środa, 16 października 2019

imieniny: Gawła, Florentyny, Grzegorza

RSS

Kultura

Proces o trzy fenigi, rady Cebrzykowej dla cara i pociągowa niewola pijaka [127 lat temu w Nowinach]

19.03.2017 10:50 | 0 komentarzy | żet

Co napisała w liście do cara niejaka Cebrzykowa, że ją za te słowa aresztowano? Jak skończył się wielki proceso  trzy fenigi, których nie chcieli zapłacić na mycie gospodarze z Pietrowic Wielkich? Czyim głosem może mówić wagon towarowy? Pytania i odpowiedzi dotyczą wydania "Nowin Raciborskich" 19 marca 1890 roku. Zapraszamy do lektury.

Proces o trzy fenigi, rady Cebrzykowej dla cara i pociągowa niewola pijaka [127 lat temu w Nowinach]
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Głównym tematem "Nowin Raciborskich" z 19 marca 1890 były sprawy polskie, o których rozprawiano w sejmie pruskim. Posłowie polscy - bezskutecznie - domagali się przywrócenia w szkołach ludowych nauki pisania i mówienia w języku polskim, a także ustanowienia języka polskiego wykładowym - zwłaszcza przy nauce religii.

Straszny jak socyalista

Poseł ks. dr Stablewski wskazywał, że germanizacja odnosi skutki odwrotne od zamierzonych - Polacy coraz mniej ufają monarchii oraz rządowi niemieckiemu. Negatywne skutki tej polityki miały dotyczyć również upadku moralności i wzrostu liczby popełnianych przestępstw.

- Pan minister [edukacji - red.] zdaje się sądzić, że gdy Polacy porzucą swą mowę i przyswoją sobie niemiecką, to przyswoją sobie przez to i te same dążności i myśli, jakiemi kierują się poddani niemieccy. To zdanie jest wręcz mylnem. Toć socyaliści mówią świetnie po niemiecku, a jednakowoż, strasznie się ich obawiacie! - argumentował w sejmie ks. Stablewski.

Niemieccy ministrowie pozostali głusi na te argumenty. - Myśmy to wszystko dobrze naprzód obmyślili - zapewnili przedstawiciele rządu. Polacy na Śląsku, w Wielkim Księstwie Poznańskim, Pomorzu oraz Warmii i Mazurach musieli czekać na przywrócenie swobód w tym zakresie jeszcze ćwierć wieku.

Cebrzykowa radzi... carowi

Dla czytelników dawnych "Nowin Raciborskich" gazeta ta była praktycznie jedynym źródłem wiadomości - nie tylko lokalnych, ale również ze świata. Czytając rubrykę wiadomości międzynarodowych natrafiliśmy na ciekawą informację o wypadku, do którego doszło w Petersburgu, gdzie aresztowano niejaką panią Cebrzykową - "pięćdziesięcioletnią uczoną niewiastę, która wysłała do cara ruskiego i do ministrów pismo, w którem powiada, że jeźli car nie da ludowi ruskiemu więcej wolności i swobody, i jeżeli nie usunie różnych nadużyć, to w Rosyi wybuchnie rewolucya, która cara zdmuchnie z tronu".

Dziś wiemy, że słowa kobiety okazały się prorocze. 15 lat później w Rosji wybuchła rewolucja, którą jednak udało się władzy opanować. W przeciwieństwie do kolejnych - lutowej i październikowej roku 1917, które rzeczywiście "zdmuchnęły cara z tronu". - Ciekawa rzecz, co z kobietą tą zrobią. Car nie lubi bowiem słuchać prawdy - komentowała wydarzenie redakcja "Nowin Raciborskich". Pomimo upływu lat, rewolucji i wojen, pod tym względem Rosja ówczesnych carów niewiele różni się od Rosji z jej współczesnym "carem".

Proces o 3 fenigi i sroga grzywna w markach

W ówczesnej Rzeszy Niemieckiej, choć dynamicznie rozwijającej się przemysłowo, wciąż istniały szczątki dawnych praw i obciążeń feudalnych, takich jak np. obowiązek płacenia myta. Przy regulacji tego typu należności niejednokrotnie dochodziło do zwady. Tak stało się m.in. w Pietrowicach, skąd "udał się chałupnik tutejszy P. wraz z synem swym do Raciborza". Mytny (tj. mężczyzna pobierający myto) zażądał od niego opłaty 10 fenigów - za jazdę wozem parokonnym. Chłop upierał się, że opłata powinna być niższa o 3 fenigi, gdyż wóz ciągnięty jest przez jednego konia, natomiast drugi koń jest luźno przytroczony do dyszla.

- O te 3 fen. zaczęli się sprzeczać i szamotać, bo mytny gwałtem się o swoje dopominał. Ostatecznie wywiązał się z tego proces. Sąd przychylił się na stronę mytnego, uważając opór obu P. za opór przeciwko władzy i skazał każdego z nich na 15 mrk. kary i koszta. Ładny zysk, nie ma co mówić - czytamy w "Nowinach..." sprzed 127 lat. Tak wysoka grzywna na pewno uderzyła chłopów po kieszeni. W owym czasie za 30 marek można było kupic na raciborskim targu prawie 200 kilogramów owsa lub... tonę kartofli.

Przymusowa podróż pijaka

Do niecodziennego zdarzenia doszło z kolei w Boguminie (Bohuminie), gdzie na dworzec przybył pociąg wiozący towary z górnośląskiego okręgu przemysłowego. Z wnętrza zaplombowanego wagonu dochodziło wołanie o pomoc. Wkrótce wagon otoczyli urzędnicy, ale bali się otworzyć wagon, który posiadał pieczęcie celne.

- (...) ten, który był w środku zaczyna opowiadać, że pochodzi z Bielszowic, że będąc pijanym ładował miechy do owego wozu i później położył się miedzy nie, by się przespać. W czasie snu zamknięto go, zapieczętowano, i - wagon ruszył w świat. Biedak narzekał na głód i pragnienie - czytamy w "Nowinach Raciborskich z 19 marca 1890 roku.

Co dalej się z nim stało - nie wiadomo. Niewykluczone, że pojechał aż do Wiednia, gdyż złamanie pieczęci władzy celnej było w owym czasie surowo karane.

Wiosenne zakupy

Tak jak dziś wszędzie pełno jest reklam zwiastujących rychłe nadejście wiosny, a więc sprzętów do ćwiczeń, lżejszej odzieży, mebli ogrodowych itd., tak i 127 lat temu kupcy i handlarze nie szczędzili pieniędzy na "wiosenne" ogłoszenia w gazetach, aby ściągnąć do siebie potencjalnych klientów.

Swój "wielki skład materyi i ubrań gotowych na porę wiosenną" polecał Maurycy Fraenkel (Racibórz ul. Odrzańska).

Po nasiona do siewu zaopatrzyć się można było u Alojzego Albrechta na Nowych Zagrodach (Racibórz). - Osobliwie polecam rozmaite wielkie nasiona kapusty, kalarepy, kłaków, najpiękniejsze nasiona sałaty i cebuli, jako też wszystkie inne nasiona, jako to: ćwikły, wszystkich gatunków trawy i koniczyn - ogłaszał się A. Albrecht, zaręczając jednocześnie "za dobroć tych nasion".

Nasiona z zeszłorocznych żniw sprzedawał również Józef Kachel w sklepie przy ul. Długiej 34 w Raciborzu. Oprócz buraków, marchwi i grochu, można było u niego zakupić nasiona wyki, sadeli, koniczyny, łubinu, raigrasu oraz tymotki.

Z bardzo ważną informacją próbował dotrzeć do swych dotychczasowych klientów Julian Zernik z Raciborza: Szanownej Publiczności donoszę uprzejmie, iż z powodu budowy nowego gościńca znajduje się mój wyszynk piwa i wódek w ogrodzie z podwórza na lewo. Proszę mnie i nadal, jak dotąd, odwiedzać.

Tym ważnym ogłoszeniem kończymy niedzielną wyprawę w przeszłość z "Nowinami Raciborskimi". Jednocześnie, idąc za przykładem Juliana Zernika, również zachęcamy naszych Czytelników, aby nadal, jak dotąd, nas odwiedzali.

Wojtek Żołneczko


zdjęcie poglądowe, fot. http://www.posteferroviaire.com/