środa, 22 listopada 2017

imieniny: Cecylii, Marka, Maura

RSS

02.11.2017 07:00 | 9 komentarzy | acz

Prokuratura Okręgowa w Gliwicach skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Mariuszowi G., szefowi Spółdzielni Mieszkaniowej Orłowiec. Miał on ulokować miliony złotych w upadającym banku. Spółdzielcy stracili 2,5 miliona złotych.

Prezes Orłowca oskarżony
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

W październiku 2014 r. Spółdzielnia Mieszkaniowa Orłowiec otrzymała z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach (WFOŚiGW) preferencyjną pożyczkę na termomodernizację 27 budynków w kwocie 3 090 200 złotych. Taką samą kwotę spółdzielnia ulokowała w banku ING jako zabezpieczenie otrzymanej pożyczki. Ustanowiono na niej lokatę krótkoterminową, którą następnie przedłużano. Pieniądze spółdzielców leżały na lokacie w ING do grudnia. Prezes Mariusz G. zadecydował nagle o przeniesieniu pieniędzy do innego banku. Decyzja miała być spowodowana malejącym oprocentowaniem lokat w ING. – Miałam zebrać oferty innych banków. Poprzeglądałam strony w internecie i wykonałam kilka telefonów. Spisałam to na kartce i przekazałam prezesowi – zezna potem w prokuraturze pracownica spółdzielni. Prezes G. wybrał mało znany Spółdzielczy Bank Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie (SBRR). Bank kusił wysokim oprocentowaniem, znacznie wyższym niż oferowały duże i znane banki. 18 grudnia 2014 r. prezes doprowadził do założenia w wołomińskim banku lokaty. Przelał tam 3 miliony złotych, a WFOŚiGW w Katowicach ustanowił na nowym rachunku zabezpieczenie udzielonej pożyczki.

Co to KNF?

W SM Orłowiec nikt nie sprawdził opinii o mało znanym banku z Wołomina, oferującym nierealnie wysokie procenty od lokat. Okazuje się, że w momencie zakładania lokaty w SBRR, ostrzegała przed nim państwowa Komisja Nadzoru Finansowego. To ta sama instytucja, która ostrzegała przed lokowaniem pieniędzy w firmie Amber Gold. – Prezes nie kazał sprawdzać banku w KNF – broni się pracownica. W sierpniu 2015 r. w banku ustanowiono tzw. zarząd komisaryczny, a w grudniu 2015 r. bank splajtował. W momencie upadłości na lokacie nadal znajdowały się pieniądze spółdzielców. Pieniądze w bankach zabezpieczone są przez tzw. Bankowy Fundusz Gwarancyjny. BFG gwarantował zwrot pieniędzy jedynie do kwoty 100 tys. euro. Spółdzielnia zamiast 3 milionów złotych odzyskała więc jedynie 423 tys. zł. Próby odzyskania pozostałej kwoty od syndyka masy upadłościowej nie przyniosły rezultatów. Lokatorzy SM Orłowiec stracili 2 666 250 złotych.

Gorący telefon prezesa

W czerwcu 2016 r. do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezesa SM Orłowiec. Zawiadamiającym był jeden ze spółdzielców. 26 sierpnia wszczęto śledztwo. Sprawą zajął się Wydział II do Spraw Przestępczości Gospodarczej Prokuratury Okręgowej w Gliwicach. Kiedy w upadającym banku stery przejął zarząd komisaryczny, w spółdzielni zrobiło się gorąco. Mariusz G. zapewniał w śledztwie, że wielokrotnie kontaktował się telefonicznie z szefem banku w Wołominie, wypytując o faktyczną kondycję banku. Równolegle skontaktowano się z WFOŚiGW w Katowicach, aby ten zwolnił zabezpieczenie z lokaty w Wołominie, na czas przelewu do innego banku. – Pracownicy WFOŚiGW nie zgodzili się na to, tłumacząc, że pożyczka z Funduszu nie może pozostać bez zabezpieczenia nawet na jedną godzinę – zeznaje pracownica Orłowca. Spółdzielnia musiała w trybie pilnym uzbierać drugie 3 miliony złotych i wskazać Funduszowi rachunek nowego zabezpieczenia. Mimo że w Orłowcu wstrzymano wszystkie płatności, z trudem udało się uzbierać 2 miliony złotych. Fundusz warunkowo zgodził się na takie zabezpieczenie, zaznaczając jednak, że kwota musi być jak najszybciej uzupełniona. Zanim WFOŚiGW zdjął zabezpieczenie z lokaty w wołomińskim banku, ten splajtował.

Ludzie:

Mariusz Ganita

Mariusz Ganita

Radny Miasta Wodzisławia Śląskiego.