Wtorek, 19 lutego 2019

imieniny: Arnolda, Konrada, Mansweta

RSS

Długie radnych rozmowy o PRD

03.04.2018 00:00 red

Kolejka chętnych do dyskusji na sesji nad przyszłością PRD zdawała się nie mieć końca. Niecieprliwili się mieszkańcy Płoni, którzy przyszli się wypowiedzieć. Nie kryli, że prezydent, radni i szefowie spółki ich rozczarowali.

Problem z Przedsiębiorstwem Robót Drogowych, a ściślej – z jego wytwórnią asfaltu na Płoni – ciągnie się od 2015 roku. Dzielnicy przeszkadza, że instalacja hałasuje, a przeraża, że emituje w powietrze szkodliwe gazy. Wskutek działań mieszkańców z budżetu miejskiej spółki wydano setki tysięcy złotych, by tzw. otaczarnię wyciszyć i nieco zaprzyjaźnić ze środowiskiem.

Pół roku przygotowań

W październiku 2017 roku odbyło się w RCK słynne już spotkanie samorządowców z raciborzanami z Płoni i Nowych Zagród. Pierwsi nie chcieli jej już u siebie, drudzy nie chcieli ją do siebie przyjąć. Obu stron posłuchali radni i ustalili, że instalacja musi zniknąć z Raciborza.

Pół roku zajęło przygotowanie paru scenariuszy jak ma dalej pracować miejska spółka. W międzyczasie wytwórnię asfaltu znów zmodernizowano, czyniąc ją – wedle zapewnień magistratu – bardziej ekologiczną. Mieszkańcom ta zwłoka nie odpowiadała. Za pośrednictwem radnego Leszka Szczasnego przekazywali do urzędu głosy niezadowolenia.

Wiedza niepełna

Pora na decyzję przyszła na sesji 28 marca. Do wypowiedzi o PRD wyrywał się niemal każdy kto zasiadł w ławach rady. Anna Ronin dociekała czy PRD zabiegało o pomoc finansową magistratu, bo PK czy ZWiK takową otrzymują. – Radziliśmy sobie sami – kwitował prezes Krzysztof Wrazidło. Ronin chciała poznać regionalną konkurencję spółki. – To firmy z Kędzierzyna-Koźla i Jastrzębia-Zdroju – usłyszała. Leszek Szczasny zdenerwował się, że prezydent Lenk nie zapewnił radzie raportów z badań środowiska, o które wcześniej pytał. Prezes Wrazidło przyniósł ich jeden egzemplarz, w dodatku niekompletny. Wzbudziło to podejrzenia rajcy, że coś jest ukrywane. Zbigniewa Sokolika ciekawiło gdzie PRD zamierza emigrować z otaczarnią, ale okazało się to tajemnicą. Przedsiębiorstwo nie chciało mu pokazać wyniku finansowego za 2017 rok, bo „jeszcze jest obliczany”. Za 2016 rok odnotowano stratę. Piotr Klima uznał, że samorząd naraził raciborzan na szkodliwości, które ujawnią się po latach; a spółkę na „nienormalność przy pracy przez 4 godziny”. Gdy toczyła się dyskusja zirytowany Henryk Mainusz przeciął ją stwierdzeniem, że radni chodzą obok tematu głównego – decyzji na temat przyszłości PRD.

Trudne lokalizacje

Prezydent Mirosław Lenk też dołączył do tych rozmów, pytając prezesa Wrazidło, a co będzie jeśli PRD nie uda się przenieść otaczarni? Wyjawił, że „lokalizacje są trudne, ale nie są terenami rolniczymi i są oddalone od terenu Zbiornika Racibórz”. Prezes Wrazidło orzekł, że bez swojej otaczarni spółka w rok przeje swój majątek (będzie musiała kupować drogi asfalt do swych prac) co oznacza jej likwidację.

Kolejnym rozmowom na temat PRD dziwił się Zbigniew Sokolik uznając, że rada podjęła już decyzję ws. otaczarni w październiku 2017 roku. Anna Szukalska wytknęła Lenkowi, że dopiero pod presją społeczną postanowił się konsultować z radą przy swej decyzji. Prezy

dent apelowal by radni nie unikali współodpowiedzialności za losy spółki miejskiej.

20 radnych opowiedziało się za „zielonym światłem dla PRD” i przenosinami otaczarni poza Racibórz, w miejsce do 25 km oddalone od miasta.

(ma.w)

Komentarz: Koszmar minionego lata

Cierpliwość u każdego ma swoje granice. U jednych jest krótka, u innych – jak u mieszkańców Płoni – długa, bo wytrzymali już 2,5 roku z otaczarnią, której u siebie nie chcą. Skoro tak długi czekają, to mają prawo czuć się zwodzeni przez prezydenta. Szukali pomocy u radnych, ale nie znaleźli u nich pełnego zrozumienia. Radny z Płoni Paweł Rycka, związkowiec, podkreślił, że nikt jego ręki nie dźwignie by zabrać ludziom pracę. 19 innych radnych poszło w jego ślady. Tymczasem w jego dzielnicy od października ubiegłego roku liczono, że tegoroczne lato mieszkańcy spędzą bez otaczarni w sąsiedztwie. Prawda jest inna – asfalt nadal będzie tam produkowany i na Płoni obawiają się koszmaru z ubiegłego lata, czyli upałów w smrodzie. Co ciekawe, radni opozycji mieli okazję by przejechać się po prezydencie za długotrwałe i bezowocne zabiegi o zażegnanie konfliktu na Płoni. Tymczasem ich zabiegi dowodziły, że temat otaczarni traktują jak gorącego kartofla odrzucając go w stronę prezydenta. Mirosław Lenk dosadnie nazwał taką taktykę „wypchaj się panie prezydencie” komentując uwagi Zbigniewa Sokolika, że on nie jest od decydowania o losach spółki. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że PRD od lat szuka zleceń w przetargach, choć moce przerobowe ma ograniczone i kończy rok stratą. Jak ćma lgnąca do ognia by zginąć. Gdyby ustalenia z października 2017 czy marca 2018 wprowadzić jeszcze w 2015 roku, gdy ludzie z Płoni poszli z problemem do prezydenta Lenka, dziś o sprawie nikt by już nie pamiętał.

Mariusz Weidner

Anna Szukalska dopytywała dlaczego PRD nie szukało innej lokalizacji szybciej tylko 5 lat męczyło się na Płoni z ograniczeniem czasu produkcji i ponosiło straty. Wrazidło odparł: bo właścicielem spółki jest gmina i do niej należy taka decyzja; Lenk się bronił: to prezes nie zachęcał mnie do takich poszukiwań. Radna Szukalska oceniła, że ze sprawą PRD za długo czekano, chociaż radę wezwano do reanimacji do pacjenta z zawałem.


Gwarancje przewodniczącego Mainusza ws. przyszłości PRD

1. Spółka ma maksymalnie rok na przenosiny instalacji

2. Nie może przekraczać 4 godzin produkcji asfaltu

3. Po upływie roku rada nie wróci już do dyskusji o PRD

4. Za rok otaczarnia zostanie na Płoni zlikwidowana


Anna Ronin: Dla mnie to jest bardzo dziwna sytuacja. Tak szybko przeszedł w październiku wniosek spisany wręcz na kolanie. Może myślę źle, ale po tym co słyszę uważam, że likwidacja spółki jest już przesądzona, a jej scenariusz jest napisany. Nie uda się przenieść otaczarni, bo rzekomo będą protesty przed tym.

Marek Rapnicki: Głos Anny Ronin sprowadza się do pytania: czy to wszystko jest już ukartowane panie prezydencie? I czy ja biorę nieświadomy udział w scenariuszu zadając pytanie czy jacyś poczciwi ludzie w dzielnicy X czy powiecie Y będą też protestować. Bo nie chciałbym wystąpić jako jeden z radnych, który zagazował dzielnicę pięknego Raciborza w jakimś programie telewizji publicznej.


Bez zgody Płoni na kolejny rok z otaczarnią

W imieniu mieszkańców głos na sesji zabrał mecenas Krzysztof Grad. Wskazał radnym, że powinni kierować się dobrem mieszkańców – obywateli Raciborza i chronić środowisko. Zauważył, że radni nie mają pełnej wiedzy na temat sytuacji PRD. Powoływał się na badania Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (było następstwem skargi 47 mieszkańców), po których okazało się, że otaczarnia nadmiernie hałasuje i pracuje dłużej niż może (4 godziny na dobę). – Denerwuje mnie ta nieuczciwość w zakresie przedstawiania problemu – zaznaczył. Mówił też o przemilczanym przez PRD problemie z występowaniem

weglowodanów alifatycznych, o których nie ma mowy w decyzji środowiskowej wydanej przez prezydenta miasta. Doszło do sytuacji, w której otaczarnia pracowała w oparciu o nierzetelnie sporządzony dokument i wydzielała do środowiska niedozwolone substancje.

Według przedstawiciela Płoni, żaden przedsiębiorca „w granicach miasta nie ma szans” na uzyskanie decyzji środowiskowej dla uruchomienia innej otaczarni w Raciborzu bo musiałby uzyskać zgodę na korzystanie ze środowiska. K. Grad oznajmił radnym, że krzywdzą „obywateli miasta z Płoni”. – Krzywdzicie ludzi, którzy żyją z ziemi, za ich miłość do ziemi – mówił. Przypomniał o „publicznym zobowiązaniu” radnych z października 2017 roku, gdzie ci wnioskowali na sesji, że otaczarnia powinna być przeniesiona poza granice Raciborza.

– Nie możemy się zgodzić, by instalacja w PRD nadal pracowała – oznajmił prawnik. Nie wykluczył podjęcia kroków prawnych w tej sprawie. Z sąsiadami obawia się sezonu letniego, w którym sąsiedztwo wytwórni asfaltu powoduje makabrę w czasie upałów. Mecenas zaprzeczył jakoby mieszkańcy mieli kiedykolwiek zamiar doprowadzenia spółki do upadku, bo od 2015 roku spotykając się z prezydentem „kierowali się rozwagą gospodarza”. – Prezydent prosił nas o czas, potem znowu o kolejny czas i teraz znów jesteśmy proszeni o czas, a przecież możemy być proszeni o następny czas. Nie może być na to naszej zgody – zaznaczył.

Anna Szukalska dopytywała mecenasa „kto na Płoni jest większym trucicielem PRD czy SGL Carbon?”. Wyjaśniła, że ją o to pytano, więc chce nabyć tę wiedzę. – Nie poddawaliśmy kontroli SGL Carbon tylko PRD. Jeżeli chodzi o SGL to jeśli dojdziemy do przekonania, że wyrządza nam jakąkolwiek szkodę to podejmiemy tą samą procedurę – stwierdził Grad. Radny Michał Kuliga rzucił: czyli najpierw PRD, a później kolejne zakłady. To jest logiczne. Mecenas oznajmił, że jest oburzony takim wnioskiem i nie jest przyzwyczajony do takiej kultury wypowiedzi. – Nie powiedzieliśmy tego i nie mamy takich zamiarów – dodał.

Głos mieszkańcow podsumował jeszcze Piotr Nowak, sąsiad PRD. Poprosił prezesa spółki o odpowiedź na pytanie ile godzin pracuje dziennie przedsiębiorstwo. Według jego obserwacji to okres 6 – 7 godzin, a nie 4 jak każą przepisy. Wrazidło bronił się, że ma pozwolenie na 4 godziny produkcji, a otaczarnię trzeba uruchomić i wyłączyć, co również zabiera czas.

  • Numer: 14 (1346)
  • Data wydania: 03.04.18
Czytaj e-gazetę