Poniedziałek, 17 maja 2021

imieniny: Sławomira, Paschalisa, Weroniki

RSS

Tai chi – droga na całe życie

10.05.2011 00:00 red

– Czy już potrafisz zabić jednym palcem? – takie pytanie zadają mi znajomi gdy słyszą, że trenuję tai chi – mówi ze śmiechem jedna z adeptek tej formy medytacji wywodzącej się ze sztuki walki. 

– W tai chi nie ma mowy o zabijaniu. Te ćwiczenia to zastrzyk energii korzystnie wpływający na ciało i umysł – zapewniają ci, którzy ćwiczą latami. Należy do nich Bogdan Marek Barabasz z Raciborza, założyciel TAO – Szkoły Tai Chi Chuan.

Tajemnicze Tai Chi

Jest w tej nazwie posmak Dalekiego Wschodu, jest zapowiedź czegoś nieoczekiwanego, jest w końcu siła i energia. Bo o energię tutaj chodzi przede wszystkim – przyznaje Bogdan Barabasz. On sam od niemal 10 już lat ćwiczy tę sztukę. I wie na pewno, że pozostanie jej wierny do końca życia. Dalekim Wschodem, Japonią i Chinami interesował się od dawna. Swoją przygodę ze sztukami walki rozpoczął od treningów karate – kyokushinkai, shotokan a nawet odmiany zwanej tsunami. Była też krótka przygoda z aikido, którą zakończyła kontuzja, choć nie na macie. Jak po nitce do kłębka dotarł do tai chi. – Najbliżej było do Rybnika, do szkoły Antoniego Żoczka. Jeździłem tam na zajęcia, najpierw raz, potem dwa razy w tygodniu. I tak, w 2002 roku zaczęła się moja przygoda z tai chi. 

Dobre dla ducha....

– Tai chi będę ćwiczył do końca swoich dni. Już nic więcej nie potrzeba szukać – zapewnia Bogdan Barabasz. – Bardzo szybko zrozumiałem, że ta forma mi odpowiada. Natomiast tę prawdziwą energię tai chi poczułem tak po roku. 

Dlaczego warto ćwiczyć? Każdy ćwiczący ma własną odpowiedź na to pytanie. Dla jednych jest to świetny sposób walki ze stresem. – Przez 90 minut zajęć wyciszamy się, izolujemy od problemów na zewnątrz – wylicza instruktor. – Każdy ćwiczy dla siebie. Tu nikt nie zdobywa stopni, danów czy kolejnych kolorów pasów. Dzięki powolnym ruchom ciało się odpręża i po jakimś czasie można poczuć, jak zaczyna w nim krążyć energia. 

Zastrzyk energii

Oczywiście im dłużej się ćwiczy, tym energia chi mocniej wypełnia ciało. – W Chinach widziałem mistrzów, którzy używając tej energii przemieszczali przedmioty – wspomina Bogdan Barabasz. – Ja tego jeszcze nie potrafię, chociaż na sobie odczułem taką energię. Będąc w Chinach poprosiłem jednego z mistrzów by mi ją zaprezentował. Nie bardzo chciał się zgodzić, ale w końcu uległ moim namowom i palcem dotknął mnie lekko w szyję. Nogi się pode mną ugięły i musiał mnie powstrzymać, żebym nie upadł. To nie było uderzenie. Było to jak taki dziwny ucisk, po którym nogi zrobiły się jak z waty. Ja nawet nie wiem czy on mnie dotknął, czy po prostu przybliżył rękę, bo to było tak delikatne. Ale przeżycie niesamowite.

Medytacja w ruchu 

Tai chi wywodzi się ze sztuki walki. Teraz jest to raczej system zdrowotny, bardziej forma gimnastyki. Człowiek ćwiczy, powoli bo w tai chi ruchy są bardzo powolne a to pozwala energii płynąć. – Tai chi działa podobnie jak akupunktura – wyjaśnia instruktor. – Tam wkłuwając igły w odpowiednie miejsca odblokowujemy konkretne punkty w ciele człowieka żeby energia przepływała, żeby organizm był zdrowy. To samo dzieje się w tai chi. Trzeba odpowiednio ustawiać ręce i stopy, robić to w świadomym rozluźnieniu. Wtedy energia zaczyna przepływać przez meridiany i dociera do każdego zakątka naszego ciała. Efekt? Przestajemy chorować. Prostujemy kręgosłup. – Ja sam zanim zacząłem uprawiać tai chi to miewałem kłopoty zdrowotne, bolał mnie kręgosłup, korzonki... – przyznaje pan Bogdan. – Po roku ćwiczeń przestało boleć a u lekarza ostatni raz byłem ładnych kilka lat temu.  

Tajemnica długowieczności Chińczyków

Tai chi wywodzi się z taoizmu, w myśl którego trzeba dążyć do długowieczności i nieśmiertelności. Dlatego istotą tych ćwiczeń jest osiągnąć taki stan, by żyć długo, szczęśliwie i bez stresów. Prawdziwi mistrzowie tej sztuki są w Chinach – przyznaje Marek Barabasz. – W Polsce też miałem kontakt z różnymi mistrzami prezentującymi różne style. Ale w Chinach to jednak jest ćwiczone od pokoleń. Najstarszy Chińczyk, którego widziałem ćwiczącego miał 118 lat. 

Pewnie każdy z nas nieraz widział na filmie taki obrazek. W parku, dajmy na to w Szanghaju, grupa ludzi w różnym wieku ćwiczy tai chi. – Jedni ćwiczą z mieczami, inni z wachlarzami, jeszcze inni tańczą – wspomina swoją podróż do Chin raciborski instruktor tai chi. – Można się przyłączyć. Bardzo chętnie zapraszają. Pokazują... Uczą... Niemal w każdym mieście, rano albo wieczorem można zobaczyć ćwiczących Chińczyków. Wszystkie skwery czy parki są nimi zapełnione. 

108 ruchów kontra 24 

Podstawą ćwiczeń tai chi jest forma. – To zbiór pojedynczych ćwiczeń, kroków, pchnięć, bloków połączony w całość, nazywaną formą – wyjaśnia instruktor. – Przejścia między poszczególnymi ruchami są łagodnie, bez zatrzymania. Jednostajnie, w równym tempie. Z bloku do uderzenia, z kroku w przód do kroku w tył...

Podstawowa forma tai chi w tylu yang liczy 108 ruchów. Ćwiczą ją w Chinach. Z myślą o nie-Chińczykach stworzono krótszą formę, liczącą 24 ruchy. – Od razu nauczyć się 108 ruchów jest bardzo ciężko – przyznaje Bogdan Barabasz. – I trwa długo, bo prawie pół godziny. Ta krótsza zajmuje 7–8 minut. Każdy z ruchów formy tai chi ma nazwę. A brzmią one zaiste pięknie – rozczesywanie grzywy dzikiego konia, granie na lutni, igła na dnie morza, wąż pełzający w trawie czy przenoszenie rąk miękkich jak chmury. – Chińczycy lubią nadawać poetyckie nazwy. Oddają one jednak charakter ruchu. W grze na lutni układamy ręce tak, jakbyśmy trzymali ten instrument. 

Potrzebny nauczyciel  

Tai chi można zacząć trenować w każdym wieku i bez względu na kondycję. – Przychodzą i tacy, którzy mają 18 i 50 lat – twierdzi instruktor. – I każdy ćwiczy według własnych możliwości. Nie ma, że trzeba dotknąć palcami do podłogi. Jeden dotyka, inny nie... 

Na początku ćwiczy się ciało, uczy poszczególnych ruchów. Gdy się to już opanuje, wtedy zaczyna pracować „wnętrze”. 

Nie można nauczyć się tai chi z książki. Potrzebny jest do tego nauczyciel, najlepiej dobry nauczyciel. – Na początku można próbować ćwiczyć samemu ale później trzeba zwracać uwagę na niuanse. Na odpowiednie ustawienie ręki czy nogi, prawidłowy skręt kręgosłupa czy odchylenie głowy. A to już musi korygować nauczyciel bo odpowiednie ustawienie ciała to lepszy przepływ energii. 

Uczniowie

Raciborska grupka ćwiczących tai chi liczy 12 osób. Są w różnym wieku, pracują w różnych zawodach. Marek jest maszynistą pojazdów trakcyjnych. Tai chi ćwiczy już od 7 lat. Robi to by być spokojniejszym, oczyścić umysł z negatywnych myśli oraz by zebrać w „wewnętrznym akumulatorze” energię na stare lata. Dla Agnieszki, 26-letniej redaktorki, tai chi to szansa na niezbyt intensywną aktywność fizyczną, czymś pomiędzy sportem a medytacją. – Po 20 minutach ćwiczeń jestem zrelaksowana, bo skupiam się nie na swoich myślach tylko na tym, jak prawidłowo postawić nogę – przyznaje. – Nauczyłam się też koordynacji oddechu z ruchem. – Jestem za stara na aerobik a poza tym mieszkam blisko – mówi pół żarem Ewa, na co dzień urzędniczka. –Tai chi polubiłam dopiero po 3 zajęciach, bo na początku czułam się jak tuman, nie potrafiąc prawidłowo postawić kroku. W ćwiczeniach pomaga jej Aneta, koleżanka z pracy, od lat zauroczona zarówno Chinami jak i samym tai chi. Nie wystarczają jej lekcje w Raciborzu, dodatkowo raz w tygodniu jeździ do Rybnika, by pod okiem mistrza Antoniego Żoczka doskonalić swoje umiejętności.  – Tai chi pasuje do mojego charakteru – przyznaje Aneta. 

Jolanta Reisch

  • Numer: 19 (990)
  • Data wydania: 10.05.11