Piątek, 19 kwietnia 2019

imieniny: Adolfa, Tymona, Pafnucego

RSS

Ule Józefa z ulicy Pszczelej... w centrum Rybnika

31.07.2015 10:48 | 0 komentarzy | KP

Albert Einstein powiedział kiedyś, że gdyby na świecie zabrakło pszczół, ludzie przeżyliby jedynie 4 lata. Pszczoły zapylają bowiem 90 procent wszystkich upraw. Okazuje się jednak, że z roku na rok, ze względu na choroby i działalność człowieka, populacja tych owadów spada. – To fakt i nie ma się co okłamywać – twierdzi Józef Riemel, prezes Śląskiego Związku Pszczelarzy w Rybniku.

Ule Józefa z ulicy Pszczelej... w centrum Rybnika
76-letni Józef Riemel, prezes Śląskiego Związku Pszczelarzy w Rybniku, hodowlą pszczół zajmuje się już niemal pół wieku
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

ABC pszczelarstwa

Centrum Rybnika. Jedna z bocznych dróg w rejonie stadionu miejskiego to ulica Pszczela. Jej nazwa nie jest przypadkowa. To właśnie na terenie znajdującej się tutaj posesji, 76-letni pan Józef Riemel od 45 lat prowadzi pasiekę. W zamierzchłych czasach pracował jako nauczyciel w Technikum Mechanicznym w Rybniku. Tam wszystko się zaczęło. – Dwaj moi koledzy, również nauczyciele, hodowali pszczoły. Dlatego też w pokoju nauczycielskim często prowadzone były rozmowy w tym temacie, a ja nie miałem o tym żadnego pojęcia. W związku z tym przyjaciele zamówili dla mnie książki: „Hodowla pszczół”, „Poradnik pszczelarza” i „Ule i sprzęt pasieczny”. No więc ja za nie zapłaciłem i przeczytałem. Do dziś jestem za to wdzięczny, bo to byli moi ojcowie chrzestni w tej profesji – wspomina pan Józef, który nieco później otrzymał od znajomego pierwszy ul. – Doprowadziłem go do porządku i ustawiłem w ogrodzie, nie mając jeszcze pszczół. Jakiś czas potem, u sąsiada, na krzewie agrestu, uwiązała się rójka. On poinformował  mnie o tym, a ja szybko sprawdziłem w poradniku, na czym polega łapanie roju. Udało mi się to zrobić i w sumie tak to się zaczęło – tłumaczy Józef Riemel. Obecnie posiada około czterdziestu pszczelich rodzin. Jest także prezesem Śląskiego Związku Pszczelarzy w Rybniku. – Nasze stowarzyszenie zrzesza i pomaga pszczelarzom w prowadzaniu pasiek. Udzielamy różnych porad, w tym również prawnych, ponieważ w naszych szeregach są także adwokaci i prawnicy. Poza tym zaopatrujemy pszczelarzy w pasze na zimowe zakarmianie i pomagamy w zakupie lekarstw przeciwko groźnym chorobom, a szczególnie jednej, czyli warrozie, którą wywołuje roztocz Varroa destructor. My wykonujemy projekty, które są zatwierdzane przez Agencję Rynku Rolnego i Unię Europejską. W wyniku tego pszczelarz otrzymuje refundację zakupu tych lekarstw – mówi prezes.

Pszczoły też chorują i proszą o zmiłowanie

Ostatnimi czasy hodowcy nie mają łatwego życia, ponieważ pszczoły podatne są na choroby. Nierzadko ulegają też zatruciom. Przez to ich populacja się zmniejsza. – To fakt i nie ma się co okłamywać. Bardzo trudno jest w tym momencie przezimować rodziny. Różne są na ten temat dyskusje. W ostatnim wydaniu gazety dla pszczelarzy był artykuł pod tytułem „Pszczoły też chorują i proszą o zmiłowanie” – wyjaśnia pan Józef, który dodaje, że największym zagrożeniem jest wspomniany Varroa destructor, roztocze o średnicy około 2 milimetrów, wywołujący chorobę zwaną warroza. – Varroa destructor zmniejsza odporność pszczół przez swoją działalność pasożytniczą, uszkadzając ich stawy. Wtedy pszczoły chodzą zamiast latać, bo mają pokaleczone stawy skokowe. Na szczęście, obecnie jest parę środków do walki z tym pasożytem – informuje pszczelarz. Z drugiej strony winni są również ludzie, którzy opryskują rośliny różnymi chemikaliami. – Dla przykładu, miałem kilka dni temu telefon od hodowcy z okolic Żor, który ma 15 uli i przed pierwszym, skrajnym ulem, znalazł masę martwych pszczół. A to najgorszy widok dla pszczelarza. To właśnie było zatrucie – wskazuje pan Józef i dodaje, że aby unikać takich sytuacji, pszczelarze powinni prowadzić swoje pasieki w miejscach, gdzie oddziaływanie ludzi na rośliny jest ograniczona.

Einstein miał rację?

Słynny uczony stwierdził kiedyś, że bez pszczół ludzkość byłaby w stanie przetrwać zaledwie 4 lata. Dlaczego? – Chodzi o to, że bez pszczół wyginą wszystkie rośliny owadopylne i przez to będziemy mieć mniej jedzenia. Bo pszczoła zapyla około 90 procent upraw. Dobrymi zapylaczami są też osy i trzmiele, ale tylko pszczoła przeżywa gromadnie – twierdzi prezes związku, który dysponuje bardzo ciekawymi statystykami dotyczącymi tych pożytecznych owadów. Okazuje się, że 10 tysięcy pszczół waży około kilograma. A w lecie, jedna pszczela rodzina może ważyć i 10 kilogramów. Zależy to od rasy, warunków, czy pogody. Średnia rodzina, licząca około 60 tysięcy sztuk, w ciągu roku zużywa dla swoich potrzeb 90 kilogramów miodu i około 40 kilogramów pyłku. Dopiero resztą zabiera pszczelarz. Przeciętna pszczoła żyje zaś około 40 dni. W tym czasie robi od ośmiu do dziesięciu lotów dziennie, a każdy lot trwa mniej więcej godzinę. Za swojego życia pszczoła przyniesie w sumie do ula płaską łyżeczkę nektaru. – I tak wygląda jej żywot. Dla przykładu, żeby przynieść jeden ładunek nektaru, to w ciągu tej jednej godziny pszczoła musi oblecieć około 2800 kwiatów drzew jabłoni. Wylatując z ula, zabiera ze sobą pokarm. To tak, jakbyśmy tankowali paliwo do samochodu – porównuje Józef Riemel.

Tusk byłby zadowolony

Hodowca, który od prawie pięciu dekad zajmuje się pszczołami, bez zastanowienia odpowiada, że jest pasjonatem. – Chciałbym być taki jak pszczoły i móc tak jak one ciężko pracować do końca życia. To tak, jak chce Donald Tusk. I można powiedzieć, że pszczoły tak właśnie robią, tylko że one pracują dla swoich sióstr – śmieje się pan Józef. A czy hodowla tych owadów może być niebezpieczna?  – Pszczoła nigdy nie atakuje, zawsze się broni. Człowiek albo ją przyciśnie, albo jest na linii lotu. Jak rozpoczynałem, to po jednym użądleniu miałem rękę tak bardzo spuchniętą, że myślałem, że to uczulenie i trzeba będzie z tym skończyć. Po tych wszystkich latach, jak przez przypadek zostanę użądlony to po chwili już nie wiem, w którym to było miejscu. Moje córki powiedziały mi, że ostatnio był gdzieś przypadek, że pszczoły kogoś zażądliły. No ale to tak jak jadąc samochodem, również może zdarzyć się nieprzewidziany wypadek. Każdy jedzie po to, by dojechać do celu. Z pszczołami jest tak samo – broni swoje „podopieczne” prezes Śląskiego Związku Pszczelarzy w Rybniku, które zrzesza około siedemdziesięciu hodowców. A czy rzeczywiście grozi nam zagłada, ze względu na możliwość wyginięcia pszczół? – Na szczęście jest coraz więcej młodych ludzi zainteresowanych tematem. Dwa tygodnie temu, w niedzielę, były u mnie dwie dziewczyny, w wieku może po dwudziestce. Prosiły, żeby poopowiadać im o pszczołach. Mój wykład trwał trzy godziny. Ja zapytałem, skąd u nich to zainteresowanie. Odpowiedziały, że czytały, że pszczoły giną i stwierdziły, że chcą pomóc. A to się chwali – podsumowuje Józef Riemel.

(kp)