Poniedziałek, 18 marca 2019

imieniny: Cyryla, Edwarda, Boguchwała

RSS

Błogosławiony trud

28.08.2002 00:00
Po raz dziewiąty przyleciał do kraju, ponownie zgromadził wokół siebie niespotykaną rzeszę ludzi, mówił im co dla ludzkości i pojedynczego człowieka jest najważniejsze. Znowu polały się łzy Polaków, do których trafiają jego słowa i wreszcie... po raz kolejny - być może ostateczny - swoją postawą zamknął usta tym, którzy nie rozumieją sensu cierpienia i mówią o abdykacji Jana Pawła II. On sam przyjmuje je godnie, nadając mu pełny i wręcz sakralny charakter. Kolejna wizyta Ojca Świętego w kraju, pod wieloma względami, była szczególna, a o swoich przeżyciach opowiedzieli nam mieszkańcy naszego powiatu, którzy wybrali się na krakowskie Błonia.

Ks. Tomasz Labus z parafii Wniebowzięcia NMP w Wodzisławiu Śl.
Już dziesięciokrotnie uczestniczyłem w spotkaniu z papieżem. Osobiście podczas każdego z nich dojrzewam i coraz więcej czerpię z nauki Ojca Świętego. Wcześniej więcej uwagi poświęcałem temu jak dostać się najbliżej ołtarza, natomiast dzisiaj najważniejsza jest realizacja tego, co on do mnie mówi. Spotkanie na Błoniach było szczególne, ludzie niesamowicie to przeżywali. W czasie mszy, ponad dwumilionowy tłum jakby nie istniał - była totalna cisza, co robiło niesamowite wrażenie szczególnie wówczas, gdy papież chwilowo zawiesił głos. Choć za każdym razem przyjazd Jana Pawła II jest szczególnym wydarzeniem, to nigdy wcześniej postawa ludzi nie była tak dojrzała. Nieco inny klimat towarzyszył Światowym Dniom Młodzieży w Toronto. Po ich zakończeniu w jednym z tygodników wyczytałem, że obecnie Kościół pociąga młodych tym, czym odstraszał ich rodziców - rygoryzmem i surowością zasad moralnych. Myślę, że jest to najbardziej trafne określenie tego, co wydarzyło się za oceanem pod koniec lipca. Papież nie mówił młodym, że pójście za Chrystusem jest łatwe, ale wymaga wielu poświęceń - oni to przyjmują. Ojciec Święty im to ułatwia, rozumie się z nimi doskonale i pokazuje im jak żyć. Mimo tego, że widać u niego umęczenie fizyczne, to zaskakuje jednocześnie jego bystrość umysłu. Z bliska mógł to zaobserwować mój brat (również ksiądz), który był ze mną w Toronto. Udało mu się podejść bardzo blisko papieża.

Jarosław Szczęsny, mieszkaniec Skrzyszowa
Od początku tej wizyty starałem się towarzyszyć Ojcu Świętemu. Rozpocząłem od lotniska w Balicach. Dostałem się tam, choć nie miałem wejściówki. Byłem również w Łagiewnikach, na Błoniach, a także przy cmentarzu Rakowieckim. Przez te wszystkie dni spałem jedynie kilka godzin - najczęściej w samochodzie. Było to moje piąte spotkanie z Ojcem Świętym. Oczywiście każde jest inne, jednak to, pod wieloma względami, było szczególne. Po pierwsze, dlatego, że widoczne było większe zaangażowanie ludzi, po drugie, jeszcze nigdy nie byłem tak blisko papieża, ponieważ swoim papa mobile przejeżdżał obok naszego sektora, i wreszcie po trzecie, sam przeżyłem to głęboko. Człowiek w takich momentach zastanawia się nad swoim dotychczasowym postępowaniem i nabiera nowych sił. Przed cmentarzem czekaliśmy dwie godziny i tylko przez kilka sekund widzieliśmy papieża. Można by powiedzieć - po co? Podobne pytanie nasuwa się na usta odnoście kilkugodzinnego oczekiwania pod oknem pałacu arcybiskupiego, by przez chwilę go posłuchać. Uważam jednak, że nawet dla tych dwóch czy trzech minut warto. Mam nadzieję, że nie była to ostatnia wizyta Ojca Świętego w Polsce. On sam, jak słyszeliśmy w Krakowie, również w to wierzy”.

Michał Wasiluk, trzynastolatek z Krzyżkowic
Pierwszy raz uczestniczyłem w Eucharystii, której przewodniczył Jan Paweł II. Oprócz całej liturgii oraz nabożeństw, które ją poprzedzały, równie mocno przeżyłem samo pożegnanie z Ojcem Świętym. Na wyjazd na Błonia zdecydowałem się w jednym momencie. Z taką propozycją zwróciła się do mnie telefonicznie moja siostra z trasy pielgrzymki do Częstochowy. Ciągle zadziwia mnie zdolność papieża w nawiązywaniu więzi z ludźmi, a zwłaszcza z młodzieżą. Jest człowiekiem w podeszłym wieku, ale ciągle ma z nami wspaniały kontakt. Chciałbym, aby przyjechał do nas jeszcze raz, jednak nie wiem czy zdrowie mu na to pozwoli.

Barbara Wasiluk, dwudziestojednolatka z Krzyżkowic
Na spotkaniu z papieżem byłam już dwukrotnie. Najpierw w Rzymie,  potem w Gliwicach. Niestety, zarówno w pierwszym jak i w drugim przypadku nie miałam szczęścia. W czasie mojej wizyty w Watykanie papież wyjechał do Paryża, a do Gliwic, jak wiadomo, nie dotarł z powodu problemów zdrowotnych. Jadąc do Krakowa pomyślałam - do trzech razy sztuka. Przekonałam się tutaj, że wydarzenie to przeżywa się zupełnie inaczej tu na miejscu niż przed telewizorem. Po tym spotkaniu inaczej patrzę na życie, częściej analizuję swoje dotychczasowe postępowanie. Mam również nadzieję, że przesłanie Ojca Świętego trafi do wszystkich Polaków, jednak nie oczekuję, że po tej wizycie sytuacja w naszym kraju diametralnie się zmieni.

  • Numer: 35 (155)
  • Data wydania: 28.08.02