Sobota, 23 marca 2019

imieniny: Oktawiana, Pelagii, Zbisława

RSS

Mowa ust - mowa ciała

16.10.2002 00:00
Stanowią zgrane i wartościowe środowisko, które wiele oczekuje od życia i wiele też może od siebie dać, mimo że zmaga się z poważną barierą - barierą głuchoty lub niedosłyszenia. Ten rok Organizacja Narodów Zjednoczonych ogłosiła Rokiem Głuchych. W Raciborzu od ponad 160 lat funkcjonuje jedna z większych placówek zajmujących się ich kształceniem.

Język polski, z czego nie zdajemy sobie sprawy, to dla głuchych język obcy. Muszą korzystać z języka migowego, języka ich ciała, języka wielu dialektów wypracowanych w kontaktach z najbliższymi. Dopiero w szkole poznają „literacki” język migany - mówi Agata Tańska, dyrektorka Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Niesłyszących i Słabosłyszących. Jeszcze w 1985 r., w tej ponad 160-letniej placówce, której, co ciekawe, dała początek loża masońska, wychowankowie musieli umieć czytać z ust. To dość trudna sztuka, którą mozolnie w sobie kształtowali. W latach 90. wystarczało już tylko miganie, choć nadal wielu głuchych potrafi czytać z ruchu warg swojego rozmówcy.
 
W Polsce jest 35 takich placówek. Raciborska należy do najstarszych, renomowanych i tzw. tradycjami. Jeszcze przed plebiscytem w 1921 r. była największa na świecie. Obecnie kształci ponad trzystu wychowanków z całej Polski, głównie ze Śląska. 40 procent z nich ma totalną głuchotę, reszta głębsze lub mniejsze niedosłuchy. W ramach Ośrodka działa szkoła podstawowa, gimnazjum, zasadnicza szkoła zawodowa z zawodami stolarz, tapicer, kucharz i krawiec, czteroletnie technikum o specjalności poligraf oraz technikum uzupełniające po ZSZ. Pracuje tu 150 wychowawców, nauczycieli i pracowników obsługi. Działa internat z 220 młodymi mieszkańcami. Całość to olbrzymi kampus, o którym raciborzanie tak naprawdę niewiele wiedzą. Głusi i niedosłyszący żyją wśród nas, choć tak naprawdę obok nas.
 
Tymczasem to ludzie wrażliwi i wartościowi, którym znacznie trudniej przychodzi znaleźć dla siebie miejsce w społeczeństwie. Trudniej znaleźć pracę, trudniej nawiązywać znajomości, trudniej też nagłaśniać własne problemy. To środowisko potrzebuje życzliwości - mówi wprost dyrektor Tańska. Ma też swoje sukcesy. Magda Podlas i Mariola Trzcińska były uczestniczkami paraolimpiady na szczeblu ogólnokrajowym, pierwsza w siatkówce, druga w biegach. Wychowankowie z Raciborza zajęli niedawno pierwsze miejsce w olimpiadzie matematycznej dla niesłyszących w Przemyślu. Byli też pierwsi na olimpiadzie historycznej w Poznaniu. Zdobycie zawodu i zatrudnienie w zakładach pracy chronionej już dawno przestało być miernikiem życiowego powodzenia. Około 60 proc. absolwentów z Raciborza studiuje w Akademii Podlaskiej w Siedlcach, gdzie wykładają odpowiednio przygotowani nauczyciele akademiccy. Można ich również spotkać w tzw. przyjaznym niepełnosprawnym Kolegium Nauczycielskim w Gliwicach.
 
Nie mamy problemu z naborem. Dysponujemy dobrze wykształconą kadrą, dobrym zapleczem i co najważniejsze mamy chęci do pracy, do uruchamiania nowych kierunków kształcenia, wprowadzania coraz to nowych metod nauczania - zapewnia dyrekcja. Przydałaby się jednak większa niż obecnie subwencja z budżetu państwa, przede wszystkim na polepszenie warunków nauczania zawodu, podniesienie standardu pracowni.

Grzegorz Wawoczny

Historia zakładu dla głuchych sięga lat 30. XIX w., kiedy to dr. Kuh, założyciel kliniki chirurgii i chorób zmysłów, zebrał pieniądze na jego założenie. Pojawiają się także sugestie, że do otwarcia placówki najbardziej przyczyniła się działająca przy ul. Wojska Polskiego (dawniej Zwingerstrasse) loża masońska. Zajęcia, pod okiem niejakiego Weinholda, odbywały się początkowo w przytułku Franka przy ul. Solnej. W 1841 r. loża, za cenę 4400 talarów, zakupiła grunt przy obecnej ul. Wojska Polskiego, na którym stanął nowy zakład. W 1862 r. nieruchomość przeszła na rzecz „towarzystwa dla nauczania i wychowania głuchoniemych z rejencji opolskiej w Raciborzu”. W 1883 r., wskutek rosnącej liczby uczniów, oddano do użytku nowy budynek przy obecnej ul. Karola Miarki. W 1912 r. powstał trzeci, nowoczesny podówczas budynek dydaktyczny przy ul. Kasprowicza, obecnie I LO, w którym uczyła się młodzież wszystkich wyznań. Po drugiej stronie ulicy Kasprowicza znajdowały się szklarnie ogrodnicze. W 1913 r. kształcono 500 uczniów. Racibórz miał największy na świecie zakład dla głuchych. Po plebiscycie liczba wychowanków zmalała, budynek I LO przekazano władzom prowincji, a ten przy ul. Wojska Polskiego zajął Krajowy Urząd dla Prehistorii Śląska. W 1944 trzeci obiekt przy ul. K. Miarki przejął Wehrmacht. Głuchych przeniesiono do Krzanowic. W 1945 r. budynek przy Wojska Polskiego przejęło Starostwo. Wyprowadziło się dopiero w 1950 r. W tym też roku zakład oficjalnie reaktywował swoją działalność przy ul. K. Miarki. Rok później było już 172 wychowanków. W 1960 r. oddano do użytku nowe warsztaty szkolne, gdzie do dziś prowadzona jest praktyczna nauka zawodu. W 1972 r. patronką placówki została prof. Maria Grzegorzewska z Uniwersytetu Warszawskiego (zmarła w 1957 r.).

Niezwykłych informacji dostarczają kroniki prowadzone do dziś przez ośrodek. To ważne dokumenty wielu osiągnięć, ale i groteskowe obrazki z czasów PRL-u. „Społeczność inwalidzka realizuje uchwały V Zjazdu Partii” - czytamy w jednym z tomów. W innym o wizycie pionierek z Wietnamu, które śpiewały głuchym wietnamskie pieśni rewolucyjne, czy też o akademiach i gazetkach z okazji rocznicy rewolucji październikowej. Na kilku kartach zdjęcia radzieckiego oficera opowiadającego o życiu w ZSRR, żołnierskiej doli, wreszcie tańczącego z głuchymi prawdopodobnie twista. Generalnie widać radość z pobytu w Raciborzu, życie uczniów nie odbiegające wcale od tego, jakie znają zdrowi.

  • Numer: 42 (549)
  • Data wydania: 16.10.02