Piątek, 23 sierpnia 2019

imieniny: Apolinarego, Filipa, Róży

RSS

Saga rodu Tkoczów. Najlepszym z rodziny był Stanisław. Część 1

21.06.2016 00:00 red

Jerzy Szczygielski wspomina żużlowe popisy Stanisława Tkocza.

Zmarły 18 maja 2016 roku Stanisław Tkocz urodził się 6 listopada 1936 r. w Rybniku. Od najmłodszych lat wykazywał ciągoty i smykałkę do motoryzacji. Z tym faktem nie mogli pogodzić się rodzice, którzy nie akceptowali zainteresowań syna. On sam, pomimo sprzeciwów powoli i systematycznie przygotowywał grunt pod ostateczną decyzję. W 1953 roku, jako siedemnastolatek wstąpił do sekcji. Uczestniczył z „marszu” w pierwszych zajęciach, które prowadzili w Rybniku doświadczeni zawodnicy Paweł Dziura i Józef Wieczorek. W wyniku postępów w zajęciach już w 1954 r. został włączony do drużyny.

Więzy rodzinne

W dawnych czasach stanowili śląską, rybnicką „czelodkę” – rodzinę wychowywaną i kształtowaną przez matkę Elżbietę i ojca Roberta. W posesji przy ulicy Klasztornej 14 w Rybniku było na ogół gwarno i wesoło. Wszyscy jak nakazywała tradycja, trzymali się w „kupie” (razem). W rodzinnym domu było ich o jednego więcej niż w głośnym filmie amerykańskim, reżysera Johna Sturgesa z Yul Brynnerem w roli głównej „Siedmiu wspaniałych”.

Oktet synów państwa Tkocz stanowili w kolejności witania się ze światem: Henryk, Józef, Stanisław, Leonard, Jan, Aleksander, Roman i najmłodszy Andrzej.

Po latach młodzieńczej fantazji, a później pewnej życiowej stabilizacji, kiedy każdy był już „na swoim” ich także coś tknęło i w okresie wielkiej rotacji rodaków lub jak zwą inni wędrówki ludów „rozciepało” (rozrzuciło) po świecie.

Ściganie na motorach, czyli żużel wybrało trzech: Staszek, Janek i Andrzej. I właśnie oni wybrali się w świat, ale do Europy.

Najstarszy z ich grona i najbardziej utytułowany w motorowym „trio” Staszek wybrał tak, jak i on spokojną miejscowość Ettlingen (Karlsruhe – Badenia – Wirtembergia). Nie zastanawiał się, jak twierdził – dlaczego właśnie tu. Często powtarzał jednak, że stąd bliżej do żużlowej Europy i rodzinnego Rybnika. Tu są jego korzenie, stadion, kibice i znajomi. Średni Jan związany w okresie startów z Wybrzeżem Gdańsk, miał także artystyczne zacięcie. Tańczył, śpiewał, był duszą towarzystwa. Wybrał więc Paryż i spacery po Champs Elysees. Z kolei Andrzej, aby nie zmieniać klimatu i tym samym nie robić gwałtownej „czystki” w płucach, „zakotwiczył” w Nordrhein-Westfalen w okolicach Koeln.

Takie były początki

Staszek, jako trzeci syn rodu Tkoczów urodził się 6 listopada w rybnickim szpitalu Juliusz. Był pierwszym w rodzinie, który sam zadecydował o uprawianiu bądź co bądź niebezpiecznej dyscypliny Jako sprawny synek próbował wielu sportów. Uprawiał po drodze gimnastykę, pływanie i boks. W 1953 r., jako 17-latek „chwycił” się za żużel. W wyniku stałych postępów włączono go do drużyny. A tam z grupą doświadczonych i starszych zawodników jak: Paweł Dziura, Emil Spyra, Józef Błąkała, Józef Wieczorek, Marian Philipp, Stanisław Siemek i Joachim Maj, stojąc jeszcze trochę na uboczu „przejechał” pomyślnie II-ligę. Zdobył wraz z kolegami mistrzostwo (1955) i awans do grona najlepszych. Jak na debiutanta miał sporą tremę, ale z każdymi zawodami widać było stały postęp. Jednym z przykładów dobrego „załapania” się do zespołu było 8 zdobytych punktów (2,3,3) podczas ligowej potyczki 10 lipca 1955 r. w spotkaniu z Ostrovią Ostrów (44:10). Najlepszym był Joachim Maj, który zdobył 9 pkt. Innym pozytywnym startem były rozegrane 15 lipca 1956 r. międzynarodowe zawody żużlowe na torze w Rybniku. Tkocz, jak na debiutanta, był doskonale usposobiony. Wywalczył pierwsze miejsce pokonując wielu utytułowanych kolegów. Startował najczęściej na Exelsiorze – Japp oraz cenionej Jawie. Maszyny jemu i kolegom „dopieszczali” mistrze nad mistrze, mechanicy: Albin Liszka i Zygmunt Krzyżak.

Pierwszy tytuł

Największe sukcesy krajowe, to wywalczenie w 1955 roku z zespołem Górnika Rybnik mistrzostwa II-ligi i awans do grona najlepszych. A tam, Rybnik startując z pozycji ligowego debiutanta zaliczał zwycięstwa, pokonując na miejscowym torze m.in. Tramwajarza Łódź 55:17, Spartę Wrocław 37:34, Legię Warszaw 46:26, Kolejarza Rawicz 46:24, obrońcę tytułu Polonię Bydgoszcz 48:23, Skrę Warszawa 58:14 i Unię Leszno 43:29. W całych rozgrywkach „Górnicy” zanotowali dwie wyjazdowe porażki (Ślęza Wrocław 20:51, Kolejarz Rawicz 35:37), które nie zaważyły na zdobyciu przez zespół Górnika Rybnik w 1956 roku, pierwszego tytułu drużynowych mistrzów kraju. Chociaż od zdobycia pierwszego tytułu minęło już 60-lat, warto przypomnieć skład zespołu, który przedstawiał się następująco: Paweł Dziura, Józef Wieczorek, Marian Phillipp, Stanisław Siemek, Józef Błąkała, Bogdan Berliński, Joachim Maj, Apoloniusz Dzida i Stanisław Tkocz.

W kolejnych sezonach Górnik poszedł „za ciosem” i zwyciężył w 1957 roku. Zespół wygrał wszystkie mecze i wyprzedził Spartę Wrocław aż o 10 punktów. Z drużyny ubyli: Paweł Dziura, Józef Błąkała, Stanisław Siemek i Apoloniusz Dzida. Dopływ „świeżej krwi” stanowili: Zygmunt Kuchta, Stefan Lip i młodszy brat Joachima, Erwin Maj.

W myśl porzekadła „do trzech razy sztuka”, w 1958 roku startując prawie w niezmienionym składzie (Zygmunta Kuchtę zastąpił Karol Peszke) Rybnik ponownie udowodnił swoją wyższość nad rywalami i po raz trzeci z rzędu stanął na najwyższym podium mistrzów.

Dominacja rybniczan

W latach 1962 aż do 1968 roku, to jest przez siedem kolejnych sezonów z plastronami Górnika (1962-64) i ROW Rybnik (1965-68) z roku na rok, drużyna sięgała po drużynowy tytuł. Sam Tkocz żużlowcem Górnika, ROW Rybnik był w latach 1954-71. Z kolei na zakończenie kariery startował w barwach Kolejarza Opole (1972-73).

W zespole następowały kolejne zmiany pokoleń. Józefa Wieczorka i Mariana Phillippa, a później i innych zastąpili Antoni Woryna i Andrzej Wyglenda. Swoje udziały i zdobycze punktowe zaliczali: Waldemar Motyka, Alojzy Norek, Stanisław Bombik, Jerzy Gryt, Antoni Masłowski, Ryszard Zawadzki, Bolesław Fizia, Antoni Fojcik, Antoni Kleczka, Jerzy Wilim, Henryk Goik, Jan Koczy, Piotr Pyszny, Lucjan Studnik, Andrzej Tkocz i startujący trochę mniej: Rainhold Konieczny, Marian Beil, Bronisław Reinhold i Franciszek Rugor.

Najbardziej dramatycznymi sezonami była rywalizacja w 1964 i 1968 roku. Przewaga Rybnika nad groźnymi rywalami m.in. Stalą Gorzów była minimalna. Wynosiła ona zaledwie jeden lub dwa punkty meczowe. Kolejne dwa osiągnięcia drużynowe, czyli tytuły numer 11 i 12 najlepszych w latach 1970 i 1972 były ostatnimi drużynowymi sukcesami naszego klubu. Oprócz 11 mistrzowskich tytułów Tkocz był także z zespołem wicemistrzem oraz zdobywcą trzeciego miejsca.

Na równi z ligą decyzją władz prowadzona była rywalizacja o żużlowy Puchar PZMoT. Rozgrywki jakże cenne, ale nie cieszące się popularnością. Stanowiły one poligon dla rezerw, dając możliwość objeżdżenia zawodnikom młodszym i mniej startującym. Zespół nasz, jak przystało na mistrzów kraju, zwyciężył aż jedenaście razy (1962-69, 1971-73) wzbogacając kolekcję klubowych osiągnięć o dalsze trofea.

Tkocz indywidualnie

W rywalizacji indywidualnej Stanisław Tkocz pokazał się już w 1956 roku – jako 20-latek. Wtedy do pierwszego mistrzostwa drużynowego dodał brązowy medal w gronie „solistów”. Podczas 12. Finału IMP na torach Rzeszowa, Leszna i Bydgoszczy uzbierał w sumie 33 pkt. (11, 12, 11), które zadecydowały o zaszczytnym miejscu na podium. Mistrzem został Florian Kapała (Kolejarz Rawicz, 14,15,15 = 44 pkt.) przed Edwardem Kupczyńskim (Sparta Wrocław, 13,12,11 = 36). Z kolei koledzy klubowi uplasowali się na 7. (Joachim Maj) i 15. miejscu (Józef Wieczorek). W latach 1958 i 1965, podczas zawodów finałowych rozgrywanych na rybnickim torze (w nagrodę, mistrz drużynowy był organizatorem finału indywidualnego), z kompletem 15 punktów był poza zasięgiem rywali. Tym samym zdobył dwukrotnie mistrzowski tytuł. Było to ze względu na dużą konkurencję, spore, jak na owe czasy osiągnięcie. Podczas pierwszego turnieju (1958) godnymi rywalami Tkocza byli Edward Kupczyński (2 m., Sparta Wrocław, 14 pkt.) i Joachim Maj (3 m., Górnik Rybnik, 13 pkt.) W siedem lat później (1965) Tkoczowi życie :utrudniali” kolega klubowy Andrzej Wyglenda (2 m., 14 pkt.) i Andrzej Pogorzelski (3 m., Stal Gorzów), który po barażu (Marian Kaiser – Wybrzeże Gdańsk) zajął 3. miejsce. W finałach IMP Tkocz startował jedenaście razy będąc dwa razy mistrzem (1958, 1965) oraz w 1956 roku brązowym medalistą.

Wspominając sukcesy indywidualne trzeba kilka zdań poświęcić rywalizacji o Złoty Kask, którego współzawodnictwo zapoczątkowano w 1961 roku. Tkocz wspólnie z Joachimem Majem został wytypowany przez władze PZMoT do startu w inauguracyjnych zawodach. Pierwszy turniej rozegrano 22 kwietnia 1961 r. w Bydgoszczy, a tam wygrał Florian Kapała. W 1963 r. po zaciętej rywalizacji Tkocz uplasował się na 2. miejscu tuż za Joachimem Majem. W myśl porzekadła „co się odwlecze to nie uciecze” przyszedł i w tej rywalizacji rok naszego bohatera. Największy sukces zanotował Tkocz w 1965. Wtedy do tytułu drużynowego i indywidualnego mistrza dodał zwycięstwo w Złotym Kasku pokonując po zaciętej walce Andrzejów – Pogorzelskiego i Wyglendę. Koniec „kaskowej” przygody zakończył się zwycięstwem w sezonie 68., kiedy to Staszek po Pawle Waloszku i Zygmuncie Pytko zajął trzecie miejsce w tej imprezie.

O Puchar ROW

W 1961 roku po raz pierwszy na rybnickim torze zorganizowano Turniej o Puchar ROW. Organizowane w kolejnych sezonach zawody z miejsca zyskały swój znak jakości. Stały się nie lada atrakcją nie tylko dla miejscowej żużlowej społeczności, ale były wielką atrakcją dla samych zawodników, podsumowujących sezon w danym roku. Podczas pierwszych zawodów (1961) zwyciężył Joachim Maj (9 pkt.), wyprzedzając z tą samą ilością punktów Floriana Kapałę (Stal Rzeszów) i kolegę klubowego Antoniego Worynę. Tkocz podczas debiutu w tej imprezie wywalczył 6 „oczek” zajmując siódme miejsce. Rok później (1962) Staszek pojechał lepiej. Uplasował się tuż za Majem przegrywając rywalizację „o koło” i jeden punkt. Warto przypomnieć, że tak jak na lidze rywalizację oglądało ponad 30 tys. widzów, a stadion „pękał w szwach”. W 1963 roku pod nieobecność kontuzjowanego 2-krotnego triumfatora Joachima Maja, Staszek wspólnie z Andrzejem (Wyglendą) ratowali honor gospodarzy. Tkocz będąc w wyborowej formie, wygrał wszystkie wyścigi i z dorobkiem 12 punktów był pierwszy. Aby było ciekawiej, tak dla odmiany Puchar ROW w 1964 r. rozegrano w formie drużynowej. Nasz zespół w klubowym składzie zdobył 26 pkt. (A. Woryna 11 pkt., J. Maj 6, St. Tkocz 6, A. Wyglenda 2, K. Peszke 1) i uległ drużynie Polski Centralnej, która uzbierała 35 punktów (A. Pogorzelski 11 pkt., Z. Podecki 10, H. Żyto 8, P. Waloszek 6). Na miejscu 3. i 4. uplasowały się reprezentacje ZSRR (26) i CSRS (9).

Najbardziej wyrównana walka miała miejsce w 1965 roku. Cała czwórka jeździła bardzo równo. Najlepiej punktowali – Joachim Maj 11 pkt., Stanisław Tkocz 11, Antoni Woryna 10 (Rybnik) i Edmund Migoś (Stal Gorzów) 10 pkt.

Rok 1966 to inauguracja turnieju w rywalizacji 20 biegowej, podczas której, biorąc pod uwagę rewanż za IMP, zwyciężył świetnie dysponowany Andrzej Wyglenda (15 pkt.) pokonując Stanisława Tkocza (14), Antoniego Worynę (13) i Joachima Maja 10 pkt. W sumie to była wspaniała impreza i tylko pozostał żal, że nie jest kontynuowana. Były jeszcze inne zwycięstwa w turniejach, memoriałach, towarzyskich spotkaniach, ale najważniejszym dla naszego bohatera pozostał triumf w Criterium Asów – Memoriał Zbigniewa Raniszewskiego (1959)

Poza Rybnikiem

Rywalizacja na arenie międzynarodowej, trwała długi okres czasu. Przez 15 lat Tkocz był do dyspozycji władz (PZMoT) broniąc godnie z pełnym poświęceniem i chyba skutecznie barw narodowych. Do rywalizacji drużynowej przystępował jeszcze bardziej skoncentrowany, wszak zdawał sobie sprawę, że od jego postawy zależy wynik zespołu. Wszystko u Staszka zaczęło się bardzo obiecująco. 30 lipca 1961 roku na torze w Rybniku podczas eliminacji wschodnio-europejskiej (wspólnie z Florianem Kapałą, Konstantym Pociejkowiczem, Henrykiem Żyto) zespół poszedł „na całego” i z kompletem punktów (48) awansował do finału. Kolejne miejsca zajęły zespoły – ZSRR (30), Bułgarii (14) i NRD (4), które stanowiły blade tło dla naszego zespołu. Miejscem następnej próby, finału DMŚ był Wrocław. Tam, 3 września 1961 r. do zespołu desygnowano – Mariana Kajzera, Henryka Żyto, Floriana Kapałę, Mieczysława Połukarda i Stanisława Tkocza (Rybnik). Komplet publiczności na Stadionie Olimpijskim oglądał sukces naszej drużyny (32 pkt.), która po zaciętej walce zwyciężyła i pokonała Szwecję (31), Wielką Brytanię (21) i CSRS 12 punktów.

Po roku przerwy (1963) dostąpił ponownego zaszczytu reprezentowania barw narodowych. Na torze w Wiedniu wraz z kolegami, pomimo ambitnej postawy zajęli jednak ostanie, czwarte miejsce. Potem nastąpiła dłuższa przerwa i na kolejne powołanie czekał aż do 1969 roku.

21 września 1969 r. miejscem finału DMŚ był rodzinny Rybnik, a tam nie mogło na „własnych śmieciach „ zabraknąć Tkocza. Zawody wywołały zrozumiałe zainteresowanie. Do końcowej rywalizacji stanęły zespoły: Wielkiej Brytanii, Szwecji, ZSRR i Polski. Po długich dyskusjach i przemyśleniach do składu powołano – Andrzeja Wyglendę, Stanisława Tkocza, Edwarda Jancarza, Andrzeja Pogorzelskiego i urodzonego w Rybniku, a jeżdżącego w Bydgoszczy – Henryka Gluecklicha. Debiut Tkocza miał miejsce w wyścigu czwartym i zakończył się zdobyciem 1 pkt. W wyścigu nr 7 Tkocz był nie do pokonania (3 pkt.) i wygrał w kolejności z Nigelem Boocockiem (W. Brytania), Jurijem Dubininem (ZSRR) oraz Bengtem Janssonem (Szwecja). W biegu 14, który był walką nerwów i ostatnim startem Tkocza, Staszek miał upadek. Pogrzebał swoje i zespołu szanse. Wygrał osamotniony Barry Briggs (W. Brytania), a reszta zadowoliła się niesmakiem. W Rybniku najlepiej sprawował się Andrzej Wyglenda i Edward Jancarz zdobywcy po 11 punktów. Udział Tkocza był podobny do występu wrocławskiego (1961) w którym zdobył 4 punkty. Ta zdobycz plus punkty Gluecklicha (3) i Pogorzelskiego (2), przyczyniły się do wywalczenia kolejnego tytułu drużynowych mistrzów świata. Polska uzbierała 31 punktów i wyprzedziła W. Brytanię (27), ZSRR (23) i Szwecję (12). W sumie rozdział DMŚ był dla Tkocza pomyślny, a dwa zdobyte tytuły i złote medale stanowią szczególne osiągnięcia tego skromnego, ale jakże zasłużonego sportowca (cdn).

Jerzy Szczygielski

  • Numer: 25 (502)
  • Data wydania: 21.06.16
Czytaj e-gazetę