Wtorek, 17 września 2019

imieniny: Franciszka, Hildegardy, Roberta

RSS

Prezes Sadowski pisze o wiatrakach. Kto na nich zyskuje, a kto traci?

29.06.2016 19:48 | 4 komentarze | ma.w

- By to wszystko się opłacało wiatr musi wiać z odpowiednią siłą i to dość często. Obydwa te ostatnie warunki są raczej niespełnione w naszym powiecie. Podobno w gminie Krzanowice mamy tylko 5 procent wietrzności w skali rocznej, a dla opłacalności farm wiatrowych potrzeba minimum 20 procent - pisze w liście do redakcji społecznik Józef Sadowski prezes stowarzyszenia "Dobro Ojczyzny" i członek Komitetu Obrony Ziemi Raciborskiej (KOZR).

Prezes Sadowski pisze o wiatrakach. Kto na nich zyskuje, a kto traci?
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Siłownie wiatrowe w powiecie raciborskim

Ostatnie miesiące, przełom roku 2015 i 2016, to miesiące szczególnego zainteresowania, przynajmniej u nas w powiecie raciborskim, wiatrakami, a ściślej farmami wiatrowymi, inaczej mówiąc siłowniami wiatrowymi, turbinami wiatrowymi, ba tak bogate jest już w międzyczasie nazewnictwo odnoszące się do tej kwestii. Widać, że mamy do czynienia z nowym zjawiskiem, a więc z nową technologią, dotąd niezbyt znaną społeczeństwu, stąd problem dość niejasnych, niezbyt precyzyjnych określeń i terminologii. Nas, mieszkańców tego regionu zmusiły do zajmowania się tą problematyką okoliczności narzucone nam z zewnątrz, dotąd jak wspomniano powyżej, niezbyt znane zjawisko, które mieści się w ogólnej tematyce odnawialnych źródeł energii, tematyce tak ostatnio modnej. Z tą sprawą wiążą się wszak wszystkie problemy i trudności, jakie wyniknęły w następstwie wdrażania w życie idei odnawialnej energii a dotyczące nas wszystkich. Jako, że zjawisko odnawialnych źródeł energii jest ostatnio bardzo modne, szczególnie w kręgach politycznych, które muszą się przed wyborcami wykazać - najlepiej bogatą działalnością, do której większość z nich wprawdzie w ogóle nie dorosła i nie jest zdolna, więc w ostateczności chociażby byle jaką, w nadziei ponownego wyboru przez elektorat, który i tak jest „cieńki” i niewiele wie bądź wieloma sprawami w ogóle się nie interesuje, gdyż przerastają one jego możliwości intelektualne. Z tego faktu wyrastają przeróżne problemy, gdyż taka sytuacja w następstwie wabi szereg cwaniaczków przeróżnego asortymentu chcących zrobić dużą i szybką kasę.

Ważną kwestią w tym kontekście jest uzyskanie zgody społeczeństwa na tego rodzaju innowacje. Obywatele muszą być dostatecznie i właściwie poinformowani o tym co ich czeka. Ma się nieraz wrażenie, że inne zainteresowane w tej akcji podmioty po prostu wykorzystują niewiedzą bądź niską wiedzę ludzi, by uzyskać ich zgodę bądź zakładają ich domniemaną zgodę. Proces tzw. konsultacji społecznych jest najczęściej tą kulejącą stroną całego zagadnienia. Negatywnym aspektem konsultacji oprócz braku właściwego poinformowania ludzi jest nierówność podmiotów przystępujących do rozmów. Z jednej strony mamy inwestora świetnie zorientowanego w temacie, ponadto przedstawiciele samorządu terytorialnego mający większą wiedzę od zwykłego obywatela, a także większe potrzeby w zakresie inwestowania, a po drugiej społeczeństwo, czyli ludzi najmniej zorientowanych, konfrontowanych z zupełnie nowym zjawiskiem. Nic dziwnego, że konsultacje przebiegają po myśli inwestora. Dopiero po czasie następuje po stronie ludzi właściwa refleksja, ale w sytuacji kiedy z reguły jest już za późno, gdyż wszystkie formalności po stronie inwestora i samorządu są już załatwione. Wszystkie zatem protesty nie przynoszoną pożądanego efektu. Wiatraki stają się upragnioną przez inwestora rzeczywistością. A czy są tak nieszkodliwe jak inwestor i lobby wiatrakowe zapewniają to już inna sprawa.

Parę lat temu w powiecie raciborskim pojawił się inwestor, który chciał zrobić, według chyba tylko jego opinii, coś dobrego dla społeczeństwa, tak przynajmniej się wydawało, ale i dla siebie naturalnie, a może przede wszystkim dla siebie i postanowił uszczęśliwić ludzi widokiem monstrów poruszanych przez wiatr, które będą przynosiły mu regularną dywidendę w postaci zysków ze sprzedaży prądu, rzekomo najtańszego, co jest szczególnie perfidnym kłamstwem, gdyż prąd wiatrowy jest w chwili obecnej najdroższy, co najmniej dwa razy droższy od energii węglowej, tradycyjnego w Polsce źródła energii, a to dzięki wysokim państwowym dotacjom. Gdyby nie te dotacje prawdopodobnie nikt nie wpadłby na to, by produkować prąd przy pomocy tak kapryśnej energii jak wiatrowa.