Wtorek, 18 maja 2021

imieniny: Eryka, Aleksandry, Feliksa

RSS

Odkrywca nowych dróg

24.07.2002 00:00
Góry fascynują go od dawna, są jego wielką pasją. Odkąd pamięta chciał na nie wchodzić zbaczając ze znakowanego szlaku. Obowiązujące regulacje prawne na to nie zezwalały - trzeba być ochroniarzem Tatrzańskiego Parku Narodowego albo wspinaczem. „Nie pozostało mi zatem nic innego, jak zapisać się do klubu wysokogórskiego i przejść odpowiednie kursy, dające możliwość swobodnego poruszania się po górach” - mówi Dariusz Kaptur. Jego przygoda ze wspinaczką trwa już 17 lat.

Trudno mu określić, co tak naprawdę pociąga go w górskiej wspinaczce. Nie da się tego określić. Może po prostu przestaje się wówczas myśleć o codziennych sprawach. Z wypraw wracam wypoczęty, zrelaksowany, pełen chęci do życia. Góry stanowią dla mnie wyzwanie. Bardziej jednak pociąga mnie sama droga niż osiągnięcie szczytu. Nie interesują mnie wysokości. Specjalizuję się w odkrywaniu nowych możliwości, dróg, którymi nikt jeszcze nie szedł, albo szedł i zawrócił. Tym co mnie pociąga są problemy techniczne, trudności terenowe - zaznacza. Część dróg, którymi idzie nie kończy się na szczycie. Drogi dzielą się według stopnia trudności - na skalne, lodowe albo mikstowe, czyli mieszane, które zawierają w sobie wszystkie elementy - skałę, lód i śnieg. „Żeby przejść nową drogę, trzeba zdobyć informacje na jej temat, nazwać ją oraz ocenić stopień jej trudności. Na przykład w skałkach może mieć 10 m lub nawet 3 m - i już jest to droga. O stopniu jej trudności decyduje rzeźba skały lub nachylenie lodu. Większość wspinaczy zadowala się powtarzaniem dróg. Zdobywanie nowych wiąże się zdecydowanie z nobilitacją. Nie wyjeżdżam w Himalaje mając na uwadze czystą kalkulację - zbyt dużo czasu straciłbym na dojazd, sporo pieniędzy, po przyjeździe na miejsce mogłoby się okazać, że pogoda nie sprzyja wejściu na szczyt. Poza tym musiałbym iść narzuconą trasą. Jestem zwolennikiem własnych inicjatyw - jadę za swoje pieniądze, realizuję swoje cele i nie muszę się nikomu tłumaczyć. Nie jestem też fanem jednego typu wspinania - cieszą mnie różne formy wspinaczkowe. Znajduję ogromną przyjemność we wspinaniu się po małych formach skalnych, gdzie cały sprzęt to buty wspinaczkowe, karabinki z taśmami, parę pętli i woreczek z magnezją, zapobiegającą poceniu się dłoni - mówi Darek.
 
Pierwszy kurs robił na skałkach w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Zdobył też stopnie taternickie i licencję instruktorską w Tatrach. Nowych przejść na skałkach i w górach odkrył ponad 80, zarówno w Polsce, jak i w Niemczech oraz we Włoszech. Zdobywanie nowych dróg zabiera o wiele więcej czasu, wymaga odpowiednich umiejętności i nakładów finansowych oraz dodatkowego sprzętu - na drodze pozostawia się bowiem nowe ubezpieczenia - haki i kotwy.
 
Jeżeli zarobkuje jako instruktor, to jedynie w tym celu, żeby za te pieniądze gdzieś pojechać. A wyjeżdża w każde wakacje czy ferie zimowe. Często wybiera się na lodowiec w Alpy. W ciągu kilku ostatnich lat wspina się z 26-letnią Anią Szenczyną lub 26-letnim Adamem Hajnasem. Ania to najlepiej wspinająca się kobieta w Raciborzu, co wynika z jej dorobku wspinaczkowego - stwierdza Darek. Poproszony o relację z jakiejś wyprawy opowiada: Z Anią wspinałem się na Słonecznej Ścianie nad rzeką Sarca we włoskich Dolomitach. Było sucho i ciepło, pogoda bardzo stabilna. Na tej ścianie pokonaliśmy siedem dróg - powtórzeń. Najkrótsza miała 200 m w pionie, najdłuższa - 500 m. Najłatwiejsza była w skali IV (droga bardzo trudna), najtrudniejsza w skali VIII (zdecydowanie trudniejsza niż nadzwyczaj trudna). Wspinaczka ta - na wapiennych skałach - wymaga odpowiednich predyspozycji, głównie psychicznych. Są to lekko położone płyty, o bardzo drobnej rzeźbie lub miejscami jej pozbawione. Z tego powodu wspinaczka jest bardzo trudna technicznie. Można mieć sporo sił a ich nie użyć, ponieważ często brakuje chwytów na ręce i nogi. Trzeba wspinać się wykorzystując tarcie na skały. Punkty asekuracyjne są rozmieszczone co 5 - 6 metrów. Na głowie należy mieć kask, bo coś może spaść z góry, z miejsca, gdzie wspina się partner. Najodpowiedniejszy ubiór to miękkie buty z przyczepną gumą. 500 m drogi „robili” około pięciu godzin.
 
Na kaskady (zamarznięte wodospady) można, co zrozumiałe, wspinać się tylko zimą, najlepiej  kiedy temperatura powietrza jest poniżej zera, wynosi optymalnie -1 do -5 st. C, i jest sucho. Najbliżej kaskady są w polskich Tatrach oraz na Słowacji w masywie Słowacki Raj lub w Jesenikach. Wspinaczka po nich to coś zupełnie innego niż wspinaczka po skale. Niezbędne są rękawice chroniące przed lodem, przyrządy lodowe w ręce, buty z doczepionymi rakami. Na kaskadach warunki też się zmieniają - droga jest zawsze inna. Problemem jest to, że trzeba się wspinać nie mając bezpośredniego kontaktu z podłożem, jak tylko za pomocą przyrządów lodowych. Często wspinacza ogarnia obawa, że spadnie. Trzeba więc przełamać opór psychiczny. Jest to bardzo wyczerpujące, doświadczenie jest w tym przypadku niezbędne.
 
Sprzęt kupuje za własne pieniądze. Parę razy ktoś mu coś zasponsorował, czasem uda się coś kupić po obniżonych cenach. Sprzęt to kosztowna „impreza”, a jego kupowanie wciąga jak narkotyki - ciągle czegoś brakuje, coś się zużywa. Trzeba jednak zachować zdrowy rozsądek. Ważne jest aby szczególnie osobisty był najwyższej jakości - od tego zależy bezpieczeństwo. Przygotowując się na wyprawę w Alpy stara się utrzymać kondycję, ćwicząc wspinaczkę na skałkach, latem z kursantami. Regularnie wspina się zimą na sztucznej ścianie. Stara się prowadzić rozsądny tryb życia - w miarę dobrze się odżywiać i wysypiać. Najgorszym bowiem wrogiem wspinacza jest głodzenie się by zmniejszyć wagę ciała, ogólne zmęczenie lub przemęczenie treningiem.  

Ewa Halewska

  • Numer: 30 (538)
  • Data wydania: 24.07.02