Wtorek, 24 października 2017

imieniny: Marcina, Rafała, Arety

RSS

Raciborzanin zdemolował Antałka

12.07.2017 12:09 | 0 komentarzy | acz

W 1997 roku Nowiny opisywały awantury w pszowskich barach. Bar Antałek w Pszowie został wówczas pozbawiony wszystkich kufli przez jednego ze swoich bardziej porywczych klientów.

Raciborzanin zdemolował Antałka
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Mężczyzna, gdy przyszedł do baru”miał już wypite”. Podczas doprawiania się w Antałku coś mu się w tym lokalu nie spodobało. Swoim negatywnym uczuciom dał wyraz w swoisty sposób - wytłukł wszystkie kufle znajdujące się w barze. A było tego 112 sztuk. Gminna Spółdzielnia, która była właścicielem lokalu poniosła straty w wysokości 250 zł. Sprawca całej awantury mieszkaniec Raciborza, po dokonaniu dzieła zniszczenia uciekł z miejsca zdarzenia. Na niewiele się to jednak zdało. Policja ustaliła jego tożsamość i za swoją niechęć do nietłuczonego szkła będzie musiał ponieść konsekwencje karne.

Do jeszcze większych zniszczeń doprowadził wcześniej jeden z klientów baru Gwarek na Wilchwach. Straty PSS-u będącego właścicielem tego lokalu wyniosły 1700 zł.

To zdarzenie, tak jak i jego sprawca było bardziej barwne. Mężczyzna ten przyszedł do baru, by się trochę napić. Niestety widać nie mógł tego zrobić tak dobrze jakby chciał - czekała go nocna zmiana. I tym faktem bardzo się zdenerwował. Doszedł do wniosku, że nie może tak być, by on w nocy pracował a te wszystkie s... znajdujące się w barze piły sobie w najlepsze. Poza tym uznał, że na Wilchwach jeden lokal wystarczy (a są dwa - Gwarek i Barbara). Postanowił więc zlikwidować bar, w którym się znajdował na własną rękę - omijając jakąkolwiek urzędową drogę. Zaczął rozbijać i niszczyć wszystko co się w lokalu znajdowało - począwszy od szkła poprzez krzesła aż do szyb w oknach. Tłukł szklanki, popielniczki, kufle, kieliszki i butelki. Połamał stoliki, a z jednego wyłamał nogę, którą kontynuował dzieło zniszczenia. Rozbił znajdującą się w barze ladę, zniszczył drzwi, potłukł szyby w oknach. Gdy w lokalu nie byki już nic więcej do połamania, potłuczenia czy rozbicia wyszedł na zewnątrz podnosząc ręce w geście triumfu. Podszedł do przybyłych na miejsce policjantów mówiąc: Możecie mnie brać. Nic nie zostało! – wysuwając ręce do skucia kajdankami. Niestety u prokuratora nie znalazł zrozumienia dla swojego czynu. Jego fantazja została oceniona surowo. Trafił do aresztu.