Piątek, 20 września 2019

imieniny: Eustachego, Filipiny, Faustyny

RSS

Lokatorzy RSM mogli zginąć w nowych windach

16.02.2016 00:00 red

Nowe windy w blokach Rybnickiej Spółdzielni Mieszkaniowej mogły okaleczyć a nawet zabić lokatorów – wynika z kontroli Urzędu Dozoru Technicznego. Zarząd spółdzielni nie ma sobie nic do zarzucenia.

Od pewnego czasu mieszkańcy bloków należących do Rybnickich Spółdzielni Mieszkaniowych mogą korzystać z nowych, lśniących wind. Jak się okazuje, windy były nieprawidłowo konserwowane. Część z nich mogła ruszyć w momencie wsiadania do kabiny i zgilotynować pasażerów. Wszystko przez błędy firm, które miały dbać o ich stan techniczny. Konserwatorzy improwizowali mostkując obwody w nowych urządzeniach, nie dbali o liny czy inne zabezpieczenia. Wszystko wyszło na jaw gdy windy zostały skontrolowane przez inspektorów z Urzędu Dozoru Technicznego. 11 stycznia w trybie natychmiastowym zakazano korzystać z sześciu wind. Inspektorzy stwierdzili, że zagrażały życiu lokatorów. Urząd Dozoru Technicznego nie pozostawia wątpliwości, co do kalibru stwierdzonych nieprawidłowości. – Uwagi w protokołach są nadzwyczaj istotne, dotyczą realnego zagrożenia – przyznaje Natalia Rostkowska z centrali UDT w Warszawie.

Tu windy mogły zabijać

Dotarliśmy do listy uchybień stwierdzonych w windach RSM. Publikujemy tylko część z nich. Wawelska 39 – brak przeglądów, możliwy odjazd kabiny przy otwartych drzwiach, co może prowadzić do zgilotynowania wsiadających lub wysiadających osób. Wawelska 43 - możliwość wysunięcia kabiny dźwigu z prowadnic, niesprawna łączność ze służbami ratowniczymi, niekompletne oświetlenie kabiny dźwigu. Wawelska 45 - brak przeglądów konserwacyjnych, niedokładność zatrzymania kabiny na przystankach, duży luz pomiędzy prowadnikami a prowadnicami przeciwwagi. Chabrowa 28 - brak krzywki przy napędzie drzwi kabiny stwarza zagrożenie dla życia i zdrowia ludzkiego. Chalotta 8 - brak przeglądów, niesprawne zabezpieczenie w przypadku zwisu lin, niesprawny kontakt chwytaczy, zmostkowany obwód bezpieczeństwa przez co nie działały zabezpieczenia elektryczne - zagrożenie dla życia i zdrowia. Chabrowa 22b - możliwość odjazdu kabiny przy otwartych drzwiach i zgilotynowania osób wsiadających i wysiadających z windy. Niesprawny hamulec wciągarki, niesprawne zabezpieczenie kabiny dźwigu przed skutkami zerwania lin nośnych, rozwiercony zamek w klapie włazu do maszynowni łatwy dostęp osób postronnych. To tylko wybrane naruszenia z długiej listy nieprawidłowości stwierdzonych przez UDT. – Sześć dźwigów zatrzymanych jednego dnia w jednej spółdzielni to dużo – mówi rzeczniczka prasowa UDT w Warszawie. – Obecnie w RSM wstrzymanych jest 13 dźwigów (nie zgłoszone do badań w 2015 r. co może wynikać z faktu, że są one np. modernizowane) – tłumaczy.

Fuszerka to przypadek

Jak ustaliliśmy, za powyższe zaniedbania są odpowiedzialne dwie firmy, którym Rybnicka Spółdzielnia Mieszkaniowa powierzyła konserwację dźwigów. Dlaczego serwisem nie zajmuje się firma, która montowała windy i udziela na nie gwarancji? – Firma, która montowała dźwigi nie wykazała się odpowiednim potencjałem wykonawczym oraz niezbędnym zapleczem warsztatowym, jak również nie zapewniała odpowiednio szybkiego czasu reakcji na zgłaszane awarie, aby prowadzić ich konserwację – wyjaśnia naszemu tygodnikowi Marek Newe, zastępca prezesa Rybnickiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Zapytaliśmy, czy dwie niewielkie firmy, które obecnie zajmują się windami w RSM mają dostęp do oryginalnych części producenta dźwigu. Jak zapewnia zarząd RSM, można je bez problemu kupić. – Firmy serwisujące dźwigi na zasobach RSM posiadają niezbędne doświadczenie, uprawnienia oraz pracowników posiadających odpowiednie uprawnienia do wykonywania tego typu prac. Części użyte do wykonania urządzeń dźwigowych są dopuszczone do sprzedaży, w związku z tym każdy potencjalny nabywca może dokonać ich zakupu – zapewnia Newe. – RSM usunęła usterki wykazane w protokołach UDT oraz na bieżąco nadzoruje pracę dźwigów będących w eksploatacji – dodaje.

Firmy próbują się wykończyć

Windy montowała firma Dźwigi i Anteny należąca do Włodzimierza Merty. – Wystąpiliśmy o nadzwyczajne badanie do Urzędu  Dozoru Technicznego taka prowizorka zagrażała zdrowiu i życiu użytkowników – tłumaczy. Najwięcej uchybień stwierdzono w firmach, które serwisuje firma Mafkom. – Mówienie o tym, że konserwator ma robić jakieś dodatkowe szkolenie na dźwig jest nieporozumieniem, choć gdyby producent dźwigu zaprosił na takowe było by to mile widziane. Nowe produkowane dźwigi niewiele się różnią między sobą jeśli chodzi o konstrukcje, mowa tu o dźwigach elektrycznych z maszynownią, które najczęściej się montuje w spółdzielniach mieszkaniowych. Poszczególne urządzenia poza kilkoma rozwiązaniami się od siebie nie różnią – przyznaje jej szef Robert Paruszewski. Czy jego firma ma odpowiednie uprawnienia? – Nasi konserwatorzy mają wszelkie niezbędne uprawnienia które są wymagane przez dozór techniczny UDT do konserwacji dźwigów, niezależnie od tego kto je wyprodukował. Robiliśmy wymagane przeglądy , jednak podczas nich nie przewiduje się prób systemu UCM. Tu pragnę zaznaczyć że większość konserwowanych przez nas nowo zamontowanych dźwigów, po odbiorach nie miało jeszcze przeglądu rocznego.  Zakładaliśmy, że skoro przejęliśmy sprawny dźwig, to wszystko działa, dodam też że po kilku dniach odbył się dodatkowy przegląd przez urząd dozoru technicznego i wszystkie te dźwigi zostały odebrane bez uwag. – zapewnia. Zmostkowany układ odkryto w dźwigu serwisowanym przez Spółdzielnię Pracy Dźwigi. Jej prezes Wojciech Brzezina, nie wie, kto mógł go założyć. – Nieprawidłowości w dźwigu przy ulicy Chalotta 8 zostały usunięte w ciągu kilku dni. Nasi konserwatorzy to doświadczeni fachowcy, ufam im i z całą stanowczością twierdzę, że nie stosują rozwiązań niezgodnych z przepisami. W tym czasie do maszynowni dźwigu miała dostęp jeszcze jedna firma. Dysponujemy protokołem, z którego wynika, że tuż po kontroli UDT, nieznane osoby próbowały pobrać od lokatorki klucze do maszynowni po stwierdzeniu, że nie posiada klucza, została poproszona o otwarcie kraty stwierdzając, że z resztą poradzi sobie sam. Przykre, że konkurencja na rynku przybrała taką formę. Przez lata jakoś funkcjonowaliśmy obok siebie, teraz jest coraz więcej nieczystych ruchów – mówi szef SP Dźwigi.

Dziecko zawisło na łokciach

Z naszych informacji wynika, windami w RSM nadal zajmuje się człowiek, który w marcu ubiegłego roku omal nie dopuścił do tragedii na ulicy Chabrowej. Wówczas ojciec ze swoją 4-letnia córką chciał wsiąść do windy na parterze. Dziecko nacisnęło guzik i ściągnęło na dół windę. Kiedy 4-latka stanęła na progu windy, kabina przy otwartych drzwiach nagle ruszyła w górę. Dziewczynka spadła i na łokciach zawisła w windzie. Tylko dzięki natychmiastowej reakcji ojca nie doszło do tragedii. Mężczyzna chwycił dziecko za nogi i wyjął z windy. Skończyło się potłuczeniami, siniakami i płaczem. Policjanci na miejscu ustalili, że na 9. piętrze tego bloku wykonywane są prace konserwatorskie windy. Prawdopodobnie pracownik naprawiający windę nie zabezpieczył prawidłowo drzwi do dźwigu i to właśnie mogło doprowadzić do tragedii. Kiedy mundurowi dotarli do pracownika, wyczuli od niego alkohol. Po przebadaniu okazało się, że mężczyzna ma prawie 2,5 promila alkoholu w organizmie. – RSM zakończyła współpracę z firmą, której pracownik pod wpływem alkoholu dopuścił do powstania zagrożenia na jednym z urządzeń dźwigowych – zapewnia Marek Newe z RSM. Z naszych informacji wynika, że mężczyzna nadal konserwuje dźwigi w RSM. – Wspomniany pracownik rzeczywiście pracuje u mnie, bo dałem mu szansę. Nie stracił uprawnień, nie ma wyroku w tej sprawie, więc do czasu rozstrzygnięcia sprawy w sądzie, ma możliwość zarobienia u mnie na swoja rodzinę – mówi Robert Paruszewski.

Adrian Czarnota

  • Numer: 7 (484)
  • Data wydania: 16.02.16
Czytaj e-gazetę