Czwartek, 6 maja 2021

imieniny: Judyty, Juranda, Benedykty

RSS

Izolda i Jerzy Nowakowie najstarsza para w Budziskach

25.02.2014 00:00 red



20 lutego minęło 60 lat od chwili kiedy Izolda i Jerzy Nowakowie stanęli na ślubnym kobiercu. Z okazji diamentowego jubileuszu, małżonków z Budzisk odwiedziła delegacja z urzędu miejskiego w Kuźni Raciborskiej.

Burmistrz Rita Serafin oraz kierownik USC Katarzyna Emrich przywiozły ze sobą prezenty i kwiaty. W zamian zostały ugoszczone niemal jak na małym weselu.

Izolda poznała Jerzego w kościele podczas obchodów Bożego Ciała. Pochodzili z jednej parafii, ona z Siedlisk, on z Budzisk. Jerzy niósł figurę Matki Boskiej i co chwilę szturchał stelażem dziewczynę. Później widywali się na letnich koloniach. Ich znajomość trwała pięć lat zanim założyli sobie obrączki.

Jerzy był najstarszy z rodzeństwa i to jemu przypadło zamieszkać w domu rodziców. Wspólnie z żoną włożyli sporo zdrowia w jego remont. – Bardzo sobie cenimy życie na wsi, mamy tu spokój, blisko las. Ja nigdy nie chciałem się przeprowadzić na osiedle – mówi pan Jerzy.

Pierwsze lata

W roku ślubu urodziła się ich jedyna córka. Małżonkowie pamiętają, że Budziska w tamtym okresie nie różniły się wiele od tych dzisiejszych. Nie było jedynie asfaltu na drogach. – Tylko na podwórku było więcej dzieci. Ludzie kiedyś też więcej ze sobą rozmawiali i byli życzliwsi. Choć my akurat na sąsiadów nie możemy nic złego powiedzieć, szczególnie lubimy Achima, złotą rączkę z naprzeciwka – mówią zgodnie.

Życie młodej pary od razu po ślubie skoncentrowało się na pracy. Izolda znalazła zatrudnienie w raciborskim ZEW-ie, aby po siedmiu latach przenieść się do RAFAMET-u. Tu pracowała przez 36 lat jako laborantka aż do emerytury. Jerzy musiał odbyć służbę wojskową, po której jako murarz dojeżdżał przez trzy lata do Sosnowca. Tam budował m.in. dom kultury i wspomina jak na cały tydzień zaopatrywał się w koninę. W domu był tylko w niedzielę. W końcu przeniósł się bliżej i przez 15 lat pracował dla kędzierzyńskiego przedsiębiorstwa budowlanego. Na końcu jego murarskiej kariery była praca w RSP Budziska. W ciągu całego życia byli dwa razy na urlopie.

Telefon do „wierchu”

Jubilaci doczekali się wnuczki i jednego prawnuka. Wszyscy potomkowie lubią odwiedzać dziadków, szczególnie dla wypieków, które im szykuje babcia. Para bardzo dobrze sobie radzi w codziennym życiu. – Mamy mały ogród, sami uprawiamy ziemniaki, marchew, pietruszkę. Wystarcza nam to na zimę. Co masz swoje, to masz swoje. Nie pryskamy tego niczym i chyba dlatego tak długo żyjemy – mówią z satysfakcją. A ich wspólny los ciekawi wiele osób. – Ludzie się mnie pytają jak wytrzymałem 60 lat z jedną babą? No, lekko nie było – śmieje się mąż domu. Jednak to co ich to łączyło przez wszystkie lata była zgoda i szacunek dla drugiego. – Ważne aby pomagać sobie nawzajem. Teraz chcemy wspierać naszą wnuczkę, ale to już inne pokolenie i nie zawsze rozumiemy ich cele – mówią jubilaci.

Podczas naszego spotkania pan Jerzy zaznaczył, że dzwonił wcześniej do „wierchu” z prośbą aby diamentowy jubileusz się fajnie udał. – Teraz zaś muszę tam zadzwonić, żeby się na tym nie skończyło! – zapowiedział.

Według sołtys Budzisk Ingeborgi Depty, Nowakowie to pierwsza para w Budziskach, która obchodzi diamentowe gody.

(woj)

  • Numer: 8 (1137)
  • Data wydania: 25.02.14