Sobota, 17 kwietnia 2021

imieniny: Roberta, Rudolfa, Stefana

RSS

O karczmarzach oszustach

28.11.2006 00:00
W dawnych karczmach trzeba było uważać, by nie paść ofiarą oszustwa.

Istotnym problemem już od średniowiecza była uczciwość karczmarzy.
Zdaje się, że nic nie kusiło ich bardziej, jak oszukiwanie na miarach oraz mieszanie szlachetnych trunków z wodą. Już rajcy świdniccy radzili mieszczanom z Raciborza kasowanie niedopuszczalnych miar. W 1360 roku książę Mikołaj I Raciborski potwierdził Głubczycom statut zawierający szereg zarządzeń policyjnych. Podobne rozwiązania obowiązywały zapewne w mieście Raciborzu. Interesujące są szczególnie dwie wzmianki. Pierwsza nakłada karę trzydziestu szelągów na szynkarza piwa i wina, który miał za małą miarę. Przepis zobowiązywał go do natychmiastowego poprawienia. Nakazywano także, by długi za wino i piwo spłacać w ciągu trzech dni. Dla przykładu dług za chleb i mięso należało zapłacić w następny dzień targowy. 

Zawsze trzeźwy, czujny i baczny
W wydanym w Krakowie w 1693 roku dziele „Skład albo Skarbiec znakomitych sekretów Oekonomiey ziemiańskiej” Jakub Kazimierz Haur pisze o profesji arendarza: „Karczmarz powinien być zawsze trzeźwy, czujny, baczny i ostrożny na wszystkie strony, bo w takowym na ten czas ludzi zgromadzeniu, różne u różnych w głowie muszą być fantazje i zamieszania: znajdują się tanecznicy, są też napaśnicy i złodzieje na nieszczęście ludzkie, jedni piją, drudzy się biją. Jednocześnie jednak karczmarz powinien być dla gości ochotny, ludzki, przychylny i każdemu wygodny. Dworowi ma być zawsze wierny i życzliwy, cudzych napojów skrycie aby nie miał, pod karaniem i utratą karczmy, i zabraniem takowych napojów”. Tymczasem w Polsce i na Śląsku krążyło wiele legend o karczmarzach skrycie mordujących i rabujących swych gości w oberżach na odludziu. Niejeden właściciel przygranicznej gospody dorobił się majątku na przemycie i niezbyt uczciwych rozliczeniach z właścicielem dóbr.

Piwo „odszpondowane“
Problem uczciwości karczmarzy nader często gościł na łamach prasy pod koniec XIX wieku, a to ze względu, iż mocno oszukiwali na piwie. Dnia 17 maja 1890 roku Nowiny Raciborskie poinformowały, że sąd raciborski zakazał mieszać piwo „odszpondowane dnia poprzedniego ze świeżym”. Uznawane to było za fałszowanie trunku. „Niechaj to będzie dla szynkarzy naszych przestrogą” – skomentowała gazeta. Wysokość grzywny zależała od stopnia fałszerstwa, a więc tego, jak liche było piwo podane klientom wskutek zmieszania go z „odszpondowanym”.

W czerwcu 1892 roku na Śląsku zaczął obowiązywać przepis nakazujący zamykanie flaszek piwa korkiem patentowanym i umieszczanie na butelce kreski. „Niech to sobie karczmarze spamiętają, aby nieprzyjemności nie mieli” – czytamy w Nowinach Raciborskich.

Trzeba jednak przyznać, że karczmarz, do czasu przybycia policji, był pierwszym strażnikiem porządku. Wielkim strachem napawał pijanych biesiadników niejaki Mach z Płoni, który pracował w gospodzie Kozubskiego. Ów krzepki chłop, gdy tylko zanosiło się na rozróbę, najpierw wyciągał na postrach szablę, potem strzelał w powietrze, raniąc nieraz biesiadników rykoszetem.

Nie wszyscy radzili sobie tak dobrze, jak Mach. Dnia 3 kwietnia 1891 roku Nowiny Raciborskie doniosły o pobiciu karczmarza w Wojnowicach. Dokonało tego dwóch młodzieńców. Jeden z nich, liczący sobie zaledwie szesnaście lat, drapał ponoć szynkarza i kopał po całym ciele.

Ślady krwi
Padali też karczmarze ofiarami złodziei. „Brzezie. Już po raz trzeci odwiedzili złodzieje tutejszą kantynę w fabryce „Ceres”. Przy drugich odwiedzinach zabrali 2 pudełka cygar i kilka funtów kiszki, a zostawili karteczkę z napisem: robotnicy przepili wiele, a „beamtrzy” jeszcze więcej. Tym razem dostali się do kantyny przez wybitą szybę, na której pozostały ślady krwi. Zabrali 11 funtów kiszki, która im widocznie nie smakowała, bo w kilka dni potem znaleziono około 5 funtów pod murem fabrycznym. Śledztwo jest w biegu” – pisały Nowiny Raciborskie z 19 stycznia 1905 roku. W marcu tegoż roku odnotowano: „Ostróg. Swego czasu skradł posługasz domowy Ps., zatrudniony u restauratora Reisdorfa, wielką ilość cygar i papierosów, które zakopał w ogrodzie. Przy wydobywaniu kradzieży z ziemi nocną porą, złapał go policyant. W tych dniach stawał Ps. przed sądem, który go skazał na 2 miesiące i 8 dni więzienia, jego wspólnika skazano na 4 tygodnie więzienia”.

Historia Kamienia
Na drodze z Raciborza do Nędzy leży gdzieś mały staw otoczony drzewami. Na tym miejscu znajdowała się przed laty gospoda. Pewnego dnia zaszedł tam zmęczony wędrowiec i zamówił u gospodarzy jajecznicę do chleba. Żona gospodarza poszła do kurnika i przyniosła jajka. Kiedy weszła z nimi do izby, wyleciały jej z fartucha na podłogę, nie rozbijając się. Wtedy podniósł się wędrowiec ze swojego miejsca, wygonił gospodarza i gospodynię i zawołał: Niech żaden tu nie wraca, w przeciwnym razie zginiecie, a ponieważ żyliście bezbożnie, tańczyliście podczas przeistoczenia, płataliście figle i to miejsce grzechu zapadnie się. Zanim przerażeni ludzie pojęli, co się ma wydarzyć, gospoda zapadła się przed ich oczyma. Dzisiaj znajduje się tam cichy staw.
Źródło: G. Hyckel, Was der Sagenborn rauscht. Sagen aus dem Stadt und Landkreise Ratibor, Ratibor 1924.

O pagórku koło Raciborza
Dawno temu, niedaleko Raciborza stała karczma, a jej właściciel był największym okolicznym rozbójnikiem. Nie tylko okradał przejeżdżających opodal kupców, ale mordował wszystkich tych, którzy zatrzymywali się u niego na noc. Którejś nocy poprosił go o nocleg pewien ksiądz. Gospodarz ochoczo zaprosił go do wnętrza, licząc, że przybysz ma przy sobie dużo pieniędzy. W nocy gospodarz postanowił wkraść się do izby swojego gościa i obrabować go ze wszystkich kosztowności. Po cichu zajrzał do pokoju, myśląc, że ksiądz śpi. Ten jeszcze nie spał i zapytał się go, czego chce. Karczmarz wystraszył się i postanowił zabić księdza. Kiedy z zimną krwią bił go i kopał, ksiądz zdążył jeszcze powiedzieć przed śmiercią: Panie Boże, lepiej byłoby, gdyby ta karczma zapadła się pod ziemię, niż mieli by w niej ginąć ludzie tak niewinni jak ja. Kiedy tylko wypowiedział te słowa, karczma w mig zapadła się. Na jej miejscu powstał niewielki pagórek. Starzy mieszkańcy Raciborza mówią, że czasami w tym miejscu słychać jęki. Prawdopodobnie są to głosy wszystkich pomordowanych przez niegodziwego gospodarza.
Źródło: Katarzyna Kozielska, Śląskie opowieści ludowe„Kwartalnik Opolski” nr3/1984

(waw)

  • Numer: 48 (763)
  • Data wydania: 28.11.06