środa, 8 lipca 2020

imieniny: Edgara, Elżbiety, Eugeniusza

RSS

Rudolf Mandera – zapomniany żołnierz trzech armii

30.04.2019 00:00 sub

Rudolf Mandera – zapomniany żołnierz trzech armii

Rudolf Mandera urodził się 4 grudnia 1901 r. w Pogrzebieniu, w ówczesnym powiecie raciborskim, w Cesarstwie Niemieckim. Był najmłodszym synem górnika Pawła Mandery i Filipiny z domu Wieczorek. Jego rodzeństwo to Paweł, Otylia, Edward. Od roku 1906 rodzina ta mieszkała w Raciborzu przy ulicy Mariackiej 93. Rudolf uczęszczał do miejscowego gimnazjum, a po jego ukończeniu uczył się w seminarium nauczycielskim. Młody Mandera dorastał pod wpływem polskiego patrioty, ojczyma, Alojzego Wziętka. Rodzina Manderów abonowała polskie gazety i na ich treści młody Rudolf poznał polskie litery i uczył się czytać po polsku. Znał doskonale nie tylko język polski, ale oczywiście niemiecki, a także francuski. W burzliwym okresie po zakończeniu Wielkiej Wojny (1914-1918) Mandera pod wpływem raciborskiego komendanta Polskiej Organizacji Wojskowej, został aktywnym członkiem tej paramilitarnej organizacji. Do POW Górnego Śląska wstąpił 15 marca 1919 r. mając niespełna 18 lat. W POW miał dwa pseudonimy: Józef Manowski i potem Józef Pułkowski. W czasie I powstania śląskiego w brał udział w niedoszłym natarciu na Wodzisław od strony Marklowic. Józef Musioł pisze o tym jego okresie życia: „Po tragicznym pierwszym Powstaniu, po którym wielu Ślązaków zostało osadzonych w więzieniach i pruskich twierdzach, Rudolf Mandera rozwinął działalność niepodległościową na niespotykana dotąd skalę. W okresie od 17 sierpnia 1919 do połowy sierpnia 1920 r. nie tylko organizował członków POW w Raciborzu, ale także ćwiczył członków „Sokoła” jako podnaczelnik, pełniąc jednocześnie funkcje naczelnika ćwiczeń harcerskich. Był też czynny w chórze męskim „Echo” i Towarzystwie Śpiewu „Halka” w Raciborzu. Jeździł po broń i amunicję do Birawy w powiecie kozielskim. Był doskonałym organizatorem i szybko zyskał uznanie największego na tym terenie autorytetu - słynnego dowódcy powstańczego, Alojzego Segeta z Lubomi. Rzutki i odważny, tworzył zręby ruchu niepodległościowego po lewej stronie Odry. Jako wykształcony i pełen entuzjazmu Polak, miał świadomość, iż na te ziemie Polska musi wrócić”. Mandera wyprzedzając swoje aresztowanie uciekł do odrodzonej Polski i od 15 sierpnia 1920 roku służył jako ochotnik w słynnych „Bytomskich Strzelcach”. Jego jednostka stacjonowała w Sosnowcu a potem w Żychcicach. Będąc na granicy Śląska, wbrew rozkazom w czasie II powstania pospieszył na pomoc śląskim bojownikom w Kamieniu. Doceniając odwagę i umiejętności młodego Mandery, władze wojskowe skierowały go do szkoły podoficerskiej w Chełmnie na Pomorzu. Z tej szkoły oddelegowano go do pracy przy organizacji plebiscytu górnośląskiego. Mandera brał aktywny udział w pracy plebiscytowej. Uczestniczy w akcjach militarnych odpierając ataki bojówek niemieckich. Bronił polskiej placówki w Raciborzu - „Strzechy”. Młody polski patriota formalnie nie był już żołnierzem, ale dla wojska pełnił rolę wywiadowczą. W roku 1925 r. wystawiono dokument potwierdzający jego tajną misję. „Ze strony Zarządu Chorągwi Śląskiej Związku Hallerczyków zaświadcza się, że p. Rudolf Mandera jako bezterminowo urlopowany do akcji plebiscytowej na Górny Śląsk z dniem 8-go listopada 1920 r. z 11 pułku piechoty, Baon zapasowy, należał na Śląsku do tajnej organizacji wojskowej - Towarzystwo Samopomocy Górnoślązaków, byłych jeńców wojennych, pseudonim Związku Hallerczyków do dnia 3 maja 1921r. Czas służby powyższej liczy się p. Rudolfowi Manderze, w myśl rozkazu Ministra Spraw Wojskowych Oddział II sztabu z dnia 31-go grudnia 1920 r. L. 2059/20/I, podwójnie jako ochotniczą służbę w armii regularnej na froncie. Za Zarząd Prezes: kap. rez. Gawrych, Sekretarz: Konieczny”.

Mandera miał opinię człowieka sprytnego, dobrego dowódcy i organizatora. Został komendantem POW na miasto Racibórz i dowódcą straży plebiscytowej. Podczas III powstania śląskiego otrzymał rozkaz 2 maja 1921 r. by zająć raciborski dworzec kolejowy i okoliczne Markowice. Dowódca już w stopniu kaprala wykonał rozkaz i odpierał kolejne ataki niemieckie. We wspomnieniach pisze tak o tym okresie: „Dowodziłem w zastępstwie baonowego Ćwika powstańcami i zająłem Markowice... Natomiast pod dowództwem baonowego Ćwika brałem udział w szturmie na Miedonię. W czasie walk pod Olzą i Bukowem brałem udział w odparciu Niemców w I baonie, który pośpieszył na odsiecz. W II baonie Podgrupy Dziergowskiej, której dowódcą był wówczas Alfons Jasiulak, jako instruktor baonu walczyłem w odparciu Niemców spod Dziergowic [Dziergowitz] w 3 kompanii II baonu, kiedy to wróg dokonał napadu na Dziergowice„.

W uznaniu jego zdolności wojskowych 11 maja 1921 r. został awansowany na stopień sierżanta sztabowego. Z dniem 5 lipca 1921 r. Manderze nadano prawo posiadania Śląskiej Wstęgi Waleczności i Zasługi. W następnych latach otrzymał Medal Niepodległości, ustanowiony w roku 1930, Medal Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości, ustanowiony w 1928 roku.

Po zakończeniu walk powstańczych, na początku roku 1922 Mandera został aresztowany w Raciborzu przez Niemców. Na skutek interwencji został zwolniony i opuścił Racibórz, który pozostał w granicach państwa niemieckiego. Przybył do odradzonej Polski, do której włączono też jego rodzimą miejscowość - Pogrzebień. Osiedlił się w Siedlcach pod Warszawą, a następnie mieszkał w Radziejowie. W czasach II Rzeczypospolitej ostatnim miejscem jego zamieszkania stał się Wodzisław Śl. Pracował w wodzisławski magistracie. Miał socjalistyczne zapatrywania, co nie znajdowało mu uznania. W roku 1926 ożenił się z Małgorzatą Lipką z Żor. Mieli pięcioro dzieci: Irenę (1927), Kazimierza (1928), Teresę (1934), Remigiusza (1935) i Eugenię (1936). W roku 1939 podczas niemieckiej agresji na Polskę organizował obronę. Następnie walczył pod Mikołowem. Po 19 września 1939 r. wrócił do niemieckiego już Wodzisławia i znajdował pod nadzorem policji, na której musiał się meldować trzy razy za dnia. Zdawał sobie sprawę, że aresztowanie jest kwestią czasu, więc postanawia zbiec z miasta 9 kwietnia 1940 r. Przedostał się na Węgry i dalej na środkowy Wschód. Rozpoczął służbę w Polskich Siłach Zbrojnych 15 stycznia 1941 r. brał udział w walkach na froncie zachodnim. Walczył w Afryce w bitwie pod al - Ghazala (1942 r.) i został ranny w drugiej bitwie pod Tobrukiem (1942 r.). Kolejne ciężkie rany odniósł w bitwie pod Monte Cassino (1944 r.). Rudolf Mandera był odważnym żołnierzem, ale też miał odwagę głosić swoje poglądy polityczne inne niż obowiązywały w polskiej armii na Zachodzie. Za krytykę rządu emigracyjnego i gen. Andersa był degradowany i przebywał w więzieniu na podstawie wyroku sądu polowego.

Za udział w walkach w czasie II wojny został odznaczony Krzyżem Monte Cassino, Honorową Odznaką za Rany, otrzymał brytyjskie odznaczenia: Medal z wojnę 1939-1945, Gwiazdę z wojnę 1939-1945, Gwiazdę za Afrykę, Gwiazdę za Włochy i inne. Został zwolniony z armii 15 sierpnia 1945 r. Do Polski, do rodziny w leżącym w gruzach Wodzisławiu, wrócił jesienią 1946 r. Był schorowany człowiekiem, był powstańcem, żołnierzem, ale tym od Andersa. Dla takich jak on nie było miejsca w komunistycznej Polsce. Zakaz pracy dla Mandery obowiązywał w całym ówczesnym powiecie rybnickim. Zmuszony został więc do wyjazdu do Wałbrzycha, by pracować jako górnik na kopalni. Osoba niezwykle wykształcona, z wielkimi umiejętnościami urzędniczymi, schorowana po odniesionych ranach w walkach za Polskę, została zmuszona do ciężkiej pracy fizycznej. W roku 1952 wrócił do Wodzisławia Śląskiego jako ciężko chory człowiek. Zmarł 19 czerwca 1955 r. Rudolf Mandera jeden z najlepiej wykształconych na owe czasu Górnoślązaków, żołnierz trzech armii - powstańczej, II RP i sił zbrojnych na Zachodzie, był postacią tragiczną i prawie całkowicie zapomnianą. Kazimierz Mroczek

  • Numer: 18 (963)
  • Data wydania: 30.04.19
Czytaj e-gazetę