Poniedziałek, 24 czerwca 2019

imieniny: Jana, Danuty, Janiny

RSS

Chciał nowego życia, więc spalił czwórkę dzieci i żonę

20.12.2016 00:00 QLA

– Ta kara nie zwróci życia rodzinie Dariusza P., ale wyrok musi być surowy – grzmiał 19 grudnia sąd, skazując podpalacza z Jastrzębia na karę dożywotniego pozbawienia wolności.

Dodatkowo w wyroku, pojawiło się zastrzeżenie, że Dariusz P. musi odsiedzieć za kratami co najmniej 35 lat. Jeśli poniedziałkowy wyrok uprawomocni się, dziś 44-letni Dariusz P. będzie mógł napisać pierwszy wniosek o zwolnienie w wieku 79 lat, a i tak nie wiadomo czy kiedykolwiek otrzyma taką zgodę. Proces, który toczył się w rybnickim wydziale zamiejscowym Sądu Okręgowego w Gliwicach relacjonowały ogólnopolskie media. Zdaniem sądu Dariusz P. dokładnie zaplanował jak wymordować swoją rodzinę, a później konsekwentnie realizował ten plan, starając się mylić tropy i zrzucać winę na dzieci. Rodzina P. miała opinię bardzo religijnej. Dariusz P. był szafarzem w miejscowej parafii.

Przypomnijmy, 10 maja 2013 roku, w jednym z domów w Jastrzębiu-Zdroju, doszło do wybuchu pożaru. Wezwani na miejsce strażacy z palącego się domu ewakuowali zgłaszającego Wojciecha P. oraz 5 kolejnych osób, wobec których ratownicy medyczni podjęli czynności reanimacyjne. Na miejscu zdarzenia lekarz stwierdził zgon Justyny P. (lat 18). Kolejna osoba – Agnieszka P. (lat 4) zmarła w drodze do szpitala. W dniu 11 maja 2013 roku w szpitalu zmarła Joanna P. (lat 40) oraz Marcin P. (lat 9), a w dniu 13 maja 2013 roku Małgorzata P. (lat 13). Strażacy mieli ogromny problem z dostaniem się do płonącego domu. Z trudem forsowali opuszczone rolety i antywłamaniowe drzwi, które ktoś dokładnie pozamykał. Szybko okazało się, że to Dariusz P.

Truchło myszy

W akcie oskarżenia prokuratura zarzuciła Dariuszowi P., że w nocy 10 maja 2013 roku, około godziny 1.40, Dariusz P., po opuszczeniu mechanizmów rolet zainstalowanych w oknach swojego domu jednorodzinnego, dokonał jego podpalenia podkładając ogień aż w sześciu miejscach. W obrębie jednego z ognisk pożaru, w pobliżu kabla elektrycznego, oskarżony umieścił szczątki myszy polnej, której ułożenie miało sugerować przegryzienie kabla i spowodowanie zwarcia instalacji. Przeprowadzone przez biegłych z zakresu mechanoskopii badania wykazały, że kabel został uszkodzony w wyniku przecięcia narzędziem tnącym, jednoostrzowym, np. nożem. Z kolei biegli z zakresu patomorfologii i weterynarii sądowej stwierdzili natomiast, że powodem padnięcia myszy był uraz mechaniczny, a nie działanie prądu elektrycznego. Kiedy Dariusz P. podłożył ogień w domu i wyszedł z budynku, obudził się jego syn Wojciech, który zauważył pożar. Zadzwonił on na numer alarmowy 112, a następnie usiłował nawiązać połączenie z ojcem. Z analizy logowań telefonu komórkowego stale użytkowanego przez Dariusza P. wynikało, że w czasie inicjacji pożaru oraz w czasie kiedy Wojciech P. wykonywał połączenia na numer alarmowy 112, oskarżony znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie swojego domu w Jastrzębiu-Zdroju. Oskarżony nie odbierał jednak połączeń od syna.

Symulował chorobę

Po zdarzeniu Dariusz P. podjął czynności zmierzające do skierowania śledztwa na fałszywe tory, sugerując istnienie innego sprawcy zdarzenia. W tym celu nabył dwa telefony komórkowe i począwszy od dnia pogrzebu rodziny zaczął prowadzić korespondencję ze sobą za pomocą sms-ów. Podczas przesłuchań przekonywał, że kierował nim wymyślony przyjaciel, nieistniejący „Waldi”.  Biegli lekarze psychiatrzy, w opinii wydanej po przeprowadzeniu obserwacji psychiatrycznej stwierdzili, że  w czasie popełnienia zarzuconego mu czynu Dariusz P. nie miał zniesionej ani ograniczonej w stopniu znacznym zdolności rozpoznania jego znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem. W czasie  przeszukania  domu oskarżonego, ujawniono i zabezpieczono książkę pt. „Psychiatria Kliniczna i pielęgniarstwo psychiatryczne”. W jednym ze swoich listów Dariusz P. relacjonując swoje dolegliwości opierał się na znajdującym się w tym podręczniku opisie pacjentki ze schizofrenią. Swój stan psychiczny opisał jednak z pozycji lekarza (obserwatora), a nie pacjenta.

Mieli zginąć wszyscy

Sąd wydając wyrok nie zostawił na oskarżonym suchej nitki. – Zaplanował, a potem precyzyjnie zrealizował zabójstwo swojej rodziny. Wiedział, że skazuje ich na pewną śmierć – uzasadniała wyrok sędzia Grażyna Suchecka. – Jego syn Wojtek żyje tylko dlatego, że się obudził. Oskarżony zadbał o to, aby wszyscy domownicy byli w momencie pożaru w domu. Poczekał aż wszyscy pójdą spać i dopiero wówczas podłożył ogień. Zaraz po pogrzebie zaczął wysyłać sam do siebie sms-y. Kluczowym dowodem okazały się oględziny dokonane po pożarze. Wiele przedmiotów ułożył precyzyjnie, aby pożar mógł się rozwijać. Nie przewidział jednak, że pożar w miejscu, gdzie podłożył mysz, nie rozwinie się i biegli znajdą mysz bez głowy – uzasadniał sąd.

Chciał uwolnić się od rodziny

Sąd przypomniał, że przed pożarem Dariusz P. ubezpieczył wysoko swoją rodzinę. Był zainteresowany tylko najwyższą opcją ubezpieczenia. – Motywem mordu była nie tylko chęć zdobycia pieniędzy z polisy, ale również chęć uzyskania wolności od rodziny, którą stworzył. Pieniądze miały mu starczyć na nowe życie. Tylko swój paszport ocalił przed pożarem. Po tym gdy zginęła jego rodzina, szybko zaczął się spotykać z kobietami, którym proponował małżeństwo. Trzeba podkreślić stanowczo, że sąd nie miał żadnych wątpliwości, że tragicznej nocy oskarżonego nie było w warsztacie, tylko znajdował się w okolicy domu. Twierdził, że nie odbierał telefonów od palącej się rodziny, bo ściszył głos w telefonie. Jego telefon zalogował się jednak do stacji BTS w pobliżu domu, a nie w okolicach warsztatu. Warto zwrócić uwagę na zachowanie oskarżonego już po zdarzeniu. Gdy rozmawiał z policją po zdarzeniu, zasugerował, że jego syn kiedyś podpalił śmietnik w szkole. Zapis rozmowy gdy Wojciech P. wzywał pomoc i jego panika wykluczają, że to syn mógł podpalić dom. W tle słychać było krzyki. Matka próbowała ratować płonącą rodzinę. Przykryła najmłodsze dziecko kocem, aby je jakoś ochronić. Tylko tyle mogła zrobić. Sąd wymierzając karę wziął pod uwagę wszystkie okoliczności. Zrobił to z niskich pobudek, umyślnie i z pełną premedytacją. Sąd uznał, że charakter sprawy i brak skrupułów sprawia, że każda inna kara byłaby zbyt łagodna – uzasadniała sędzia. Wyrok jest nieprawomocny, obrona zapowiada apelację.

Adrian Czarnota

  • Numer: 51/52 (1281/1282)
  • Data wydania: 20.12.16
Czytaj e-gazetę