Niedziela, 24 stycznia 2021

imieniny: Felicji, Tymoteusza, Rafała

RSS

Epidemia koronawirusa:

Co z pogotowiem?

26.02.2003 00:00
Decyzja dotycząca dalszych losów pogotowia ciągle się przedłuża, a tymczasem jego zadłużenie nieustannie rośnie. Dyskusja na ten temat trwa już prawie dwa lata, wszystko jednak na to wskazuje, że ostateczna decyzja o jego przejęciu przez powiat bądź nie, zapadnie w kwietniu.
Ostatnią dyskusję na ten temat radni przeprowadzili w czerwcu ubiegłego roku. Wówczas upoważniono jedynie Zarząd Powiatu do prowadzenia rozmów z marszałkiem województwa na temat przekazania pogotowia z Rydułtów i Wodzisławia do szpitala w Wodzisławiu. Alternatywą dla tego rozwiązania miało być przekazanie pogotowia z Rydułtów do szpitala wojewódzkiego w Rybniku, a tego z Wodzisławia do szpitala w Jastrzębiu. Drugie rozwiązanie nie pozbawiłoby zupełnie mieszkańców powiatu opieki w tym zakresie, bowiem zarówno w Wodzisławiu na ul. Bogumińskiej jak i na ul. Plebiscytowej w Rydułtowach istniałyby stacje pogotowia. Sprawa przybrała tempa w ostatnim czasie, kiedy to powołano komisję roboczą w której skład, oprócz dyrektorów obu szpitali naszego powiatu i dyrektora pogotowia, weszła przewodnicząca Komisji Zdrowia oraz naczelnik Wydziału Zdrowia i Polityki Społecznej wodzisławskiego starostwa. Zespół, na spotkaniu 17 lutego, opracował pewne propozycje rozwiązania tej sytuacji, z którymi na ubiegłotygodniowej sesji zapoznano radnych.

Pierwsza z nich zakłada przejęcie obu stacji pogotowia odpowiednio przez szpital w Rydułtowach i w Wodzisławiu. Druga mówi o utworzeniu na ich bazie trzeciego, kolejnego samodzielnego publicznego zakładu opieki zdrowotnej, natomiast trzecia propozycja zakłada sprywatyzowanie pogotowia. Z dyskusji przeprowadzonej podczas sesji wynika, że na większą uwagę zasługuje jedynie punkt pierwszy. Zarówno Sławomir Ogórek, dyr. szpitala w Wodzisławiu jak i Zbigniew Łyko, dyr. szpitala w Rydułtowach, wyrażają gotowość przejęcia pogotowia, ale bez zadłużenia. Szacuje się, że za pierwszy kwartał tego roku wyniesie ono 108 tys. zł, natomiast z tytułu pozbawienia pogotowia świadczenia usług ambulatoryjnych, w jego kasie będzie mniej o 50 tys. miesięcznie. Należy również pamiętać o tym, że pracownicy pogotowia nie otrzymali wynagrodzenia zagwarantowanego w tzw. ustawie 203. Każdy z nich musiałby otrzymać zaległe 313 zł za każdy miesiąc, co, nie licząc odsetek, stanowi kolejne 500 tys. zł. Ponadto problemy finansowe pogotowia pogłębia kontrakt ze Śląską Regionalna Kasą Chorych, który na ten rok wynosi 235 tys. zł, natomiast w roku ubiegłym kształtował się na poziomie 300 tys. zł. Mimo tego dyrektor pogotowia, po raz kolejny przekonywał radnych, aby nie pozbawiać powiatu pogotowia. Uważa on również, podobnie jak dyrektor Ogórek, że decyzja o przejęciu go przez powiat powinna zapaść już znacznie wcześniej, kiedy pogotowie nie generowało strat. Nie tylko zadłużenie jest przysłowiową „kulą u nogi”, ale i sprzęt - głównie samochodowy, którym pogotowie dysponuje, a także liczna załoga. Dzisiaj już nikt nie ukrywa, że zwolnienia są konieczne. Pogotowia pod szyldem starostwa bronił m.in. Mirosław Szymanek zwracając uwagę, że powiat to nie tylko Rada Powiatu, ale wszyscy mieszkańcy i to oni najbardziej na tym ucierpią. Radni wyrażali również swoje obawy związane z przewożeniem pacjentów. Może się bowiem okazać, że pogotowie zarządzane przez marszałka chętniej dowozić ich będzie do szpitala w Rybniku czy Jastrzębiu. Głosów odmiennych podczas dyskusji było jednak więcej. Poczynając od wicestarosty Józefa Żywiny, poprzez radnego Mieczysława Kowalskiego i dyrektora Zbigniewa Łyko, wyliczano argumenty, które optują za pozostawieniem pogotowia w gestii marszałka województwa. Zaznaczono, że ma on ustawowy obowiązek świadczenia usług na poziomie nie gorszym niż dotychczas. Dyrektor Łyko stwierdził, że większość usług zarezerwowanych wcześniej dla pogotowia wykonują już inne podmioty i tak na prawdę nie za bardzo jest co przejmować. Tak na przykład ZOZ-y przejęły już zadania ambulatoryjne, a zdecydowana większość wyjazdów na interwencje dotyczy przypadków lekkich, którymi w myśl ustawy powinien zajmować się lekarz rodzinny i to on ma obowiązek dotarcia do pacjenta. Z jego argumentami nie zgodził się dyrektor pogotowia P. Frelich. Który uważa, że w wielu przypadkach pogotowie jest niezastąpione. Dyskusja, jak zawsze, jeśli chodzi o pogotowie, była żywa i wzbudzała sporo emocji, jednak tym razem nie zabrakło twardych argumentów merytorycznych i to było w niej najważniejsze. Jej głównym celem jest zawężenie liczby ewentualnych rozwiązań i podjęcie ostatecznej decyzji. Radni do sprawy wrócą za miesiąc, a najpóźniej w kwietniu. Wówczas możemy się spodziewać rozstrzygnięcia sporu.

Rafał Jabłoński
  • Numer: 9 (161)
  • Data wydania: 26.02.03