Niedziela, 9 maja 2021

imieniny: Grzegorza, Bożydara, Karoliny

RSS

Ptasi raj

17.07.2002 00:00
Wielką miłością darzy Antoni Matuszek rośliny i zwierzęta. Cały swój wolny czas poświęca pielęgnacji przydomowego ogrodu, ale najwięcej satysfakcji sprawia mu opieka nad potrzebującymi pomocy bocianami. Wiele z nich, rannych, osłabionych i potrzebujących pielęgnacji, mogło dzięki niemu wrócić do swego naturalnego środowiska.

Wokół domu Antoniego Matuszka rośnie gąszcz bluszczu, ozdobne zimozielone drzewka cyprysiki oraz jałowce - to wszystko tworzy liczne stanowiska lęgowe dla wielu ptaków: kosów, szpaków, makolągw, dzwońców, kulczyków, zięb, piegż, kapturek, sierpówek, sikorek bogatek i modrych, kopciuszków, wróbli mazurków i pliszek siwych. W zimie owoce tych drzewek i krzewów stanowią bogatą bazę pokarmową. Jedynym pożywieniem tych ptaków są bowiem dla nich o tej porze owoce mięsiste. Ponadto drzewka oraz bluszcz stanowią doskonałe schronienie i zapewniają bezpieczne warunki w okresie gniazdowania. Z ssaków chronionych często można spotkać na terenie posesji pana Antoniego łasice, jeże, a ostatnio pojawił się również zaskroniec, który ściągnął tu prawdopodobnie z położonych niedaleko stąd stawów hodowlanych Wielikąt. Niedaleko domu znajduje się mały sztuczny staw, pokryty liliami wodnymi, w którym pływają złote karasie, a wieczorem rozlega się wokół radosne kumkanie żab.

Na ratunek bocianowi
 
W trosce o zachowanie populacji bociana białego pan Antoni postawił w 1991 r. w swoim ogrodzie platformę wraz ze sztucznym gniazdem, co jest podstawą do zwabienia tego ptaka. Niestety, jak się później okazało, gniazdo znajdowało się akurat pomiędzy dwoma innymi, położonymi w niewielkiej odległości od siebie. Każda para, która chciała je zająć była nieustannie atakowana. Pan Antoni postanowił w tej sytuacji zająć się opieką nad bocianami okaleczonymi. Doprowadził już osiem do takiego stanu, że mogły wrócić do swego naturalnego środowiska. Najpiękniejsze wspomnienia wiażą się z pierwszym z nich, któremu nadał imię Kubuś. Został przygarnięty, kiedy wypadł z gniazda umieszczonego na słupie stojącym obok bloków mieszkalnych. Przebywał w zagrodzie pana Matuszka, zjadał codziennie jedno krowie płuco. Gdy poczuł się silniejszy, coraz częściej spoglądał w niebo, podfruwał, aż w końcu dołączył do stada odlatujących do Afryki bocianów. Wraz z nadejściem wiosny przyleciał na krótko do swojego opiekuna, ponownie wrócił w roku następnym, po czym ślad po nim zaginął.
 
Kolejne bociany trafiły do pana Antoniego w 1998 r. Znalazł je, gdy przygotowywały się do  sierpniowego odlotu. Podczas zajmowania miejsc na noclegowiska, wpadły na przewody elektryczne nad polem PGR Tajchów w Lubomi. Pięć spadło na ziemię porażonych prądem - trzy niezwłocznie zreanimował i odleciały, dwa zaś zabrał do domu. Nie były okaleczone, a jedynie oszołomione wskutek porażenia. Nakarmił je i następnego dnia wypuścił.
 
W tym roku pan Antoni wychowuje dwie ptasie sieroty, z których jedna pochodzi z gniazda w miejscowości Buków usytuowanego na posiadłości pana Knauera. Wskutek zaginięcia jednego z rodziców młode pozostawało na gnieździe niedokarmione, osłabione, mimo że był już czas odlotu bocianów do Afryki.  Każda próba opuszczenia go kończyła się lądowaniem na trawniku. Drugi został znaleziony przez ornitologa Stanisława Cieślę z Lubomi i doprowadzony do „szpitala” pana Matuszka. Wabią się Kubuś i Serduszko (to imię wymyśliła wnuczka Daria, która po dziadku odziedziczyła zamiłowanie do bocianów). Po starannej pielęgnacji Kubuś jest już pełen sił do odlotu. Podejmuje coraz częstsze i dłuższe wędrówki po okolicy i prawdopodobnie opuści gniazdo już w sierpniu. Serduszko ma uszkodzone skrzydło i mimo usilnych zabiegów przybranego rodzica rana nie chce się zagoić. Dlatego prawdopodobnie spędzi zimę w przydomowym ogrzewanym kurniku.
 
Pielęgnacja takiej liczby bocianów w ciągu minionych kilku lat byłaby niemożliwa, gdyby nie odrobina dobrej woli ze strony sponsorów, którzy bezinteresownie dostarczają panu Antoniemu karmę dla ptasich sierot. Jeden bocian w stanie spoczynku, gdy nie potrafi latać, a więc nie wydatkuje dużej ilości energii, zjada w ciągu dnia około 1,5 kg odpadów mięsnych. Łatwo więc obliczyć, ile zjadają dwa w ciągu jednego roku. Działalność pana Matuszka wspierają więc wiernie: Zakład Hodowli Drobiu Jerzego Burka z Ligoty Tworkowskiej, Zakłady Rzeźnicze - Bernarda Segeta, Ernestyna Janety z Lubomi i Eugenii Kozioł z Godowa oraz  Gospodarstwo Rybackie Wielikąt.

Populacja spada
 
Ubiegłe lata były szczęśliwymi dla bocianów - w gminie Lubomia czynnych było siedem gniazd. Z niewiadomych przyczyn w ciągu ostatnich dwóch populacja tego ptaka na terenie gminy spadła do trzech zajętych gniazd. Z wieloletnich obserwacji miejscowych ornitologów wynika, że co roku ulega zmniejszaniu baza pokarmowa bocianów białych wskutek przekształcania krajobrazu, na przykład zamiany bagien i mokradeł na pola uprawne w Nieboczowach, powstawania nieużytków itp. W tak niekorzystnej sytuacji bociany przenoszą się z terenów gminy Lubomia na tereny ościenne, na przykład w Rzuchowie od dwóch lat budują gniazdo przy ul. Pstrązkiej.
 
Miłość do ptaków pana Antoniego nie ogranicza się jedynie do opieki nad chorymi bocianami. Przed kilkoma dniami jeden z miejscowych ornitologów przyniósł mu rannego, na wpół martwego bekasika, mającego liczne rany na ciele, prawdopodobnie powstałe podczas ataku drapieżnika. Bekasik to ptak żyjący na mokradłach, skrajnie nieliczny w Polsce, umieszczony w Polskiej Czerwonej Księdze Ginących Gatunków. Metody pomocy stosowane przez pana Antoniego to głównie zapewnienie spokoju ptakowi w odosobnionym miejscu i karmienie wodnymi robaczkami oraz dżdżownicami zmieszanymi z mułem. Po sześciu dniach rekonwalescencji odzyskał siły na tyle, że może zostać wypuszczony na wolność.

Ewa Halewska

  • Numer: 29 (537)
  • Data wydania: 17.07.02