środa, 12 maja 2021

imieniny: Pankracego, Dominika, Domiceli

RSS

Miłosne rymy wpasowane w takt „Serduszkowego wiersza”

25.02.2014 00:00 red

Trudno o lepszy moment na poezję miłosną niż walentynki, kiedy to strofy wiersza „Z oddali chłonę – włosy jej – podziwiam – co na wietrze – jak flaga – się kładą....” nabierają szczególnego znaczenia. A zwieńczeniem tej lirycznej recytacji może być tylko poetycki sukces, kolejny już dla raciborzanina Aleksandra Pordzika. To właśnie w tym szczególnym dniu zakochanych jego wiersz wyróżniony został spośród 442 zgłoszonych do konkursu utworów miłosnych.

– Brązowy medal olimpijski za twórczość poetycką na igrzyskach w Londynie, następnie pierwszy tomik poezji „Wnętrze szuflady”, a kilka dni temu pierwsze miejsce w XXII Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „Serduszkowy wiersz” w Rabce Zdroju – to nieprzypadkowe zdarzenia, które świadczą, że Pana twórczość pozostawia niezatarte wrażenie na czytających ją również profesjonalistach.

– Poezję miłosną, podobnie jak i poezję sportową tworzę od 40 lat. Ponieważ ludzi piszących rymy o sporcie jest niewielu, dlatego to osiągniecie traktuję jako zupełnie coś innego. Niedobrze jest jednak jeśli człowiek zostanie zaszufladkowany. Pomyślałem, że skoro konkurs w Rabce organizowany jest po raz 22., czemu nie skorzystać z nadarzającej się okazji? „Serduszkowy wiersz” był 10., w którym wystartowałem w ciągu ostatniego półtora roku.

– Znalezienie dobrego miejsca na prezentację swej twórczości z pewnością nie jest zadaniem łatwym?

– Tak się szczęśliwie złożyło, że wziąłem pod lupę kilkanaście utworów o tematyce miłosnej, które świetnie pasowały do konkursu w Rabce. Pomimo, że matematyka nie jest moją mocną stroną, od pewnego czasu lubię liczby i przymiarki z nimi związane. Magiczna okazała się dla mnie cyfra 22. Co więcej, 2 lutego urodziła się moja siódma wnuczka Oleńka.

Przystępując do konkursu, zawsze trzeba pamiętać, że poezja jest sprawą umowną i dyskusyjną. To co znajduje uznanie jednego jurora, nie musi podobać się innemu. Jestem przekonany, że jest to kwestia łutu szczęścia, więzi, która wytwarza się pomiędzy konkretnym utworem, a czytającą go osobą. Pomimo, że autor wiersza znany jest jurorom tylko z godła, gdyż wszystkie o nim informacje do końca skrywa zaklejona koperta.

– W konkursie udział wzięło aż 203 autorów.

– Normalną rzeczą jest, że wiele ludzi piszących, nie tylko z całej Polski, ale też ze Stanów Zjednoczonych czy Niemiec chciało się zmierzyć z tym wdzięcznym tematem. Nic w tym też dziwnego, że poddany zostałem ostrej weryfikacji, zarówno jeśli chodzi o liczbę uczestników, jak i charakter tego przecież popularnego gatunku poezji. Zażartowałem nawet, że sukces odniosłem ponieważ jury było zmęczone czytaniem tak wielu wierszy.

– Nagrodzony „Z oddali chłonę” był jednym z trzech utworów, które wysłał Pan na konkurs. Czy wybór wierszy był przypadkowy?

– Jak w każdym konkursie, warunkiem było nadesłanie utworów niepublikowanych i dotychczas nienagrodzonych. Spośród trzech uznanie zyskał ten jeden. Nie zdarzyło się jednak, żeby któryś z autorów został uhonorowany za dwa wiersze.

Pełen uznania jestem dla pracy jury – Lidii Jazgar związanej z krakowską bohemą, kojarzonej z Piwnicą pod Baranami, która z jurorem Ryszardem Brączkiem, należą obecnie do zespołu Galicja. Komisja zadała sobie ogromny trud przebrnięcia przez wszystkie wiersze, uhonorowania wielu osób, bo nawet te, które nie otrzymały nagrody czy wyróżnienia, zyskały dobre słowo i zostały ciepło potraktowane z imienia i nazwiska. Sprawiło to, że atmosfera spotkania była sympatyczna oraz zawiązała się więź duchowa między ludźmi, którzy przecież widzieli się tam po raz pierwszy.

– Kolejna już nagroda świadczy, że Pana poezja jest nietuzinkowa i znajduje uznanie także znawców?

– Dobrze jeśli twórczość może zmaterializować się w postaci nagród lub wyróżnień. Nie oznacza to jednak, że zwariowałem i chciałbym mieć sukcesów na pęczki. Trzeba nabrać pokory i pamiętać o porażkach z przeszłości i liczyć się z porażkami w najbliższej przyszłości. Przecież nie zawsze na końcu konkursu będzie czekała nagroda.

– Nagrody jednak motywują do tworzenia.

– Jak najbardziej. Jednak każdy, kto decyduje się na krok, by zmierzyć swe siły z innymi, nie powinien liczyć wyłącznie na sukces. W kategorii porażek odbieram najbardziej to, że są momenty, do których nigdy więcej nie wrócę. Na przykład nigdy już nie będę czynił starań, by stanąć w szranki o wyróżnienie w dziedzinie debiutu literackiego. Debiutanckie tomiki oceniane są tylko raz w życiu.

– Do kategorii sukcesów należy zaliczyć Pana decyzję wydania kolejnego tomiku.

– Ponieważ upłynął już jakiś czas od wydania pierwszego, zdecydowałem się na drugi tomik. Jego wydanie nie nastąpi jednak szybko. Tak jak starannie staram się dobierać konkursy, tak samo jest z wierszami, które muszą przejść gęste „sito”. Chce być naprawdę zadowolony z tego co wydam. Myślę, że będzie to tomik poświęcony zarówno wierszom miłosnym, jak i nawiązującym do miłości. Uczucie to może mieć różne oblicza, może być niespełnione czy też wyrażone do kogoś, kogo kochało się nie dość i kiedy ten ktoś odchodzi na zawsze, to jest się rozdartym podwójnie. Przygotowanie drugiego tomiku będzie więc wymagało czasu. Czas jest nieubłagany, ale mam nadzieję, że wystarczy go na tyle, aby się nie spieszyć.

Ewa Osiecka

  • Numer: 8 (1137)
  • Data wydania: 25.02.14