Wtorek, 21 listopada 2017

imieniny: Janusza, Marii, Konrada

RSS

Rewolucja w Mieszku dobiega końca [WYWIAD]

08.03.2017 19:00 | 1 komentarz | żet

Z prezesem Mieszko S.A. Igorem Jelińskim o logistyce, warszawskiej siedzibie firmy i sposobach na zawojowanie rynku słodyczy rozmawiał Wojtek Żołneczko.

Rewolucja w Mieszku dobiega końca [WYWIAD]
- Siedziba firmy w Warszawie to nie jest jakaś fantazja, ale potrzeba operacyjna biznesu - twierdzi Igor Jeliński, prezes Mieszko S.A. Na zdjęciu w nowoczesnym magazynie wyrobów gotowych Mieszko w Gliwicach.
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Otworzyliście nowy magazyn w Gliwicach. Mieliście na względzie optymalizację logistyki, czy też po prostu w Raciborzu było Wam za ciasno?

Tak naprawdę było kilka powodów, żeby przenieść magazyny tutaj. Po pierwsze, Mieszko miało dwa - trzy, a w czasach Artura* cztery magazyny wyrobów gotowych. Poza tym magazyn, który był w Raciborzu nie był do końca dostosowany do wymogów naszych produktów. To znaczy, że kiedy robiło się ciepło, musieliśmy przewozić produkty do magazynu wynajmowanego niedaleko Gliwic, ale mniejszego niż ten (otwarty 3 marca - red.)... I te produkty sobie tak jeździły, więc pierwszy powód to była efektywność łańcucha dostaw i całej naszej logistyki.

To wszystko są takie puzzle, które powolutku składamy i dochodzimy do końca tej dużej restrukturyzacji

Drugi powód wiązał się z zamknięciem zakładu produkcji wafli w Warszawie. Tę produkcję trzeba było gdzieś przenieść. Uważaliśmy, że najlepiej skoncentrować ją w miejscu, skąd pochodzi Mieszko, czyli w Raciborzu. To była ta hala w Raciborzu, gdzie mieliśmy ten magazyn wyrobów gotowych. Dlatego część tego magazynu została dostosowana do wymogów produkcji. To wszystko są takie puzzle, które powolutku składamy i dochodzimy do końca tej dużej restrukturyzacji, z którą żyjemy już od dwóch lat.

Biura w Warszawie, logistyka w Gliwicach, produkcja w Raciborzu. Tak już zostanie?

W Warszawie była i dalej jest siedzibą spółki. Ma to swoją logikę, bo większość sieci międzynarodowych i polskich ma swoją siedzibę właśnie w Warszawie. My mamy tam też dział sprzedaży. Dzięki temu nasi ludzie, nasi dyrektorzy, mogą na co dzień spotykać się i negocjować ze swoimi klientami. Więc to nie jest jakaś fantazja, ale potrzeba operacyjna biznesu.

Wszystkie inne piony znajdują się w Raciborzu i to się nie zmieni

Drugi dział, który ma większość swoich zasobów w Warszawie, to jest dział marketingu. Tak jest między innymi dlatego, że w Warszawie jest łatwiejszy dostęp do ludzi doświadczonych. Na to trzeba patrzeć realnie - trudno jest znaleźć takich ludzi czy przyciągnąć ich do Raciborza. Oni są w większych miastach. Ale każdy z nas regularnie odwiedza Racibórz, pracownicy z Raciborza przyjeżdżają do Warszawy, mamy wideokonferencje - komunikacja jest bardzo płynna. Poza tym w Raciborzu oprócz produkcji są tzw. działy supportu (ang. support - wsparcie - red.), jest dział HR (ang. human resources - zasoby ludzkie), finanse, R&D (ang. research and development - badania i rozwój), jakość, BHP, zakupy... Tak więc wszystkie inne piony znajdują się w Raciborzu i to się nie zmieni.

Wspominał Pan o kontaktach z przedstawicielami międzynarodowych i polskich sieci sklepów. Czy w ostatnim czasie właśnie na nie położyliście nacisk? Pytam o to, bo przed świętami Bożego Narodzenia produkty Mieszka pojawiły się w większości sieci supermarketów. Czy to właśnie na tym polu toczy się walka o polskiego klienta?

Nie tylko. Ta walka toczy się zarówno w tradycyjnych małych sklepach, jak i marketach. Aby klienci mogli "smakować życie", nasze produkty muszą być szeroko dostępne. Gdy dołączyłem do Mieszka miałem pewien dysonans. Chodziłem po sklepach i w jednym natrafiałem na Zozole, w drugim na Cherrissimo, w trzecim na Chocoladorro.

wytypowaliśmy grupę najlepszych produktów, my to nazywamy żelazną półką

Dlatego na początku zeszłego roku wytypowaliśmy grupę najlepszych produktów, my to nazywamy żelazną półką, które chcemy, aby znajdowały się w jak największej liczbie sklepów. To znaczy, że jeżeli lubię np. Michaszki, to do któregokolwiek sklepu nie pójdę - tradycyjnego sklepu osiedlowego, marketu czy hipermarketu, to te Michaszki tam znajdę. W tym kierunku idziemy. Na pewno jest jeszcze dużo do robienia, ale wiele też zostało już robione, np. specjalne opakowania świąteczne.

To chyba nic nowego?

Tak, nie wymyśliliśmy niczego nowego, ale wcześniej tego w Mieszku nie było. Świąteczne opakowanie to jest często powód, dla którego konsument w takim czasie - a święta to dla nas najważniejszy czas, w którym konsumenci lubią kupować czekoladki - wybiera taki a nie innym produkt. To jest właściwy kierunek i będziemy go rozwijać.


*Producent ciastek. Przedsiębiorstwo Lider Artur zostało kupione przez Mieszko S.A. w 2011 roku.  Nowy zarząd Mieszko S.A. zdecydował o sprzedaży Artura, co udało się zrobić w 2015 roku.