Czwartek, 6 maja 2021

imieniny: Judyty, Juranda, Benedykty

RSS

Kuchnia za ćwierć miliona, toalety jeszcze drożej

27.01.2009 00:00
Radni dziwią się wysokim kosztom remontów miejskich placówek oświatowych.

Na komisji oświaty radni zapoznali się z wykazem inwestycji miejskich za 2008 rok. – Bardzo dużo wydajemy na remonty placówek oświatowych – zauważyła radna Elżbieta Biskup. Dyskusję wywołał remont kuchni w Przedszkolu nr 10, który kosztował 250 tys. zł.

– Wiem, co można zrobić za takie pieniądze. Na pewno więcej – zauważył na komisji oświaty radny Marian Gawliczek. Jest związany z branżą budowlaną od wielu lat. – Pewne rzeczy robimy bardzo drogo. Nie chcę już sięgać wstecz, ale nad kolejnymi inwestycjami urzędnicy powinni troszkę popracować. Dzielę się tylko odczuciami na podstawie własnego doświadczenia – kontynuował radny. – Wybierana jest w przetargu najtańsza oferta – wyjaśniał prezydent Mirosław Lenk. – Jeśli uważają państwo, że jest za drogo, niech sprawę zbada komisja rewizyjna rady. Osobiście uważam, że remont sanitariatów w G3 był też bardzo kosztowny. 400 tys. zł wydamy na sanitariaty w G1. Warto sprawdzić te wydatki – dodał. Prezydent zobowiązał następnego dnia Wydział Inwestycji do przyjrzenia się kosztom obu inwestycji.

– Kiedy można zbijamy koszty. Np. remont hali OSiR kosztuje nas o 1,5 mln mniej niż wyliczono w kosztorysie. Przy mniejszych pracach trudno jest zejść poniżej oszacowanych kosztów – stwierdził Mirosław Lenk. – Słucham każdej uwagi. Gdy mieszkaniec powiedział, że system oświetlenia w nowym Domu dla Bezdomnych jest za drogi, zmieniliśmy go – powiedział prezydent. Nie krył zaskoczenia tą wypowiedzią Robert Myśliwy. – To wstydliwa sytuacja, by ktoś z zewnątrz zwracał prezydentowi taką uwagę. Ma pan od tego służby. Ma pan zaufanie do wydziału inwestycji? – pytał radny. Stwierdził, że wysokie wydatki wymagają wyjaśnień, bo dla przeciętnego odbiorcy za 400 tys. zł lepiej budować dom niż odnawiać ubikacje. 

Piotr Klima jest zwolennikiemm, by wykonanie kosztorysu zlecić raz kilku niezależnym rzeczoznawcom i sprawdzić, czy będą znaczące różnice w wycenie. – Przecież kosztorysantowi nie zależy żeby miasto zapłaciło jak najmniej – zauważył radny. Podał jako przykład własny przypadek, gdy budynek, który chciał kupić, wyceniono mu prywatnie na 100 tys. zł, a oficjalnie na 200 tys. zł więcej.


(ma.w)

  • Numer: 4 (876)
  • Data wydania: 27.01.09