Piątek, 4 grudnia 2020

imieniny: Barbary, Krystiana, Berny

RSS

Epidemia koronawirusa:

Nowi bezdomni. Są agresywni, nagabują ludzi, zostawiają po sobie odchody

09.10.2018 00:00 sub

Piją, sikają, zaczepiają ludzi, wymuszają pieniądze. - Najgorsze, że zaczęli wchodzić na nasze posesje! A kiedy ich przeganiamy, to w odwecie zostawiają nam swoje odchody, które potem musimy sprzątać - denerwują się mieszkańcy Wodzisławia.

WODZISŁAW ŚL. Poranek w centrum miasta. Na schodach prowadzących do miejskiego parkingu przy ul. Arendarskiej siedzi czterech bezdomnych. Obok nich naplute, naśmiecone. Co rusz słuchać nieprzyjemne odzywki. - Hej, Balbina chodź tu do nas! Zabawimy się! - wołają do kobiety, która handluje warzywami i owocami. Sprzedawczyni nie reaguje na zaczepki bezdomnych. - Dobrze, że w pobliżu są inni ludzie, bo nigdy nie wiadomo, co takim „pod wpływem” przyjdzie do głowy - komentuje pani Justyna, która akurat przechodzi obok i widzi całą scenę. Podobnych sytuacji w centrum Wodzisławia jest więcej. - Na Słowackiego bezdomny zatrzymał się, opuścił spodnie, przykucnął i załatwił swoją potrzebę. Obok przechodzili ludzie, ale jemu to wcale nie przeszkadzało. Szok! - słyszymy kolejną historię.

„Lokalni” bezdomni

Do niedawna mieszkańcy centrum Wodzisławia spotykali tylko „lokalnych” bezdomnych. Oni byli raczej nieszkodliwi. Najsłynniejszy bezdomny, „Gwizdek” pomagał na targowisku, zrzucał opał do piwnicy i zarabiał, jak tylko mógł. Inni podobnie. - Chcieli odpracować pomoc, w zimie odśnieżyć, w lecie pozamiatać. Za jedzenie, ubranie czy za 5 zł. Mieszkańcy Starego Miasta nie bali się ich - mówi nam pani Karina z centrum Wodzisławia.

„Nowi” bezdomni

Sytuacja zmieniła się jakieś trzy miesiące temu, kiedy pojawili się „nowi” bezdomni. Najpierw gromadzili się głównie przy hali targowej, później opanowali całe Stare Miasto. Ich obecność to duży problem dla mieszkańców i przedsiębiorców, bo „nowi” bezdomni są nierzadko agresywni i zaczepiają. - Mają w sobie coś takiego, że człowiek się ich boi. „Kup mi bułkę!”, „Kup mi piwo!”. Ciągle słychać takie odzywki. Chodzą pijani, załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne na prywatnych posesjach, zostawiają śmierdzące koce, ubrania. A później my to musimy sprzątać. Czujemy się bezsilni - takie opinie powtarzają nasi rozmówcy.

Chrapał za kubłem

Mieszkańcy boją się, bo „nowi” bezdomni opanowali nie tylko miejsca publiczne, ale też wchodzą na prywatne posesje. Upodobali sobie arkady, których w centrum nie brakuje, a dzięki którym mają „dach nad głową”. Tak było przy zakładzie fotograficznym. - Za koszem na śmieci bezdomny urządził sobie swój zakamarek. Dzień w dzień zostawiał swoje koce, ubrania. Do tego puszki po piwie, pety. Tam było wszystko. Cały teren zaśmiecony. A on chował się za tym kubłem i spał. A tak chrapał, że klienci słyszeli i nie wiedzieli, czy mają wejść do zakładu czy nie - mówi pani Janina z zakładu fotograficznego. - Najpierw próbowałyśmy mu pomóc - dopowiada pani Bożena. - Dałam mu adresy do noclegowni, do innych instytucji, ale stwierdził, że nie skorzysta, bo musiałby być trzeźwy - opisuje wynik rozmowy.

Panie z zakładu fotograficznego przez miesiąc walczyły z uciążliwą obecnością bezdomnego. Ciągłe wezwania policji i straży miejskiej. Bezdomny oddalał się, ale i tak wracał. Błędne koło. Mężczyzna był coraz bardziej natarczywy. W czasie rozmowy potrafił odwrócić się i zacząć sikać. Panie z zakładu fotograficznego postanowiły regularnie wyrzucać „dobytek” bezdomnego pozostawiany za koszem, a wreszcie schowały sam kosz. - Jak to zobaczył, to zostawił nam niespodziankę w formie swoich odchodów. Na złość - ubolewają kobiety. - Boimy się, bo nie wiemy czy znów nie wróci - dodają.

Leżał na trawie...

Podobnych sytuacji w centrum jest więcej. Najgorsze, że „nowi” bezdomni bez skrępowania wchodzą na prywatne posesje. - Bezdomny położył się na trawie, na naszej posesji. Mówię mu, żeby szedł. Poprosił o 20 minut i obiecywał, że w tym czasie się oddali. Faktycznie, wyszedł, ale pozostawił za sobą taki bałagan, że trzeba było łopatą sprzątać - mówi Jadwiga Włodarczyk. - Później próbował wejść jeszcze raz, ale mąż stanowczo zareagował - dodaje. O bliźniaczo podobnych okolicznościach mówi Edyta Mężyk. - Ktoś wszedł na teren naszej posesji i zostawił swoje odchody. Wtedy nie wiedziałam, że to bezdomny. Dopiero później sąsiad mnie oświecił, bo widział kto to zrobił - mówi kobieta. - Obecna sytuacja jest nieprzyjemna dla mieszkańców Starego Miasta. Obawiamy się, że problem może się nasilać, tym bardziej, że zbliża się zima - podkreśla pani Edyta.

Alkohol, zaczepianie czy wyzwiska to nie jedyne wymiary obecności „nowych” bezdomnych. - W centrum miasta, w samo południe siedziało dwóch panów i pani. Było grzebanie w rozporku, wyciągnie „sprzętu”. W biały dzień! Obok dzieci, rodziny. A oni żadnego skrępowania! - bulwersuje się nasz rozmówca, który chce pozostać anonimowy.

Tracą klientów

Anonimowi chcą pozostać też przedsiębiorcy, którym bezdomni uprzykrzają życie. Obecność „nowych” bezdomnych chyba najbardziej odczuła sieć Społem. Szczególnie sklepy sieci w hali targowej i na rynku. - Każdego człowieka trzeba szanować, ale zachowanie niektórych bezdomnych przechodzi ludzkie pojęcie. Pracownice sklepu mówią, że mają już dość tej sytuacji. Dochodzi do tego, że wieczorem boją się wyjść z hali. Nie mówiąc już o tym, że nie chcą zwracać uwagi tym ludziom, bo obawiają się wyzwisk i innych konsekwencji - mówi pracownik Społem. Bezdomni siadają na parapetach przy wejściu do hali targowej, śmiecą, plują. Podchodzą również do klientów w sklepie. - Wchodzą do środka, nagabują klientów: „daj 2 złote”, „kup mi bułkę”. Dostajemy sygnały od klientów, że jeśli nic się nie zmieni, to przestaną do nas przychodzić - mówi pracownik Społem.

Od jednego z przedsiębiorców usłyszeliśmy: - Przeganiamy bezdomnych, dzwonimy na policję, na straż miejską. A straż miejska pyta: „A czego pan od nas oczekuje?”. No przecież nie przyjacielskiej pogawędki! Oczekujemy pomocy, bo nie radzimy sobie - zaznacza.

Mieszkańcy i przedsiębiorcy zgodnym chórem mówią, że oczekują wsparcia od władz miasta i służb porządkowych. - Potrzebne jest konsekwentne wsparcie władz miasta i wszystkich służb porządkowych. Nie chcemy pozostać z problemem sami - podkreślają.

Będą wozić na izbę wytrzeźwień

Do władz Wodzisławia wpłynęły sygnały o problemach z bezdomnymi. W reakcji 27 września w wodzisławskim urzędzie miasta odbyło się spotkanie. Wiceprezydent Izabela Kalinowska rozmawiała z przedstawicielami policji, straży miejskiej i Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Ustalono, że zwiększy się liczba kontroli. - Zarówno policja, jak i straż miejska, zobowiązały się do częstszych kontroli. Wskazano jednak na utrudnienia związane z interwencją dotyczącą osób bezdomnych, niejednokrotnie spożywających w miejscach publicznych alkohol, w stosunku do których powstaje konieczność przewiezienia do izby wytrzeźwień - informuje Anna Szweda-Piguła, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Wodzisławiu. 2 października odbyło się więc kolejne spotkanie, podczas którego podjęto decyzję o nawiązaniu współpracy pomiędzy miastem a izbą wytrzeźwień działającą na terenie województwa. - Sprawa osób zakłócających spokój mieszkańców centrum miasta została zgłoszona służbom porządkowym - dodaje pani rzecznik.

Pierwsze efekty częstszych kontroli już widać. Mieszkańcy podkreślają, że pojawiło się więcej patroli policji i straży miejskiej. Wodzisławianie mają nadzieję, że nie były to jednorazowe akcje. Ich zdaniem tylko konsekwentne działania mogą pomoc.

– Nasza jednostka jakiś czas temu otrzymała informacje o nasilonym problemie z osobami bezdomnymi głównie w rejonie rynku oraz ulicy Targowej. Niezwłocznie po otrzymaniu informacji zlecono zadania doraźne dla patroli interwencyjnych, jak również dzielnicowa z powyższego rejonu w trakcie codziennego obchodu monitoruje powyższe zagadnienie. Prowadzone są częste kontrole wskazanych miejsc przebywania tych osób celem reagowania na popełniane czyny zabronione - podkreśla kom. Marta Pydych, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim.

Skąd są „nowi”?

Mieszkańcy Starego Miasta nie raz próbowali pytać „nowych” bezdomnych o to, jak znaleźli się w Wodzisławiu. Ci odpowidali, że wcześniej byli w Jastrzębiu-Zdroju. - Jeden powiedział mi, że jest z Jastrzębia, z Szerokiej. Młody mężczyzna, 24 lata. Mówił, że może niedługo będzie miał pracę - mówi nam pani Karina. Część wodzisławian zauważa jeszcze jeden problem - między „starymi” a „nowymi” bezdomnymi wyraźnie widać niechęć. - Byłam świadkiem awantury pod halą targową. Ekipa „Gwizdka” i „nowi” bezdomni prężyli się jak koguty. Były wyzwiska. I to takie, że aż wstyd powtarzać. Ostatecznie nie doszło do bójki, ale było blisko - opowiada pani Anna.

Jeśli chodzi o wzrost liczby bezdomnych w Wodzisławiu, to z policyjnych danych wynika, że „jest to kilka osób więcej”. - Jednym z powodów wzrostu liczby bezdomnych na terenie miasta jest zbliżający się okres zimowy, gdzie miasto jak co roku w tym okresie uruchamia tzw. ogrzewalnię dla osób bezdomnych, a nie wszystkie gminy posiadają takie instytucje - dodaje rzecznik policji.

– W kwestii liczebności bezdomnych liczba na terenie naszego miasta utrzymuje się na stałym poziomie z nieznaczną tendencją wzrostową, która dotyczy jedynie pojedynczych przypadków szczególnie w sezonie jesienno-zimowym. Trudno jest jednoznacznie określić, co odpowiada za taki stan rzeczy. Zgodnie z specyfiką problemu bezdomności, migracja w tym środowisku jest dość duża, a przemieszczanie się jest sposobem na życie bezdomnych. Ponadto szersza diagnoza osób bezdomnych nieprzebywających w sformalizowanych placówkach, takich jak schronisko, jest również utrudniona - dodaje z kolei rzecznik urzędu miasta. Magdalena Kulok

  • Numer: 41 (934)
  • Data wydania: 09.10.18
Czytaj e-gazetę