Poniedziałek, 17 czerwca 2019

imieniny: Laury, Alberta, Marcjana

RSS

Nigdy nie pracowałem za karę

31.08.2012 21:47 | 6 komentarzy | abs

 

Rozmowa z Tomaszem Milerem, nowym dyrektorem Miejskiego Ośrodka Kultury w Radlinie

Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

 

- Anna Burda-Szostek: Minęły blisko trzy miesiące od objęcia przez Pana funkcji dyrektora MOK-u w Radlinie. Zdążył się Pan już zaaklimatyzować?

- Tomasz Miler: Nie było z tym żadnego problemu. Zostałem tu przyjęty bardzo życzliwie.

- Planuje Pan zmiany, zwolnienia wśród załogi?

- Nie będzie zwolnień, chyba że ktoś nie pracuje, albo pracuje źle. Ale i tak w takich przypadkach najpierw należy człowieka poprawić. Jeśli tego nie chce, nie ma wyjścia, trzeba go zwolnić. Zawsze trzeba jednak pamiętać, że za suchym pojęciem etatu kryje się człowiek. Jeśli chodzi o zmiany, to planuję zmianę zakresu czynności niektórych pracowników. Chcę na przykład poprawić wizerunek strony internetowej MOK-u, chcę żeby stała się ona żywa, interaktywna, a nie była tylko plakatem. I między innymi za to będzie odpowiedzialny jeden z pracowników, któremu zmieniłem zakres czynności.

- A na czym ma polegać interaktywność strony Ośrodka?

- Przykładowo, robimy koncert czy wystawę. Zazwyczaj impreza się odbywa i na tym koniec. Nie wiemy, czy dalej mamy robić takie imprezy. Sama liczba uczestników nie mówi nic na temat tego, czy impreza się podobała. Dlatego potrzebny jest portal, na którym mieszkańcy będą wyrażali swoje opinie. Jak będzie dobra strona internetowa, to od razu pójdzie kalka na facebooku. Do każdego naszego odbiorcy chcemy podejść indywidualnie, udzielić mu wyczerpującej informacji. Początkowo zapewne na takim portalu będą przeważać negatywne opinie, ale nie chodzi o to, by się tego bać. Plakaty to już przeżytek. Oczywiście i je będziemy umieszczać w gablotach informacyjnych udostępnianych nam przez miasto czy w szkołach. Ale plakat nie daje informacji zwrotnej od mieszkańców. Dlatego nowoczesna strona internetowa Ośrodka to dla mnie wyzwanie numer jeden.

- A wyzwanie numer dwa?

- To pełny program na przyszły rok. Już teraz się do tego przykładamy. Do końca bieżącego roku będzie realizowany „stary” program, bo po co go zmieniać skoro jest skonstruowany na miarę oczekiwań i możliwości, także finansowych. Nie będziemy odwoływać żadnych imprez, natomiast dojdą nowe, np. koncert jazzowy 7 września, na który udało się wygospodarować pieniądze. Chciałbym, by ten przyszłoroczny plan działań powstał do końca sierpnia br. Od przyszłego roku na pewno będziemy chcieli poszerzyć działalność pracowni warsztatowych, także modelarskiej, co do której utrzymania były wątpliwości.

- Opuszczając w czerwcu stanowisko dyrektora WOKiR-u w Mszanie powiedział Pan, że zdecydował się na udział w konkursie na dyrektora MOK-u w Radlinie, bo większy ośrodek kultury, to także większe możliwości. Czy widzi Pan już ten większy potencjał?

- W mieście dzieje się więcej, bo mieszka tu więcej ludzi i oferta kulturalna musi być szersza. W Radlinie jest też oczywiście większy ośrodek kultury. W Mszanie, gdzie pracuje 5 osób nie moglibyśmy zrobić imprezy dzień po dniu. W ośrodku w Radlinie to nie problem, pracuje tu 20 osób. W Mszanie był taki system, że wszyscy robią wszystko, tu każdy robi swoje. Dlatego oferta kulturalna może być szersza.

- Kilka razy zmieniał Pan pracę. Był Pan już m.in. dziennikarzem radiowym, redaktorem naczelnym branżowego pisma, doradcą finansowym. To z Pana taki niespokojny duch.

- Są ludzie, którzy liczą dni do emerytury, czy kalkulują, że na tej, a na tej posadzie doczekają do emerytury. Nie popieram takiej postawy. Uważam, że zawsze trzeba ciągnąć do przodu. Zawsze mówię, że nie pracuję za karę. Nie lubię zamkniętej drogi, nie lubię jak ktoś mnie ogranicza. Pracowałem kiedyś w rozgłośni zakładowej przy kop. „Pniówek”. I wyszło mi, że za mało zarabiam, że nigdy nie kupię sobie auta. Kadrowy powiedział mi, że w „widełkach”, do których należę otrzymuję najwyższą stawkę. Wtedy postanowiłem, że pójdę „na swoje” i zostałem agentem ubezpieczeniowym.

- Jakie są Pana zawodowe marzenia?

- Chciałbym zbudować wokół MOK-u społeczność ludzi, którzy będą o tym ośrodku kultury mówili: „nasz MOK”. Każdy ośrodek kultury ma swoją publiczność, a ja chcę by było to coś więcej niż tylko zasiadanie w fotelu i odbieranie tego, co ośrodek proponuje. Chciałbym, by powstała tu społeczność, czyli taka grupa ludzi, która będzie współtworzyć repertuar, chociażby przez wyrażanie opinii na temat działalności placówki. Tacy ludzie przyjdą do nas nawet po słabym spektaklu, czy imprezie. Przyjdą, wytkną, ale i pomogą, bo będą się czuli związani z MOK-iem. I właśnie taka społeczność mi się marzy.

- Dziękuję za rozmowę.

Tomasz Miler ma 54 lata, mieszka w Popielowie. Jest absolwentem Wydziału Nauk Społecznych UŚ w Katowicach o specjalizacji dziennikarstwo radiowe. Pracował m.in. w Radiu Katowice, był kierownikiem rozgłośni zakładowej przy kop. „Pniówek”, redaktorem naczelnym „Wspólnych Spraw” – biuletynu Zarządu Głównego Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Górnictwa, doradcą finansowym w towarzystwie ubezpieczeniowym, do czerwca 2012 r. - dyrektorem WOKiR-u w Mszanie.