Niedziela, 22 września 2019

imieniny: Maurycego, Tomasza, Joachima

RSS

Siła społeczności lokalnej doprowadziła do tego, że RIPOK nie powstanie

16.02.2016 00:00 red

Nie będzie Regionalnej Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych przy ul. Kraszewskiego w Pszowie. Po sprzeciwie ze strony mieszkańców oraz włodarzy sąsiednich gmin miasto wycofało się z planów wydzierżawienia terenu pod inwestycję.

PSZÓW Informacja o tym, że przy ul. Kraszewskiego w Pszowie może stanąć Regionalna Instalacja Przetwarzania Odpadów Komunalnych (RIPOK) prowadzona przez firmę Naprzód, rozpętała burzę.

Kontrowersje budziła głównie lokalizacja inwestycji - na granicy Pszowa i Rydułtów, około 250 metrów od najbliższej zabudowy. Szybko zareagowali mieszkańcy Rydułtów (inwestycja miała powstać w niedużej odległości od budynków mieszkalnych przy ul. Wróblewskiego i Strzody w Rydułtowach). Mieszkańcy zorganizowali protest bo uważali, że funkcjonowanie RIPOK-a spowoduje obniżenie jakości ich życia oraz obniżenie wartości ich dorobku. Zebrali podpisy pod apelem, jaki złożyli do urzędów miast w Pszowie i Rydułtowach. - W ciągu 5 dni zebraliśmy blisko 600 podpisów - powiedział nam jeden z inicjatorów akcji, zaskoczony tym, że Pszów nie skonsultował najpierw ze swoimi mieszkańcami planów budowy RIPOK-a, a także że nie było w tym zakresie dialogu z sąsiednimi gminami.

O takiej inwestycji trzeba rozmawiać

Podobnego zdania były władze Rydułtów. Rydułtowski urząd miasta wydał oświadczenie, że „przygotowywane są działania zmierzające do wykazania, że powstanie RIPOK-a na granicy naszego miasta jest pomysłem ze wszech miar szkodliwym, zarówno dla Rydułtów, Pszowa jak i dla Radlina”. Z komunikatu wynikało, że burmistrz Rydułtów o planach Pszowa dowiedziała się nieoficjalnie (nie bezpośrednio od władz Pszowa), a także że Rydułtowy podjęły „niezwłocznie dostępne na tym etapie działania zapobiegawcze”. - Zabrakło dialogu, a przecież mówimy o inwestycji, która nie jest prosta i wywołuje duży odezw społeczny - podkreślał Marcin Połomski, wiceburmistrz Rydułtów.

Rydułtowy sprawdziły, jak lokalizowane są tego rodzaju inwestycje w innych miejscowościach. - Okazuje się, że w znacznej odległości od zabudowy mieszkaniowej - zaznacza wiceburmistrz Połomski. - Działanie RIPOK-a na granicy miast, przy osiedlach jednorodzinnych mieszkańców Rydułtów i Pszowa, nie jest dobrym pomysłem. Z jednej strony Pszów wychodzi naprzeciw tym mieszkańcom, buduje im nową drogę dojazdową i chce zapewnić spokojne i rodzinne miejsce do życia, a z drugiej strony planuje inwestycję, która jest kontrowersyjna, a jej uciążliwość może być ogromna. Jesteśmy sąsiadami i musimy szukać porozumienia - mówił wiceburmistrz.

Inwestycja zależy od marszałka

Władze Pszowa uważały z kolei, że inwestycja jest bezpieczna. - Praktycznie całość instalacji będzie zlokalizowana pod dachem w halach. Dzisiejsze prawo bardzo dobrze chroni najbliższe otoczenie, środowisko i zdrowie mieszkańców. Instalacja miałaby stanąć na terenie pokopalnianym, zdegradowanym, blisko hałdy, w znacznej odległości od zabudowań mieszkalnych. A co najważniejsze, decyzja o powstaniu RIPOK-u jest w gestii Urzędu Marszałkowskiego, a nie lokalnego samorządu, jak to próbują co poniektóre osoby przedstawić - brzmiało stanowisko miasta.

Dwie daty

Przełomowe dla przyszłości inwestycji okazały się dwie daty: 10 i 11 lutego.

10 lutego odbyła się wizja lokalna na terenie RIPOK-a w Dzierżoniowie (woj. opolskie), który wybudowała firma Naprzód. W wizji wzięli udział burmistrz Pszowa i jej zastępca, pracownicy urzędu oraz pszowscy radni. - Z tym, że trzeba podkreślić, że RIPOK w Dzierżoniowie zlokalizowany jest obok wysypiska śmieci. Dowiedzieliśmy się, że wcześniej ktoś nakręcił tam filmiki i rozpropagował je wśród naszej społeczności lokalnej insynuując, że taka sama instalacja ma powstać w Pszowie. To nieprawda. W Pszowie miało nie być składowiska. Cały RIPOK miał być zlokalizowany pod dachem. Śmieciarka miała być opróżniana w hali. Zdrowie mieszkańców zawsze było dla nas priorytetem - podkreślał wiceburmistrz Pszowa, Dawid Topol.

Tego samego dnia do pszowskiego urzędu przyjechali przedstawiciele Rydułtów z burmistrz Konelią Newy na czele oraz przedstawiciele Radlina, w tym burmistrz Barbara Magiera. Wszystkie strony przedstawiły swoje argumenty.

Kluczowa decyzja

11 lutego, jeszcze o godz. 14.00, pszowski urząd miasta poinformował nas, że zbierane są wszystkie informacje dotyczące powstania i funkcjonowania RIPOK-a, że zostaną one przedstawione radnym i mieszkańcom, by można było podjąć odpowiedzialną decyzję co do ewentualnej dzierżawy terenu. Jednak po godz. 15.00 burmistrz Katarzyna Sawicka-Mucha wydała oświadczenie, z którego wynika, że władze Pszowa wycofują się z RIPOK-a: - Mając na uwadze dobro społeczności lokalnej mieszkańców Pszowa oraz sąsiednich gmin, Burmistrz Miasta Pszów podjęła decyzję o zaprzestaniu działań mogących umożliwić powstanie regionalnej instalacji przetwarzania odpadów komunalnych (RIPOK) na terenie Pszowa. Decyzję swą motywują dogłębną analizą tematu mając na względzie głos i dobro mieszkańców - brzmiał komunikat. To oznacza, że miasto nie będzie prowadziło żadnych działań, które mogłyby umożliwość powstanie RIPOK-a przy ul. Kraszewskiego.

(mak)


Prezes Naprzodu zaskoczony

Andrzej Adamczyk, prezes firmy Naprzód z Rydułtów, jest zaskoczony takim finałem sprawy. Głównie tym, że wokół tematu inwestycji narosło wiele nieprawdziwych informacji. - To miał być ekologiczny i absolutnie nie uciążliwy dla mieszkańców projekt. Nie było podstaw do tego, by obawiać się nieprzyjemnych zapachów. Planowaliśmy uruchomienie sortowni, na którą trafiałaby odpady już selektywnie zebrane. Na miejscu te odpady zostałyby od razu oczyszczone i - co ważne - wywiezione. W domu każdy z nas też sortuje odpady, tylko że na mniejszą skalę niż sortownia. Ale zasada działania jest podobna - podkreśla prezes. Zdaniem prezesa Naprzodu zabrakło rzetelnej informacji skierowanej do mieszkańców. A część osób została wręcz wprowadzona w błąd. - Jestem zdumiony, że niektórzy mówili o wysypisku śmieci. Odpady nie miały być nigdzie składowane. Może gdybym wiedział, że sprawa przybierze taki obrót, to zaangażowałbym się w przybliżenie mieszkańcom zasad działania takiej inwestycji. Tyle że nie byłem stroną. Dla mnie temat był przejrzysty. To miasto szukało inwestora, rozmowy toczyły się od dawna, a teren w miejscowym planie zagospodarowania przeznaczono pod taką właśnie działalność. W zeszłym roku przedstawiliśmy nawet koncepcję projektu instalacji - dodaje Andrzej Adamczyk.

  • Numer: 7 (796)
  • Data wydania: 16.02.16
Czytaj e-gazetę