Wtorek, 20 sierpnia 2019

imieniny: Bernarda, Sobiesława, Samuela

RSS

Spółdzielnia Kręciła Regularnie

10.11.2009 00:00
Nawet przez kilkanaście lat w Spółdzielni Kółek Rolniczych w Wodzisławiu dochodziło do nadużyć. Fałszowanie dokumentów i wręczanie korzyści majątkowej to główne zarzuty postawione kilku osobom z SKR przez prokuratora.
Kiedy podobne zakłady tego typu nie były w stanie sprostać konkurencji, Spółdzielnia Kółek Rolniczych w Wodzisławiu zatrudniająca jedynie kilku pracowników fizycznych radziła sobie nad wyraz dobrze. Wygrywała przetargi i „prężnie” działała.  Okazuje się, że było to możliwe m.in. dzięki przestępczym działaniom. – Na tym etapie śledztwa nie udzielamy informacji. Mogę jedynie potwierdzić, że chodzi o fałszowanie dokumentów i wręczanie korzyści majątkowych – mówi prokurator Krzysztof Hynek z Prokuratury Rejonowej w Wodzisławiu.
 
W kwietniu, gdy Gerard T., szef wodzisławskiej SKR (na zdj.), obchodził 80-te urodziny, do organów ścigania wpłynął anonim dotyczący jego działalności. Od tego czasu prokurator badał sprawę. Pierwsze zatrzymania rozpoczęto w październiku.
 
Do fałszowania dokumentów miało dochodzić przy zatrudnianiu pracowników z zewnątrz. Ekipa zatrudniona na stałe nie była w stanie sprostać zadaniom. Kiedy trzeba było wyremontować chodnik czy naprawić drogę ,siła robocza spoza „firmy” była niezbędna. Osoby te bardzo często zatrudniano fikcyjnie. Umowy spisywano na członków ich rodzin czy znajomych. Dochodziło do tego na przykład wtedy, gdy pracownik z zewnątrz miał zasądzone alimenty, a nie chciał ich płacić. Otrzymując pieniądze do ręki nie wykazywał dochodu, więc nie było z czego ściągnąć zobowiązań. Taki układ odpowiadał pracownikom do tego stopnia, że zgadzali się prawdopodobnie na inną stawkę. Niższą od tej widniejącej w dokumentach. Cięcia kosztów w taki sposób mogły dawać SKR przewagę nad innymi firmami startującymi w przetargach.
 
Do fałszowania dokumentów miało dochodzić także na innym polu. Szefostwo SKR wpadło na gorącym uczynku. Jednemu z pracowników wydano sfałszowane zaświadczenie, dzięki któremu próbowano wyłudzić kredyt.
 
Ja tego nie podpisywałem
 
Prezes SKR przekonuje, że o niczym nie wiedział. – Każdy kierujący zakładem, firmą, podpisuje od kilku do kilkudziesięciu różnych dokumentów! Nie bardzo rozumiem o co chodzi z „fałszywymi dokumentami”? Nikt świadomie nie podpisuje fałszywych oświadczeń, dokumentów! Ja również. Nie, nic takiego nie podpisałem – mówi osiemdziesięcioletni Gerard T. – Oczywiście, jako prezes podpisywałem umowy na prace sezonowe, ale na pewno nie były „fałszywe”. Prace zostały wykonane i zweryfikowane, zgodnie z umowami i zakresem prac – dodaje szef SKR.
 
Prezes T. utrzymuje także, że nie znał kulisów w jakich jego zakład otrzymywał zlecenia na roboty. Ma rację, twierdząc, że wszelkie przetargi przebiegały zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych. Sęk w tym, że pieniądze trafiały do kieszeni zleceniodawców po przetargu, nawet po pół roku. Dlaczego? Nie wiadomo. Być może dlatego, by w przyszłości nie mieli wątpliwości kto ma przetarg wygrać. W ten sposób nagrodzono m.in. Mariusza Sz., pracownika Zakładu Gospodarki Komunalnej w Radlinie. Miał on otrzymać 10 tys. zł.
 
– Osoba ta nadal u nas pracuje, ale pisemnie odebrałem jej część obowiązków związanych z zamówieniami publicznymi i zlecaniem robót. Oczywiście dalsze kroki podejmę jeśli będę pewien, że zapadnie wyrok skazujący – mówi Czesław Brachmański, szef ZGK w Radlinie.
 
By o nich nie zapomnieli
 
Pracownicy SKR przekazywali także pieniądze pracownikom kopalń, które zlecały zakładowi niewielkie roboty odbywające się bez przetargu. Co jakiś czas otrzymywali oni pieniądze na boku, by i na kopalni nie zapomnieli, kto ma roboty wykonywać. By nie przyszło nikomu do głowy, że istnieją inne firmy mogące wykonać tę samą robotę.
 
Gerard T. po raz kolejny powtarza, że o niczym nie wiedział. – Pomówienia te są pewnie nieczystą grą konkurencyjnych firm, biorących udział w przetargach – twierdzi prezes SKR.
 
Poręczenia albo areszt 
 
Gerard T. i jego współpracownicy, a także osoby podejrzewane o odbieranie łapówek mają wpłacić 20 tys. zł poręczenia majątkowego. Jeśli tego nie zrobią, trafią do aresztu. Sprawa jest rozwojowa i niewykluczone są kolejne zatrzymania.
 
Rafał Jabłoński
 
  • Numer: 45 (470)
  • Data wydania: 10.11.09