środa, 16 października 2019

imieniny: Gawła, Florentyny, Grzegorza

RSS

Z wielkiej biedy na szczyty władzy

27.03.2018 00:00 red.

Nauczyciel z Chałupek prześledził dzieje Aleksandra Zawadzkiego – komunistycznego dygnitarza, który po II wojnie światowej sprawował rządy w województwie śląskim.

Autorem monografii „Aleksander Zawadzki. Działacz komunistyczny i wojewoda śląski (1945–1948)” jest dr Janusz Mokrosz, nauczyciel w Szkole Podstawowej w Chałupkach, współpracownik Instytutu Badań Regionalnych Biblioteki Śląskiej. Pasjonat historii Śląska przeanalizował dokumenty dotyczące Aleksandra Zawadzkiego. Wyłania się z nich niejednoznaczny obraz człowieka oddanego ideologii komunistycznej, który po latach życia w biedzie, powoli dochodzi do znacznej pozycji oraz... dobrobytu.

Bieda, walka z bolszewikami i strajk

Janusz Mokrosz zwraca uwagę na specyfikę życiorysu Aleksandra Zawadzkiego. Składają się nań zarówno elementy typowe dla komunistycznych aparatczyków, jak i fragmenty, których trudno szukać w biogramach innych czerwonych dygnitarzy. Aleksander Zawadzki urodził się w 1899 roku w Będzinie. Wzrasta w warunkach skrajnej nędzy. Matka Aleksandra Zawadzkiego i jego siostry stosunkowo szybko porzuca rodzinę, pozostawiając dzieci pod opieką ich babki, a później głuchoniemego ojca, borykającego się z alkoholizmem.

Pomimo wielkiej biedy A. Zawadzki dostaje się do szkoły, choć uczeń pilnym nie jest – dwukrotnie powtarza klasę. Edukację kończy w 1913 roku, w wieku 14 lat. Wówczas podejmuje pracę w fabryce metalowych łóżek. Zwolniony w 1915 roku z powodu trudnej sytuacji gospodarczej, wyjeżdża do Saksonii, gdzie pracuje jako parobek w majątku ziemskim. Wkrótce wraca w rodzinne strony, pracuje m.in. w kopalni w Bytomiu oraz hucie w Siemianowicach Śląskich.

Po wybuchu rewolucji w Niemczech, Zawadzki wyjeżdża do Dąbrowy Górniczej, gdzie zgłasza się jako ochotnik do Wojska Polskiego. Przyszły działacz komunistyczny i współpracownik NKWD walczy przeciwko bolszewikom, za co zostaje odznaczony Krzyżem Walecznych. Po demobilizacji w 1921 roku wiąże się z młodzieżówką komunistyczną. Jako pracownik kopalni „Paryż” bierze udział w strajku generalnym, za co zostaje zwolniony. Ściganemu przez policję Zawadzkiemu pomocy udzielają czerwoni towarzysze. Od tej pory Zawadzki jeździ po kraju (często przebrany za księdza) i agituje za komunizmem.

Współpraca z NKWD i 11 lat w więzieniach

W odrodzonej Polsce zakazuje się działalności partii komunistycznych. Jednak Aleksander Zawadzki wsiąka w czerwoną ideologię do tego stopnia, że zostaje skierowany na kurs do Moskwy. De facto staje się sowieckim agentem, co potwierdzają dokumenty polskiego MSW z tego okresu. – Zawadzki uważał, że wszystkiemu winna jest burżuazja i sanacja (stronnictwo Józefa Piłsudskiego, które w latach 30. XX wieku sprawowało w Polsce władzę, z naruszeniem procedur demokratycznych – red.), a tylko ZSRR może uchronić Europę przed Hitlerem – mówi dr Janusz Mokrosz.

W więzieniach II RP przesiedział w sumie 11 lat. Podczas odbywania jednej z kar poznał swoją przyszłą żonę, Stanisławę – siostrę innego komunistycznego działacza. Nie zachował się żaden dokument, który potwierdzałby zawarcie związku małżeńskiego przez Zawadzkich. W świetle dokumentów policyjnych Stanisława była kochanką Aleksandra.

Późniejsi biografowie Zawadzkiego starali się połączyć „okres więzienny” w życiu Zawadzkiego z uzupełnieniem przez niego braków w edukacji. Najpierw pisali, że czas spędzony w więzieniach spędzał na nieustannej nauce, później utrzymywali, że już nie tyle uczył siebie, ale też nauczał współwięźniów.

Co ciekawe, dzięki pobytowi w polskim więzieniu Zawadzki uniknął czystki, którą na zlecenie Stalina przeprowadzono w Komunistycznej Partii Polski.

Sielanka, łagier i generalskie szlify

II wojna światowa zastała Aleksandra Zawadzkiego w Brześciu nad Bugiem, gdzie siedział w więzieniu. Po zajęciu miasta przez Armię Czerwoną, Zawadzki zostaje wypuszczony na wolność i wyjeżdża do Pińska. Wkrótce dołącza do niego jego żona.

– Między 1939 a 1941 rokiem Zawadzki po raz pierwszy normalnie żył i chodził do pracy – mówi dr Janusz Mokrosz. Dzieje się to w czasie niebywałego terroru, którego ofiarą padają setki tysięcy Polaków.

Partyjni towarzysze przypominają sobie o Zawadzkim po wybuchu wojny pomiędzy III Rzeszą a ZSRR. Zlecają mu udział w tzw. Grupie Inicjatywnej. Zawadzki ma udać się na terytorium okupowanej przez Niemców Polski i organizować tam partyzantkę komunistyczną. Odmowa wykonania zadania spotyka się z karą – Zawadzki zostaje skierowany do służby w batalionie pomocniczym Armii Czerwonej, a następnie trafia do kopalni w Nowosybirsku.

Gdy Stalin przystaje na formowanie dywizji kościuszkowskiej pod dowództwem generała Berlinga, Zawadzki zostaje ściągnięty do sztabu nowej formacji wojskowej. – Dzięki wcześniejszym związkom ze służbami specjalnymi bardzo szybko awansuje i w ciągu kilku miesięcy zostaje generałem – mówi dr. Janusz Mokrosz.

Zawadzki, Ziętek i Tragedia Górnośląska

Sowieccy towarzysze wprowadzili Zawadzkiego do armii Berlinga, gdyż chcieli mieć wewnątrz tej struktury człowieka, który bez zająknięcia będzie wykonywał ich polecenia. Po dotarciu na ziemie polskie Zawadzki wchodzi w skład przywództwa Polskiej Partii Robotniczej. Silniejszą pozycję ma tu jednak Władysław Gomułka, który doprowadza do „zesłania” Zawadzkiego – do województwa śląskiego. – Gomułka miał swoją wizję Polski komunistycznej, niezawłaszczonej totalnie przez Sowietów – mówi dr Janusz Mokrosz.

Na Górnym Śląsku Zawadzki odżywa. W latach 1945–1948 jest w zasadzie jedynym zarządcą Górnego Śląska. Wbrew partii otacza się urzędnikami Korfantego, a jednym z jego czołowych współpracowników zostaje Jerzy Ziętek. Zawadzki dba o swój wizerunek, gazety nieustannie informują o tym, co robi on i jego żona. Po Górnym Śląsku porusza się w otoczeniu ochrony. To jeden z atrybutów władzy, którą Zawadzki się rozkoszuje.

Na plus Zawadzkiego, jako zarządcy Górnego Śląska, przemawia otoczenie się przez niego doświadczonymi, miejscowymi urzędnikami. Potrafi też głośno opowiedzieć się w obronie ludności Górnego Śląska. Dr Janusz Mokrosz wskazuje, że podczas sesji Krajowej Rady Narodowej w Warszawie Zawadzki ogłasza konieczność rehabilitacji Ślązaków z II kategorią volkslisty, a na posiedzeniu Komitetu Centralnego PPR stawia sprawę wstrzymania wywózki górników ze Śląska do ZSRR. Z drugiej strony trudno nie oprzeć się wrażeniu, że głośne wyartykułowanie sprzeciwu wobec sowieckiego terroru nijak się ma do rzeczywistego zaangażowania w obronę ludności Górnego Śląska. Zawadzki zrobił niewiele, aby zapobiec Tragedii Górnośląskiej.

Z Bierutem przeciwko Gomułce

1948 rok to czas przesilenia w PPR. Zawadzki rozpoznaje szansę na powrót do szczytów władzy i wyjeżdża ze Śląska do Warszawy. Opowiada się po stronie Bolesława Bieruta, który zostaje przywódcą PPR w miejsce odwołanego Władysława Gomułki. Zawadzki zostaje powołany do Komitetu Centralnego PPR. Oficjalna propaganda przedstawia go jako bohatera, który odbudował Śląsk i przyłączył go do Polski.

Kolejny przełom nadchodzi wraz z rokiem 1956. Moskwa sugeruje, aby pierwszym sekretarzem został właśnie Aleksander Zawadzki, jednakże towarzysze w Polsce nie chcą do tego dopuścić – zdając sobie sprawę, że Zawadzki nie ma kompetencji do zarządzania krajem. Sowieci przystają więc na Ochaba, a później Gomułkę. Aleksander Zawadzki zostaje mianowany Przewodniczącym Rady Państwa. Na papierze jest więc przywódcą kraju i to mu wystarcza. Umiera z powodu raka trzustki w 1964 roku. Przed śmiercią spotyka się z Gomułką, którego ostrzega przed knowaniami Władysława Moczara.

Aleksander Zawadzki zostaje pochowany z wielkimi honorami na Powązkach. Trumnę do grobu spuszcza delegacja górników z kopalni „Aleksander Zawadzki”, która w latach młodości Zawadzkiego nazywała się „Paryż”.

Wojtek Żołneczko


Czerwony pragmatyk – cztery pytania do dr. Janusza Mokrosza

– Czy podczas pracy nad książką natrafił Pan na dokumenty poświadczające bezpośrednią ingerencję Aleksandra Zawadzkiego w sprawy Raciborza?

– W Raciborzu zorganizowano walne spotkanie starostów i prezydentów miast województwa śląskiego. Zachował się protokół z tego posiedzenia, jednakże Zawadzki nie powiedział tam niczego szczególnego. Mówił przede wszystkim o kwestiach narodowościowych – walce z niemczyzną.

– Aleksander Zawadzki był za tym, żeby usunąć Niemców ze Śląska?

– Tak, był za tym, ale jednocześnie był świadomy, że nie wszystkich mieszkańców Górnego Śląska należy traktować jako Niemców. To wynikało też trochę z pragmatyzmu. Zdawał sobie sprawę, że gdyby wszystkich górnoślązaków potraktować jako Niemców, to w zasadzie nie miałby kim rządzić. Tym bardziej, że Rosjanie też robili swoje i wywozili mieszkańców tych ziem na wschód.

– Zawadzki przesiedział wiele lat w więzieniach II RP. Pomimo tego potrafił oprzeć się w zarządzaniu województwem na polskiej kadrze z okresu przedwojennego...

– Tak, był przede wszystkim pragmatykiem. Z jednej strony otoczył się ludźmi z tego kręgu administracji, ale później, gdy oni zrobili już swoje, zaczął ich namawiać, aby zasilili szeregi PPR. Starał się ich „zalegalizować”.

– Zachował się ślad interwencji Zawadzkiego u marszałka ZSRR Konstantego Rokossowskiego. Na czym to polegało?

– Chodziło o to, żeby Rosjanie przestali przejmować wszystkie zakłady przemysłowe i wywozić je do ZSRR. Zawadzki chciał też, aby ustały rekwizycje płodów rolnych. Akcja okazała się o tyle skuteczna, że zaczęto zwalniać z obozów Ślązaków, których uznano za Polaków. Powołano do tego polsko–radzieckie komisje, które jeździły nie tylko do obozów Armii Czerwonej, ale też tych prowadzonych przez NKWD. Można spytać, dlaczego zdecydował się na interwencję tak późno, bo dopiero w końcu lipca 1945 roku...

  • Numer: 13 (1345)
  • Data wydania: 27.03.18
Czytaj e-gazetę