Wtorek, 23 kwietnia 2019

imieniny: Jerzego, Wojciecha, Adalberta

RSS

Kultura

Marsz Śmierci dotyczy naszej ziemi, czyli więźniowie z Auschwitz na raciborskich cmentarzach

22.01.2017 14:19 | 0 komentarzy | web

Od kilku dni mamy mroźną zimę. Tematem przewodnim staje się smog i to czym ludzie grzeją w piecach. Ja siedzę i przeglądam swoje notatki. Mam nadal więcej pytań niż odpowiedzi. Zaczęło się pół roku temu, tak prozaicznie. Kolega zapytał mnie, czy wiem coś o mogiłach więźniów KL Auschwitz spoczywających na raciborskich cmentarzach. Więźniowie z Oświęcimia u nas? Niemożliwe...

Marsz Śmierci dotyczy naszej ziemi, czyli więźniowie z Auschwitz na raciborskich cmentarzach
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Lekcja historii

Niemożliwe? Urodziłem się 30 lat po wojnie. W przedszkolu i szkole w okresie poprzedzającym listopadowe wspomnienie Wszystkich Świętych brano nas – dzieci na sprzątanie miejsc związanych z martyrologią tej ziemi. Przeważnie sprzątania nie było, a jedynie zapalaliśmy znicze na cmentarzu Krasnoarmiejców lub grobie ofiar Gestapo z raciborskiego więzienia na cmentarzu Jeruzalem. Była to taka wycieczka, bez żadnej ideologii. Gdyby były w mieście mogiły więźniów KL to byśmy tam pewnie byli. To były takie czasy.

To, że nie słyszałem o takich mogiłach nie znaczy, że ich nie ma lub nie było. Z Raciborza do Oświęcimia mamy 100 km. To też o niczym nie świadczy. Podobozy KL Auschwitz-Birkenau leżały na terenie obecnych Rydułtów, Gliwic, Kędzierzyna-Koźla; a dalej na zachód na terenie obecnego Prudnika. A u nas nic? Racibórz był przecież miastem przemysłowym o znaczeniu gospodarczym dla nazistowskich Niemiec. Mężczyźni w sile wieku byli w wojsku. Ktoś musiał pracować. Legalnie wybrana władza i tutaj posiłkowała się niewolniczą pracą ludzi gorszego sortu.

Powinienem pisać Ratibor, bo Raciborzem to miasto stało się dopiero na początku 1945 r.

Niedawno rozmawiałem z Janem Delowiczem pasjonatem historii rybnicko-wodzisławskiej. Usłyszałem ciekawą myśl: Są takie miejsca, szczególnie na zachód od Odry, gdzie historia rozpoczyna się dopiero z rokiem 1945. Nikt tego co było wcześniej jakoś nie pamięta. Można to tłumaczyć, że ci, co coś wiedzieli wyjechali zanim przeszedł front. Natomiast ci co przyjechali po 1945, nie wiedzieli o tym co się działo w czasie wojny, bo niby skąd?

W naszym mieście podczas wojny pracowali jeńcy wojenni i robotnicy przymusowi. Jakieś wspomnienia o ich grobach gdzieś funkcjonują. Spoczywają tu na pewno Francuzi. Jednak nie ma to nic wspólnego z KL Auschwitz-Birkenau.

Raciborzanie w marszu

Jeśli ktoś był w muzeum na terenie dawnego obozu zagłady to zauważył obok wejścia głównego tablicę ze szklakiem ewakuacji więźniów z tego obozu w 1945 r. Niemcy wiedzieli, że zbliżają się Rosjanie. Gdy tylko na rogatkach Krakowa pojawiła się Armia Czerwona, komendant obozu SS-Sturmbannführer Richard Baer wydał rozkaz o ewakuacji więźniów.

I wyprowadzono na zachód w 56 tys. więźniów w pasiakach owiniętych dodatkowo tym co mieli na pryczy podczas wydania rozkazu o ewakuacji. Wiał wówczas lodowaty, przejmujący wiatr, a mróz sięgał 20 stopni Celsjusza. Więźniowie byli wyczerpani pracą, którą wykonywali do ostatnich chwil pobytu w obozie. Ewakuacja trwała od 17 do 21 stycznia. Drogi, którymi szły konwoje prowadzone przez SS-manów znaczone były leżącymi ciałami martwych ludzi i śladami krwi na śniegu.

Na stronie muzeum można znaleźć informacje, które ocalały w więziennych archiwach. Nie są to tylko ogólne dane ale też nazwiska. Po wpisaniu w archiwalną przeglądarkę słowo „Ratibor” ukazują się 23 rekordy z nazwiskami. Przy większości miejsce urodzenia to Racibórz/Ratibor. Jeżeli jest podana data śmierci to u większości jest to przełom roku 1942/43. Aby ludzie, o których piszę nie byli jedynie składową statystyki to wymienię kilka nazwisk: Wilhelm Bielschowski (ur. 1895 03 08), Horst Israel Fröhlich (ur. 1891 07 19), Franz Kowalczyk (ur. 1910 09 12), Agnes Kruppa (ur. 1889 01 19), Josef Pleschka (ur. 1904 03 17), Sonia Steinbach (ur. 1927 08 11), Adolf Wagner (ur. 1939 07 18). Ten ostatni, Adolf, urodził się 2 miesiące przed inwazją Niemiec na pobliską Polskę.

Od Heleny Kubicy (starszy kustosz) z muzeum w Oświęcimiu dowiedziałem się, że miejsce urodzenia nie świadczy o tym, że inni raciborzanie urodzeni w innych miastach nie trafili do tego nazistowskiego obozu zagłady. Suche dane i statystyki nie dają prostych informacji.

Relacje świadków

Jeżeli chodzi o bezpośrednie powiązanie z naszym miastem, to pani kustosz zasugerowała zapoznanie się z pracami dotyczącymi Marszu Śmierci, których autorami są: Andrzej Skrzynecki, Irena Pająk i wspomniany wcześniej Jan Delowicz.

Najbardziej „plastyczna wizualnie” i dotycząca naszego miasta jest książka Jana Delowicza, w której autor uzupełnia faktografię relacjami uczestników, ale także mieszkańców miejscowości położonych na szlaku ewakuacji. Skupia się on szczególnie na więźniach gnanych do KL Gross-Rosen przez Racibórz.

Przez Racibórz 22 – 23 stycznia przechodziły 4 kolumny więźniów. Każda po około 850 ludzi w kolumnie. Oprócz tego esesmani i więźniowie funkcyjni. Bardzo dużo szczegółów dotyczy relacji naocznych świadków z przemarszu przez Markowice. Więźniów na nocleg zatrzymano w miejscowym więzieniu i hali targowej koło rynku.

Na drugi dzień jedną kolumnę, tę z podobozu Sosnowitz II skierowano pieszo do Opawy, a następnie więźniowie ci trafili koleją do KL Mauthausen-Gusen. Reszta została pognana na zachód przez Pietrowice Wielkie, Prudnik do KL Gross-Rosen. Ta grupa nocowała w hali targowej.

Zbiorowe mogiły

Z relacji historycznych wynika, że na drodze ewakuacyjnej nie było kilometra drogi, na której by nie leżało ciało martwego więźnia. Ludzie umierali z wycieńczenia, mrozu lub byli zabijani przez kapo lub esesmana. Na trasie Oświęcim – Gliwice – Racibórz znajdują się obecnie 22 mogiły zbiorowe. Niektóre mogiły są bardzo duże. W Rybniku pochowano 446 więźniów. Bliżej Raciborza, w Raszczycach mamy mogiłę ze wspomnieniem 9 więźniów, a w Górkach Śląskich spoczywa 17 ciał. Tu też jest tablica upamiętniająca te ofiary marszu, która została ufundowana w roku 1972 przez Powiatową Radę Narodową w Raciborzu. Natomiast w samym Raciborzu brak śladów i wspomnień po Marszu Śmierci.

Może więźniowie szli, ale jakimś zrządzeniem losu nikomu nic się nie stało w tym niemieckim mieście. Jan Delowicz przytacza relację pracownika przymusowego Henryka Drabika, który pracował u Wiktora Koczego. Henryk Drabik pod nadzorem policji musiał zebrać ciała martwych więźniów w pasiakach (styczeń 1945 r.), które leżały przy raciborskich drogach i przewieść je na teren cmentarza przy ul. Opawskiej. Teraz to jest park. W czasie rozmowy Jan Delowicz wspomniał mi, że na tym cmentarzu pochowano też żołnierzy z Kampanii Wrześniowej, których w 1939 r. przywieziono do pobliskiego szpitala i którzy w nim zmarli. Pamiętajmy, że w Brzeziu była granica niemiecko-polska.

Pamięć historyczna

W Raciborzu są mogiły więźniów KL Auschwitz-Birkenau. Nie ma pewności tylko, gdzie ciała ich spoczywają. Ci co wiedzieli wyjechali lub nie żyją. Ci co przyjechali nic nie wiedzą. A niby skąd mają wiedzieć ? – pyta retorycznie Jan Delowicz. W swojej książce nie zawarł całej posiadanej wiedzy z różnych powodów. W rozmowie ze mną wspomina, że była jeszcze jedna kolumna jeńców na terenie naszego powiatu. Byli to więźniowie z podobozu Charlottengrube w Rydułtowach. Pędzono ich prawdopodobnie do Opawy. Jeden nocleg spędzili w pałacu Lichnowskich w Krzyżanowicach. Jednak na drugi dzień rano wrócili do Rydułtów, a stamtąd zabrano już ich w dalszą drogę wagonami towarowymi.

Wrócę jednak go głównego tematu. Czy wiem coś więcej o ciałach więźniów KL Auschwitz spoczywających na raciborskich cmentarzach? Wiem więcej, ale żadnych szczegółów. Muzeum w Oświęcimiu też czeka na ewentualne wiadomości z naszego terenu. Rzeczywiście na zachód od Odry nie znajdziemy śladów po więźniach, po ich mogiłach. To są oficjalne informacje z prac naukowych.

Ilu więźniów KL Auschwitz-Birkenau zmarło w Raciborzu? Łącznie na terenie Raciborza zamordowano co najmniej 46 więźniów. Dodatkowo na terenie Markowic pochowano 12 więźniów. Księga parafialna z kościoła św. Jadwigi z Markowic rozpoczyna się od wpisów z lutego 1945 r. Brakuje informacji o miejscu pochówku.

W pracy zbiorowej Ireny Pająk wskazane jest prawdopodobne miejsce mogiły zbiorowej, która ma być pod murem za kaplicą cmentarną na Cmentarzu Jeruzalem. Jednak i tu brak ścisłych danych. Księga cmentarna rozpoczyna się od czerwca 1945 r. Jan Delowicz, na podstawie swoich badań wskazuje na były cmentarz przy ul. Opawskiej. Jedno drugiemu nie zaprzecza. Należy zadbać o pamiętać tych ludzi i się pomodlić za ich dusze.

Tak, czy inaczej, lepiej z naszą pamięcią historyczną nie będzie. Może po tym artykule styczniowe mrozy ktoś skojarzy z tysiącami ludzi pędzonych przez nasze miasto w faszystowskim kraju, gdzie władza uwierzyła w swoją boskość i stworzyła kategorię „podludzi”.

Artur Wierzbicki


Opinie oraz treści zawarte w rubryce WebKrytyka przedstawiają wyłącznie własne zdanie autorów i mogą ale nie muszą odzwierciedlać poglądów redakcji. Masz coś ciekawego do przekazania szerszemu gronu - zapraszamy na łamy portalu nowiny.pl - opublikujemy Twój felieton bezpłatnie. Wyślij swoje przemyślenia na adres webkrytyka@nowiny.pl. Redakcja zastrzega sobie prawo odmowy publikacji materiału.