Wtorek, 30 maja 2017

imieniny: Feliksa, Ferdynanda, Zdzisława

RSS

Kultura

Sprawa wysiedlenia z Zabełkowa

01.11.2016 19:00 | 0 komentarzy | red

W biurku referenta gminnego raciborskiego Urzędu Bezpieczeństwa Józefa Stawarza leżał plik zdjęć, na których niezidentyfikowane osoby utrwalono w przeróżnych pozach. Były to fotografie z czasów przedwojennych i niedawnej wielkiej wojny. Osoby na odbitkach łączyło jedno emblematy lub mundury, które świadczyły o aktywnym zaangażowaniu po stronie III Rzeszy. Referent przeglądał je już wielokrotnie, zastanawiając się kim byli i jakich występków dopuścili się ludzie z fotografii? Ich zbiór powstał po wojnie przy okazji rewizji i „porządkowania” różnych papierów i dokumentów w gminie Krzyżanowice, w tym w Chałupkach.

Sprawa wysiedlenia z Zabełkowa
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Znów miał chwilę przerwy, zaczął wertować fotografie. Ponownie jego uwagę przykuło zdjęcie dwóch mężczyzn w mundurach. Ten jeden jest w mundurze SS, pomyślał, drugi posiada jakieś dystynkcje, to musi być oficer Wehrmachtu, wykoncypował. Obracał zdjęcie w palcach, po czym zatrzasnął szufladę. Następnego dnia rozpoczął poszukiwania, ktoś musi ich w końcu rozpoznać. Tym razem miał szczęście, ktoś ich poznał. Mieli być to bracia, pierwszym z fotografii był Leopold Kupka, który dawniej nosił imię Wilhelm, ale w ramach komunistycznej akcji odniemczania musiał zmienić imię bo brzmiało zbyt z niemiecka. Drugi, Wincenty nie wrócił na ojcowiznę, mieszkał w Niemczech Zachodnich. To ostatnie ustalenie nie zgadzało się z późniejszymi faktami. Był to jednak mało istotny szczegół. Zadowolony z siebie funkcjonariusz napisał 23 lutego 1953 roku odpowiedni raport. Miał cichą nadzieję, że pomoże mu to choć trochę w karierze.

Rozpracowanie

Raport zainteresował samego szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Raciborzu kapitana Bortnowskiego. Należało szybko działać i sporządzić charakterystykę mieszkającego w Zabełkowie Leopolda Kupki. Ponownie przydały się tajnie zbierane z całą pieczołowitością materiały na mieszkańców gminy oraz pomoc osób, które jawnie i konfidencjonalnie pomagały nowej władzy. Z danymi osobowymi nie było problemu. Kupka urodził się 8 września 1915 roku w Zabełkowie i otrzymał na chrzcie imię Wilhelm. Takie samo jakie nosił jego ojciec, który urodził się w roku 1888 i był miejscowym rolnikiem. Matka Filomena Twardzik ur. 1894 była gospodynią domową wychowującą jego i dwóch jego braci: ur. 1926 Leonard i ur. 1924 Karol.

Po ukończeniu szkoły powszechnej Wilhelm Kupka wyjechał w głąb Niemiec uczyć się zawodu masarskiego. Następnie jako czeladnik terminował w Ratibor. Jednak w roku 1937 trafił do wojska i wraz z armią III Rzeszy wziął udział w realizacji planu o kryptonimie „Fall Weiss”, ataku na Polskę we wrześniu 1939 roku. Od tego momentu UB-ecy mieli problem z ustaleniem co działo się z Kupką. Bo ten w kilku ankietach i życiorysach, które po wojnie musiał wypełniać zapisał sprzeczne ze sobą informacje. Raz, że został wciągnięty do wojska w 1939 i służył w nim w oddziałach piechoty do końca wojny, innym, że w latach 1942– 44 pracował w prywatnej firmie w Raciborzu, albo, że powołany został do wojska w 1944 roku. Zasięgnięto języka wśród mieszkańców Zabełkowa. Twierdzili, że służył w Wehrmachcie, jednak fotografia mówiła przecież co innego.

Charakterystyka

Prześwietlono też czasy powojenne, gdy po 1945 powrócił do domu i rozpoczął 8 września 1946 roku pracę w Chałupkach jako p. o. nastawniczego w PKP. Awansował i na początku roku 1953 został nastawniczym I klasy. Nie należał do partii, był członkiem pomniejszych organizacji: ZZK, LL, LM i TPPR, jednak społecznie nie udzielał się. Charakteryzowano go jako człowieka spokojnego, małomównego, opanowanego. Unikał manifestowania poglądów i nie odnotowano by wypowiadał się krytycznie wobec komunizmu. UB uznał jednak, że jak to określono, jest „elementem wyczekującym”. Była to postawa charakteryzująca wielu autochtonów, którzy starali się przetrwać i czekali na zmiany. Czy to powrotu jakiejś państwowości niemieckiej, czy też upadku systemu i oddaniu kraju w ręce narodu.

Podejrzany dla bezpieki był również domniemany brat Leopolda pozostały w Niemczech Zachodnich Wincenty, który w wojsku III Rzeszy miał być oficerem. Utrzymywali kontakt korespondencyjny nadzorowany tajnie przez bezpiekę. W pracy Leopolda Kupki zauważono, że utrzymywał bliższe relacje z Wolnikiem i osobami bezpartyjnymi. Był dwukrotnie karany służbowo, 7 września 1947r. upomnieniem, za nieodsłonięcie sygnału D1 rozebranego toru kanałowego, co zagrażało bezpieczeństwu ruchu pociągów oraz 16 października 1950r., gdy potrącono mu 1 % miesięcznego wynagrodzenia za przełożenie wykolejnic pod ostatnią oś tocznia parowozu co tym razem spowodowało jego wykolejenie. Mieszkał wraz z żoną i dwójką dzieci u teścia, Franciszka Semana, który służył w niemieckiej straży granicznej i miał jak szeptano zajmować stanowisko komendanta placówki granicznej w okolicach Żywca.

Wysiedlić wroga

Józef Stawarz usiadł znów przy biurku. Wszystko co odkrył zawarł w raportach kierowanych do swych przełożonych. Udało mu się wykryć utajonego wroga ludowej ojczyzny, który mógł być potencjalnie niebezpieczny i to w okolicy ważnego miejsca jakim była pilnie strzeżona granica państwa. Pogląd podwładnego podzielił szef i po zgromadzeniu materiałów porucznik T. Gosek z PUBP w Raciborzu sporządził wniosek o wysiedlenie byłego SS-mana ze strefy nadgranicznej. Pismo tej treści skierowano do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Opolu w kwietniu 1953. W lipcu uzupełniono na żądanie „województwa” informacje o stanie majątkowym kolejarza i jego sytuacji rodzinnej. Sprawa ciągnęła się miesiącami. W końcu 8 września nadeszła oczekiwana odpowiedź z WUBP w Opolu. Ku zaskoczeniu szefa raciborskiej bezpieki wniosek o wysiedlenie został zaopiniowany negatywnie i zwrócony. Naczelnik Wydziału Ogólno – Administracyjnego WUBP w Opolu por. Włodzimierz Kraszewski napisał do kpt. Bortnowskiego, że ze zdjęcia wynika, … że Leopold Kupka służył w jednostkach pancernych a nie w SS. Na piśmie z Opola znalazła się szybko skreślona, odręczna adnotacja szefa z Raciborza, polecająca jednemu ze swych podwładnych ustalenie kto zawinił, kto ośmiesza go w oczach przełożonych. Leopold Kupka nieświadomy niczego mógł nadal mieszkać i pracować w pilnie strzeżonej strefie nadgranicznej.

Post scriptum

Leopoldem Kupką SB zainteresowała się ponownie w roku 1961, zebrane na niego materiały przesłano do wglądu do Katowic, niestety nie wiemy w jakim celu. Dodatkowo, już po złożeniu jego teczki w archiwum, w 1959 i ponownie w 1967 pracownicy ewidencji Służby Bezpieczeństwa dokonali zapisów kartotecznych mówiących o jego służbie w SS. Najwidoczniej nie doczytali materiałów operacyjnych i powtórzyli błąd Józefa Stawarza, który nie mógł zdaje się z tego powodu liczyć na pochwałę przełożonych. Dalsze losy czołgisty nie są znane, funkcjonariusz został zwolniony ze służby przy okazji reorganizacji bezpieki w roku 1956. Nie wiadomo czy sprawa Wilhelma Kupki miała z tym związek.

Beno Benczew

fot. Rama, źródło: wikipedia.org, licencja: CeCILL