terenie zakładu. Maszynista, z którym jeździł Mordeja, zwrócił nawet wachmanowi uwagę, na co ten odpowiedział, żeby „był cicho, jak chce chodzić po wolności”. Z kolei Karol Trompeta, zatrudniony w zakładach Siemensa w latach 1943 – 1944, pamiętał, że przy budowie jednego z pieców pracowali Żydzi.