Sobota, 27 lutego 2021

imieniny: Gabriela, Anastazji, Honoryny

RSS

Wesela nie będzie

31.03.2020 00:00 red

Wielomiesięczne przygotowania, wysłane zaproszenia i ostatnie przymiarki. Do tego wynajęta sala, fotograf, zespół muzyczny i emocje, które udzielają się całej rodzinie. Gdy w obliczu epidemii trzeba zweryfikować własne marzenia, jest to nie lada wyzwanie, któremu będzie musiało sprostać wiele par planujących w kwietniu i maju śluby.

Co się odwlecze to nie uciecze

W okresie Wielkiego Postu śluby w kościołach nie odbywają się, ale niedziela wielkanocna jest dość popularna jeśli chodzi o tę uroczystość. Jeżeli obowiązujące dziś przepisy zostaną utrzymane, śluby kościelne będą mogły się odbywać, ale liczba osób biorących udział w ceremonii będzie mocno ograniczona. – Na dzień dzisiejszy nie ma żadnych dodatkowych zaleceń oprócz tych o ograniczeniu uczestników ceremonii i zachowaniu przez nich w kościele odpowiedniego odstępu. Jeżeli przepisy nie zostaną zaostrzone to nie ma żadnych przeciwwskazań, by śluby zgodnie z planem zostawały udzielane. To raczej same pary decydują się na przesunięcie terminu z powodu tego, że restauracje i domy weselne nie mogą im zorganizować wesela – mówi ks. prałat Jan Szywalski.

Właśnie przed takim dylematem stanęli raciborzanie Ilona i Mateusz, którzy do najważniejszego dnia w swoim życiu przygotowywali się od dziewięciu miesięcy. Ślub miał się odbyć 1 maja, a wesele na 120 osób zaplanowano w domu weselnym „Bravo” w Tworkowie. Wszyscy goście dostali już zaproszenia, a w poniedziałek miała być ostatnia przymiarka sukni ślubnej. – Od samego początku podchodziliśmy do przełożenia ślubu na spokojnie, bo jak to mówią: co się odwlecze, to nie uciecze. Gdy okazało się, że na skutek zmiany przepisów restauracja nie będzie nam mogła zorganizować przyjęcia, przesunęliśmy je na 21 sierpnia. Zaproszenia już wysłaliśmy, więc teraz tylko obdzwonimy gości z informacją o zmianie terminu. Sukienka na razie została w salonie ślubnym, a kolejna przymiarka odbędzie się za kilka miesięcy. Z ustaleniem nowego terminu nie mieliśmy żadnych problemów, bo mój narzeczony pracuje w tej branży, więc wystarczyło parę telefonów – relacjonuje pani Ilona.

Do zmiany terminu przekonali ich przede wszystkim goście z Niemiec, którzy zapowiedzieli, że w maju, ze względu na bezpieczeństwo, nie przyjadą na uroczystość. – pomyśleliśmy o naszych rodzicach oraz dziadkach, którzy są w podeszłym wieku. Nie wyobrażałem sobie, by taka ważna uroczystość mogła się odbyć na przykład bez mojej chrzestnej matki, która musiałaby dotrzeć z Niemiec, więc od razu zaczęliśmy działać. Planowany wcześniej na 1 maja ślub miał się odbyć w piątek, bo zazwyczaj długi weekend wszyscy mają wolny, więc nie byłoby problemu z przyjazdem. Chcieliśmy zaraz po weselu wybrać się w podróż poślubną, ale w tej sytuacji wszystko musimy przełożyć – tłumaczy pan Mateusz, na co dzień didżej i wodzirej obsługujący wiele podobnych imprez.

Bez toastów i uścisków

W raciborskim Urzędzie Stanu Cywilnego wszystkie zaplanowane śluby odbywają się tak jak zwykle, z tą tylko różnicą, że liczba ich uczestników jest ograniczona. – Do świąt Wielkanocy nigdy nie mieliśmy dużego ruchu, jeśli chodzi o śluby, więc teraz jest podobnie. Jeśli już się odbywają, to nasi mieszkańcy wykazują dużo rozsądku i sami dbają o to, by były to uroczystości kameralne. Sami ograniczają liczbę gości i podchodzą do nowych przepisów ze zrozumieniem. Nie zauważyłam też masowego odwoływania tych zaplanowanych na kwiecień czy maj. Jeśli chodzi o formalności przedślubne, czyli na przykład podpisanie zapewnienia o braku przeciwwskazań do zawarcia małżeństwa, co trzeba dokonać osobiście, proponujemy, by się z tym nie spieszyć, jeśli ślub planowany jest dopiero w lipcu, czy sierpniu. Jeżeli para musi te formalności załatwić jak najszybciej, oczywiście nikomu nie odmówimy pomocy. Każda sprawa rozpatrywana jest indywidualnie i zawsze proponujemy wcześniejsze umówienie się telefoniczne. Staramy się znaleźć dla naszych mieszkańców jak najlepsze rozwiązania. Na szczęście mamy bardzo zdyscyplinowane społeczeństwo, które rozumie trudną sytuację i za to zrozumienie pragnę im serdecznie podziękować – mówi kierownik USC Katarzyna Kalus.

W Kuźniańskim USC 21 marca odbyły się dwa śluby, ale młode pary pojawiły się na nich tylko ze swoimi świadkami. – To była moja propozycja, na którą państwo młodzi przystali. Dobrze rozumieli powagę sytuacji, bo jedna z par przyszła nawet z własnym długopisem. Zrezygnowaliśmy z toastów i zwyczajowych gratulacji przez podanie ręki. Pary musiały odwołać wcześniej zaplanowane przyjęcia, ale ponieważ jedna z pań była w wysokiej ciąży, wszystkim zależało na czasie. Następne śluby zaplanowane mamy na kwiecień, ale nie jesteśmy w stanie przewidzieć czy się odbędą – mówi kierownik USC Katarzyna Emrich.

W Nędzy na kwiecień zaplanowany był jeden ślub plenerowy, który odwołano. Następne mają się odbyć dopiero w czerwcu, podobnie jak w USC w Rudniku. W Krzyżanowicach zarezerwowane są dwa kwietniowe terminy ślubów, a w Pietrowicach jeden, ale nie wiadomo jeszcze czy się odbędą, a mieszkańcy Krzanowic wybierają śluby konkordatowe.

Kierowniczka Urzędu Stanu Cywilnego w Kornowacu – Beata Mrozek zauważa znaczny spadek ślubów cywilnych w gminie. – Był taki rok, że udzieliłam ośmiu ślubów, ale ta liczba sukcesywnie maleje. W tym roku pierwszy ślub zaplanowano na lipiec w plenerze. Mam nadzieję, że do tego czasu sytuacja się unormuje – wyjaśnia pani kierownik.

Branża ślubna w impasie

Całkowity zakaz prowadzenia działalności gastronomicznej, z wyjątkiem usług na wynos i na dowóz, sparaliżował funkcjonowanie branży restauracyjnej. – Zaraz po świętach mieliśmy zarezerwowaną salę na trzy czy cztery wesela. Wszystkie zostały odroczone, ale pary nie wybrały jeszcze nowych terminów, bo nikt z nas nie wie, jaka sytuacja będzie w czerwcu czy lipcu. W pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych miała się u nas odbyć duża impreza z gośćmi z zagranicy, ale trzeba ją było odwołać. Ten sezon jest już dla nas stracony – mówi Marcin Malinowski, właściciel domu weselnego „Złota Iglica” w Pogrzebieniu. W tej chwili jego firma może świadczyć jedynie usługi kateringowe, ale przejście na nowy rodzaj działalności nie jest takie proste. – Wprowadziliśmy na naszym Facebooku nowe menu z odbiorem własnym lub dowozem do domu, ale trudno się wypromować w kilka dni, zwłaszcza, gdy się ma restaurację na uboczu, a nie w centrum miasta. Nawet jak sytuacja w końcu się unormuje, może się okazać, że wielu naszych klientów będzie musiało zrezygnować z imprez lub zrobić je skromniejsze ze względu na finanse. Jeżeli pracują w branżach, które też są zagrożone, nie wiadomo czy za kilka miesięcy będą mieli jeszcze pieniądze na to, by za takie wesele zapłacić. Nie pozostaje nam nic innego, jak uzbroić się w cierpliwość – podsumowuje pan Marcin.

Maksymilian Sztuka, właściciel domu weselnego „Rege” w Bieńkowicach wszystkie przyszłe młode pary uspokaja. – U nas nie przepadają im żadne zaliczki ani zadatki, bo wszystkie kwietniowe wesela przekładamy na inne terminy. Mamy pięć sal, więc nie ma z tym żadnego problemu. Ja nie tylko mam nadzieję, ale jestem wręcz pewien, że w połowie kwietnia wszystko wróci do normy – mówi pan Maksymilian.

Fotografowie odczuli zbliżającą się epidemię już na początku marca, gdy zaczęto odwoływać wszystkie imprezy związane z Dniem Kobiet i popularne w naszym regionie Babskie Combry. – Już wiem, że dwa kwietniowe wesela, które miałem obsługiwać, zostaną przełożone na inny termin. Nasza branża zaczęła działać podobnie jak ta turystyczna. W serwisach społecznościowych pojawiły się hasztagi: zmień termin – nie odwołuj, bo my z tych wesel po prostu żyjemy. Pary ratują się w ten sposób, że dzwonią do swoich usługodawców i sprawdzają czy jest jakiś termin, który im wszystkim będzie pasował. Dziś już nikt nie zwraca uwagi na to, jaki to będzie dzień tygodnia. Liczy się to, żeby nie rezygnować z tych przedstawicieli branży ślubnej, na których czekało się na przykład dwa lata. Bywa i tak, że zagraniczni goście zmuszają młodych do przełożenia wesela na następny rok – opowiada fotograf Sebastian Węgorowski.

Bernard Korzonek, właściciel salonu fryzjerskiego „Olymp”, w którym czeszą się przyszłe panny młode, podkreśla, że to nie wesele, ani jego oprawa w tym dniu są najważniejsze, tylko szczęście młodych. – Mamy teraz sytuację, do której należy podejść z pokorą. Uroczystość można przełożyć na bezpieczniejsze czasy, ale jeśli młodzi się kochają i chcą wstąpić w związek małżeński to mogą to zrobić tylko w obecności świadków. Teraz najważniejsze jest bezpieczeństwo, ale przyjdą jeszcze czasy, gdy będziemy mogli się sobą nacieszyć. Bądźmy dobrej myśli – puentuje pan Bernard.

Katarzyna Gruchot

  • Numer: 13 (1456)
  • Data wydania: 31.03.20
Czytaj e-gazetę