środa, 27 stycznia 2021

imieniny: Angeliki, Przybysława, Ilony

RSS

Egzorcyści: Szatan nas nie lubi, bo psujemy mu robotę...

28.06.2012 23:20 | 57 komentarzy | acz

– Diabła nie należy się bać, ale dziś jego największym sukcesem jest fakt, że ludzie go lekceważą. Dzięki temu może swobodnie działać, a w działaniach tych jest niestety nieobliczalny – mówi ksiądz Janusz Czenczek, egzorcysta i penitencjarz katedralny katedry gliwickiej

Egzorcyści: Szatan nas nie lubi, bo psujemy mu robotę...
Ksiądz Michał Woliński przy łóżku, do którego dla bezpieczeństwa przywiązuje się osoby w najcięższych stanach
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Położony w centrum Gliwic nowoczesny budynek tonie w cieniu katedry. Wąski chodnik, wciśnięty pomiędzy ciasny parking a przykościelny skwer, to najkrótsza droga do pobliskiej przychodni. Co jakiś czas ktoś z  tłumu odłącza się i znika w automatycznych drzwiach diecezjalnego budynku. Też chorzy, ale duchowo. –  Niech się pan nie denerwuje. Proszę sobie usiąść, ksiądz zaraz przyjdzie – mówi z nutą rutyny pan Ryszard, który jest tu szatniarzem. Nie siadam bo spędziłem godzinę w aucie, nie powiem mu również, że przyjechałem do księdza jako dziennikarz, a nie jako osoba z problemem. Zresztą pewnie i tak by nie uwierzył. Tłumaczy się prawie każdy. Wchodzę więc jak wszyscy.

Tłumy w potrzebie
– Mam swoich pacjentów, tyle że leczę dusze. Mamy godzinę – mówi z uśmiechem ksiądz Janusz Czenczek, ustawiając w tablecie przypomnienie o końcu spotkania. – Ludzi, którzy potrzebują pomocy jest coraz więcej i dlatego muszę umiejętnie gospodarować czasem. Przyjmuję od ośmiu do dziewięciu osób dziennie. Więcej nie jestem w stanie  – dodaje. Kiedy w 2002 r. ksiądz Czenczek otrzymywał od biskupa Jana Wieczorka dekret, był jednym z pierwszych egzorcystów ustanowionym w Polsce. Dziś ich liczba zwiększa się, bo i ludzi z problemami jest więcej.

Przez dziesięć lat gliwicki duchowny pomógł setkom osób. Mimo, iż w diecezji zajmuje się tylko egzorcyzmami, na spotkanie z nim trzeba czekać co najmniej dwa tygodnie. – Nie wszystkie osoby, którymi się zajmuję są  w rozumieniu Kościoła katolickiego opętane. To jest jak w medycynie, niekoniecznie te same objawy muszą oznaczać to samo schorzenie. Najtrudniejszą sprawą jest kwestia rozeznania, czy jest to rzeczywiście działanie demona, czy np. choroba psychiczna, a może kwestia złożona pół na pół. Są osoby, z którymi wystarczy się kilka razy spotkać i problem mija, mam też takie, nad którymi się modlę już szósty rok – tłumaczy.

Poza posługą egzorcysty ksiądz Janusz Czenczek jest również penitencjarzem katedralnym, czyli posiada zezwolenie na rozgrzeszanie w sferze grzechów i kar zastrzeżonych dla biskupa. – Wiele osób, najczęściej pod wpływem filmów, ma mylne wyobrażenie o mojej posłudze egzorcysty, że ja gdzieś  z rozwichrzonym włosem ganiam się z szatanem po jakimś pomieszczeniu. Oczywiście dzieją się i takie sytuacje, które nazywamy fachowo manifestacją złego ducha. Tego niestety nie da się uniknąć, gdy np. dziewczyna podczas egzorcyzmów zaczyna biegać po ławkach w kaplicy szybciej niż można po ziemi i nagle w miejscu wykonuje zwrot o 180 stopni. Nie lubię o tym mówić, bo to margines mojej posługi. Z reguły praca z tymi ludźmi nie jest jakoś widowiskowa. Po egzorcyzmy sięgam w ostateczności. Czasem nawet nie trzeba. Im potrzebna jest rozmowa i nadzieja  – mówi jedyny egzorcysta w diecezji gliwickiej.

Tabletki na demony
Katowice. Na półpiętrze klatki schodowej starego budynku przy Wita Stwosza ze ściany uśmiecha się papież Polak. Kilkadziesiąt stopni wyżej siedziba diecezjalnego radia eM. Za jednym z biurek redaktor naczelny stacji ksiądz dr Jarosław Międzybrodzki. Człowiek mediów, ale i egzorcysta. Jeden z sześciu w diecezji katowickiej. – Jeszcze kilka lat temu egzorcyzmami zajmował się jeden ksiądz. Potem biskup wyznaczał kolejnych. Rośnie liczba ludzi, którzy potrzebują tej posługi i rośnie też świadomość  u księży. Jeszcze dziesięć lat temu słowo „egzorcysta” budziło w ludziach lęk. Dziś jest coraz więcej literatury na ten temat, są artykuły w prasie. Ludzie widząc, że mają takie a nie inne problemy, wiedzą, że mogą zgłosić się po pomoc – tłumaczy ks. Jarosław Międzybrodzki.

Kto przychodzi do egzorcysty? – Cały przekrój społeczeństwa. Od wieku poprzez płeć i wykształcenie. Od wybitnych, piastujących czasem bardzo eksponowane stanowiska, po ludzi bez wykształcenia podstawowego. Najczęściej trafiają do mnie osoby, które już oberwały, które odczuły, nieraz bardzo boleśnie skutki stanu, w którym się znalazły. Połowa ludzi, którzy do mnie przychodzą to osoby z problemami emocjonalnymi, psychicznymi, a nie duchowymi. 

Wstępną rozmowę przeprowadzam przez telefon, aby zorientować się, czy osoba nie powinna najpierw skonsultować się z psychiatrą lub psychologiem. Niektórzy już się leczą. Pytam czy tabletki pomagają. Jeśli tak, to należy je brać i koniec. Na demony tabletki nie pomogą. Rozeznanie osoby zniewolonej wymaga pewnego doświadczenia. Najprościej jest, kiedy ktoś przeżył już tzw. manifestację złego ducha, gdy np. znalazł się na spotkaniu modlitewnym. Są osoby, które nie mogą przekroczyć progu kościoła lub przystąpić do komunii św. – w takich przypadkach najczęściej nie ma wątpliwości i zaczynamy pracę z takimi osobami, nieraz bardzo długą – dodaje duchowny. W 2008 roku w radiu nagrano płytę „Demoniczne zniewolenie”,  na której ludzie opowiadają, jak wyrwali się spod władzy demonów. Wydawnictwo uzupełniają komentarze księdza Jarosława Międzybrodzkiego oraz księdza Michała Wolińskiego, również egzorcysty, z tej samej diecezji.

Biznes na diable
Ksiądz Michał Woliński przyjmuje w niewielkich Paniówkach pod Gliwicami, gdzie jest proboszczem.– Jeżdżą do mnie ludzie z Rybnika, z Wodzisławia, z całej diecezji. Nie ma jeszcze godziny 10.00, a ja już odebrałem cztery telefony od ludzi proszących o pomoc –  spogląda na zegarek. – Takie czasy. Jest więcej osób, którym trzeba pomagać, dlatego, że kiedyś sprawy, które otwierały na działanie demonów, były na marginesie kultury. Teraz w każdej kolorowej gazecie są horoskopy, ludzie zaczynają tym żyć. W telewizji są całodobowe kanały, tysiące stron w internecie, całe księgarnie ezoteryczne. Konsekwencje wchodzenia w ten z pozoru niewinny świat są dramatyczne. Ludzie trafiają na oddziały psychiatryczne, a lekarze są bezradni. Żadnych postępów mimo farmakoterapii.

To igranie z potężną siłą. Przecież układając tarota, to nie ten kawałek tektury przepowiada nam przyszłość. Pan Bóg inaczej ogłasza swoje proroctwa, a więc wybór pozostaje niewielki. Mam osobę, która przyszła do mnie będąc wcześniej trzydzieści razy hospitalizowana, przewracało ją, telepało, lekarze pisali, że to padaczka rzekoma. Tam sprawa jest jasna, bo cała rodzina zajmowała się okultyzmem i dziewczyna próbuje i chce z tego dziś wyjść. Do tej pory pracujemy razem – mówi ksiądz Michał.

Jako przykłąd podaje też rodzinę, gdzie problem ciągnie się od kilku pokoleń. Poza dorosłymi pomocy potrzebuje tam też dziecko. – Niemowlę, zupełnie nieświadome. Kiedy rozłożyłem ręce nad nim z modlitwą, zaczęło wrzeszczeć. Przypadek? Może, ale proszę zauważyć, że dzieci, którym błogosławię podczas komunii św. uśmiechają się – urywa ksiądz Michał.

Zgoda biskupa
Pierwszym egzorcystą w każdej diecezji jest biskup. To on za pomocą dekretów mianuje egzorcystów. Ci muszą wyróżniać się, zgodnie z prawem kanonicznym, „pobożnością, wiedzą, roztropnością i nieskazitelnością życia”. Za swoją posługę nie przyjmują pieniędzy.  – Mając dekret działam w imieniu i z mocą Kościoła katolickiego. Tylko wtedy korzystam z ochrony i mogę przystąpić do tzw. egzorcyzmu wielkiego czyli tego właściwego „wypędzania złego ducha”, jaki ludzie znają z filmów i kultury masowej. Księża i osoby świeckie, które na własną rękę próbują egzorcyzmować narażają siebie i osobę, której chcą pomóc na niesamowite niebezpieczeństwo – mówi ksiądz Janusz Czenczek.

Gliwicki egzorcysta pomagał zniewolonym, dręczonym i opętanym  ze wszystkich kontynentów. – Moje nazwisko łatwo znaleźć w internecie, a że zaczyna się na „C”, to jest na początku listy. Mogę pomagać ludziom na całym świecie, jeśli pochodzą z diecezji gliwickiej. Mogą też przyjechać do mnie. Z jakich dokładnie miast – nawet nie pytam. Czasem pomogę dojechać, wtedy siłą rzeczy wiem, że ktoś jedzie np. z Raciborza. Nie prowadzę ewidencji osób, którym pomagam. Boję się, żeby te informacje nie wpadły w niepowołane ręce, chodzi nie tylko o dobro duchowe osób, którym pomagam. Umawiając się, pisałem zawsze tylko imię i numer telefonu. Miałem duży problem z tym, gdy musiałem zacząć pytać o nazwisko, ale nie było wyjścia, bo miałem kilkudziesięciu Józefów i tyle samo Barbar – dodaje.

Spacyfikować demona
Każdy z księży przeprowadza egzorcyzmy w innym miejscu. – Mamy tu specjalną salkę – mówi ksiądz Michał, przekręcając klucz w kolejnych drzwiach dmu parafialnego. Pomieszczenie jest przedzielone na pół. Pozornie nic szczególnego. Po jednej stronie stół z krzesłami a na ścianie zegar. Druga część, zasłonięta meblościankami przed wzrokiem ciekawskich. Miękkie wykładziny, pod oknem stare szpitalne łóżko z pasami. Na ścianie rząd świętych obrazów. Na jednym z nich scena, na której anioł triumfalnie zwycięża demona.

– Musieliśmy przygotować to pomieszczenie ze względu na bezpieczeństwo osób, nad którymi się modlimy. Miałem już sytuację, gdy podczas manifestacji demon rzucał człowiekiem o ścianę i miotał nim po całym pokoju. Potem taka osoba cierpi fizycznie, bo jest poobijana. Skrajne przypadki wymagają przywiązywania do łóżka. Wtedy krępujemy ją, a i tak jest często potrzebna pomoc kilku osób, aby ją przytrzymać, bo zrywa skórzane pasy kiedy ją wykręca podczas modlitwy. Proszę spojrzeć, jeden przyczółek łóżka został już wykopany  – mówi duchowny wyjmując równocześnie z szafy kartonowe pudło. W środku plątanina skórzanych pasów.

– To nadludzka siła, dlatego używamy ich wielu, a i tak pękają jak sznurki. Ostatnio sprawdzają nam się pasy z samochodu, bo są przystosowane do dynamicznych naprężeń. Ich też trzeba wielu użyć, aby spacyfikować demona w danej osobie i bezpiecznie móc się pomodlić – dodaje. Ksiądz Janusz Czenczek najczęściej modli się w gliwickich kościołach i kaplicach. – Mam takie cztery miejsca, gdzie mamy zagwarantowany spokój i możemy skupić się na pomocy osobom w najbardziej skrajnych stanach – mówi duchowny.

Szatan działa
Z domu parafialnego w Paniówkach często słychać krzyk. Proboszcz wspomina mieszkańca, który spacerował pod oknami z owczarkiem niemieckim. Wilczur słysząc odgłosy z salki, położył się na ziemi i podkulił ogon. – Nic chciał się ruszyć, bo wyczuwał, że to nie krzyk ziemskiej istoty. Mężczyzna musiał go nieść do domu i dziś się śmieje, że chodzi gdzie indziej na spacery, bo  ma chory kręgosłup i nie chce już dźwigać swojego pupila.  Są takie zabawne sytuacje, ale to niewyobrażalne jak demon potrafi się wydzierać w osobie, o której uwolnienie się modlę. To krzyki na granicy bólu, gorsze niż gdyby ktoś tę osobę ze skóry obdzierał. Ludzie mieszkający wokół domu parafialnego słyszą to doskonale. Wiedzą, jaką posługą się zajmuję, ale ufają mi. Czasem tylko np. podczas kolędy pytają, czy nic nie grozi im i ich rodzinom. Tłumaczę, że nie, bo jakby co, to ja jestem pierwszą osobą, która może ucierpieć – mówi ksiądz Michał. 

Śląscy egzorcyści mówią zgodnie, że szatan nie cieszy się z faktu, że ktoś psuje mu robotę i walczy o kolejne osoby. Niektórzy mają choćby większą liczbę wypadków samochodowych niż przed posługą. – To drobne złośliwości, ale ich nie zauważamy po tylu latach. Czasem tylko podczas rekolekcji z mojej działki, czyli o pierwszym przykazaniu wysiądą wszystkie mikrofony albo zepsuje się równocześnie kilka dyktafonów. Innym razem jadąc na egzorcyzm drogą, którą znam i której pokonanie zajmuje mi 40 minut, muszę jechać 4 godziny. To normalne. Te rzeczy dzieją się i już – śmieje się ksiądz Janusz.

Człowiek jak marionetka
Ludzie, którzy przychodzą do egzorcystów to często osoby pojednane z Bogiem, ale fizycznie nękane przez demony. Po latach trwania w okultyzmie, złe duchy nie chcą się zgodzić na powrót do Kościoła. Nie mogą wejść do świątyni, cierpią przy sakramentach.

– Mam osobę, która weszła do sekty satanistycznej. Nie jest w stanie do tej pory przekroczyć progu tego domu parafialnego. Za każdym razem jest wnoszona i wynoszona. Ostatnio jest lekka poprawa bo po egzorcyzmie zaczyna się odzywać. Jeszcze nie otwiera oczu, ale już coś tam mówi. Czasem podczas samej modlitwy nic się nie dzieje. Kiedyś jedna z osób dopiero przy wyjściu rzuciła się innej do gardła. Na szczęście szybko została obezwładniona. Inni muszą być związani w aucie kiedy  do mnie jadą, bo ich ataki w pojeździe mogą zakończyć się wypadkiem. Niektóre manifestacje, czyli sytuacje gdy zły duch miota się w ciele człowieka, są autodestrukcyjne. Ludzie wyrywają sobie włosy, wbijają paznokcie, rozrywają skórę. W innych przypadkach szatan wywija człowiekiem jak marionetką nie czyniąc mu żadnej krzywdy.

– Tu, gdzie pan siedzi, siedziała kiedyś kobieta z mężem. W pewnym momencie coś tak gwałtownie ją zgięło, że uderzyła w blat omal go łamiąc. Myślałem, wstrząs mózgu to minimum. Pod koniec modlitwy nie miała nawet śladu. Bywają sytuacje kuriozalne. Przyjeżdżał do mnie młodzieniec, który na czas egzorcyzmów musiał się przebrać. Pierwszy raz widziałem, jak człowiek kręci się na samych plecach,  jak wirnik. Można było się tylko odsunąć, aby swobodnie wywijał nogami rękami. Po wszystkim odzyskiwał świadomość i jechał do domu. Sytuacja powtarzała się wielokrotnie. Kilka lat modlitw – zamyśla się ksiądz.

Gestapo w piwnicy
– Jedną z najmłodszych osób, nad którą  się modliłem, był dziesięcioletni chłopczyk. On nie był świadomy jeszcze swoich działań, ale został przeklęty przez ojca w łonie swojej matki. To co widzimy w horrorach to bajka dla dzieci przy tym, co działo się w tej rodzinie. Słowo ma swoją konkretną moc, z której nie zdajemy sobie bardzo często sprawy. Kiedy błogosławimy, sprowadzamy Boga i prosimy Go o potrzebną łaskę dla tej osoby, natomiast kiedy przeklinamy lub złorzeczymy otwieramy tę osobę na działanie złego – mówi egzorcysta diecezji gliwickiej.

Przekląć można również miejsce. Egzorcyści są wzywani zarówno do jednorodzinnych domów, jak i do nowoczesnych biurowców w centrach śląskich miast. –  W jednej z miejscowości dzwonią do mnie osoby, bo w części domu dzieją się dziwne rzeczy. Młoda niewiasta parę lat po ślubie sześć razy już poroniła. Rodzina prosiła o pomoc, bo odkryli, że w piwnicach gestapo miało swoje miejsce przesłuchań i być może było tam miejsce mordów.  Inny przypadek z naszej diecezji to rodzina, która podczas budowy odkryła w ziemi kości, ale szybko je uprzątnęła. Po latach w domu zaczęło się źle dziać, lokatorów spotykały różne przykre historie. Przyznali się do tych kości – wspomina ksiądz Woliński.

Nie mam koszmarów
– Czy się boję? Jestem pewien, że gdyby nie łaska Boża, już bym z panem tu nie rozmawiał – mówi ksiądz Jarosław. – Egzorcysta to nie jakieś specjalne święcenia, tylko po prostu dekret biskupa. Nie każdy ksiądz się do tego nadaje. Sporo księży, którym arcybiskup zaproponował posługę egzorcysty, odmówiło i mieli  do tego prawo – dodaje. Ksiądz Janusz Czenczek został już kilkanaście razy uderzony, popluty, a jadąc na egzorcyzm zabiera drugą parę wysłużonych okularów. Na wszelki wypadek, bo już niejedna para została rozbita. – Nie mam problemów ze snem – śmieje się.


– Staram się rozdzielić czas na moją posługę i na wypoczynek. Niestety, nie wszystko spływa po mnie, jak po kaczce. To nie jest tak, że zostawiam teczkę, a z nią wszystkie emocje – przyznaje w rozmowie.  – Podczas egzorcyzmów niejednokrotne słyszę różnego rodzaju groźby, ale Bóg nade mną czuwa i jeszcze chodzę po tej ziemi. Ważna, nie do przecenienia jest także modlitwa, którą w mojej intencji zanoszą setki ludzi – wielu chorych w tej intencji ofiaruje swoje cierpienie. To pomaga. Piękną sprawą są tak zwane Margaretki a także Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów (inicjatywa młodych internautów). Jest potrzeba wielkiej, nieustannej modlitwy w intencji wszystkich kapłanów – mówi egzorcysta.

Rozmowa z diabłem
Często o władzę nad człowiekiem walkę toczy kilka sił równocześnie. – Kim są? To upadłe anioły, demony, diabły czyli  duchy, które zbuntowały się i wypowiedziały posłuszeństwo Bogu. Są duchy zbrodniarzy i sprzed kilkuset lat, ale zdarzają się  i nazwiska z czasów drugiej wojny światowej. Przywołane choćby podczas niewinnego z pozoru wywoływania duchów nie chcą odejść, bo mają za sobą doświadczenie cierpień w piekle. Zauważam po latach, że jest pomiędzy tymi demonami chaos, ale i jakaś hierarchia. Jeden drugiemu rozkazuje.

Są duchy potężniejsze i słabsze. Czasem nawzajem nazywają się tchórzami, bo któryś tam uciekł pod wpływem egzorcyzmu. Patrzymy na tę osobę i nawet nie wiemy co się w niej wewnątrz dzieje. Bo człowiek to nie tylko ciało i psychika, ale i dusza – mówi proboszcz z Paniówek.

Egzorcyści wspominają również przypadki, gdy podczas modlitw osoba nieznająca żadnego języka obcego poprawiała końcówki gramatyczne w łacinie księdza. – Osobie opętanej często zmienia się głos, bluzga i grozi. Nie wymienia jednak imienia Boga, używa tylko zwrotów „twój pan”, „on” lub „ona”. Nie słucham co mówi, bo wychodzę z założenia, że szatan to kłamca. Czasem jednak muszę sprawdzić, co osoba w transie napisała na kartce. Później się okazuje, że  pozorny bełkot to zapisane klucze henofiańskie z biblii szatana i proszę sobie wyobrazić, że nie ma tam najmniejszego błędu. Tę wiedzę ma demon, który pisze jej ręką. To są namacalne sprawy, kartki, które po modlitwie zostają  – przekonuje. Zdarza się również, że uwolnienie następuje bez żadnych sensacyjnych symptomów i jest wynikiem wewnętrznej przemiany człowieka.

Krzyż od papieża
Nie ma dwóch takich samych przypadków – mówią zgodnie śląscy egzorcyści. Modlitwa raz trwa kilkadziesiąt minut, innym razem wiele godzin. Ksiądz Woliński do dziś wspomina czerwcową modlitwę nad opętanym, która trwała do czwartej w nocy. Jeśli w obrzędzie bierze udział więcej osób, całość zaczyna się od wspólnej modlitwy. Jedni księża zaczynają od litanii, inni od różańca.

– Każdy ksiądz inaczej do tego podchodzi, ale trzeba się trzymać głównych kanonów – ksiądz Czenczek pochyla się i sięga do teczki. „Egzorcyzmy i inne modlitwy błagalne” – po wytartej, wydanej w 2001 roku fioletowej księdze widać, że była otwierana tysiące razy. – Mam cały zestaw. Jest fioletowa stuła – to podstawa, kropidło i krzyż św. Benedykta. To szczególny krzyż, bo błogosławił i miał go w ręce Jan Paweł II – mówi wyjmując ze zgrabnego pokrowca kolejne przedmioty.

Obrzędy egzorcyzmów przewidują użycie soli i wody egzorcyzmowanej. W starym obrzędzie, który formalnie nie został zakazany, stosuje się jeszcze olej egzorcyzmowany. – Jeśli zachodzi potrzeba i są np. potrzebne większe ilości prosi się rodzinę o sól, wodę i olej, i można go egzorcyzmować na miejscu – mówi zamykając etui.

Egzorcysta z Boguszowic
Część egzorcystów nie chce rozmawiać z dziennikarzami o swojej posłudze. Taką postawę prezentuje między innymi ksiądz dr Krzysztof Grzywocz z diecezji opolskiej. – Możemy rozmawiać na inne tematy, ale temat egzorcyzmów moim zdaniem nie powinien być nagłaśniany. Ta posługa powinna być wykonywana bez rozgłosu –  tłumaczy. Mimo tego, również w jego diecezji przybywa pracy dla egzorcystów, a biskup opolski powołał 3 kwietnia kolejnego egzorcystę, który ma odciążyć księdza Grzywocza. W Wielki Czwartek otrzymując dekret, został nim oficjalnie ksiądz Daniel Leśniak.

– Zawsze mamy wątpliwości, czy powinno się o tym mówić, ale chyba dziś problem jest na tyle duży, że trzeba ludzi ostrzegać. Kiedyś te sprawy próbowano tłumaczyć na zasadzie choroby psychicznej. Ale nawet wówczas część osób korzystała już z pomocy księdza Mariana Piątkowskiego, nestora egzorcystów w Polsce. W naszej diecezji pierwszym stałym egzorcystą był ksiądz dr Marek Drogosz, kapłan z rybnickich Boguszowic, który w 2003 roku zginął tragicznie w wodach Bałtyku. Ja w sumie zostałem powołany przez biskupa do pomocy księdzu Markowi, bo już nie dawał rady.

Pamiętam jaki był przemęczony, czasem nawet nie był w stanie prowadzić samochodu. Ja też po jego śmierci poprosiłem biskupa o pomoc. Tyle było osób wymagających pomocy. Pamiętam jak dziś, że doprowadziłem się do takiego stanu, że z przemęczenia nawet goliłem się siedząc. Wszyscy wierzymy głęboko w Boga, ale te przeżycia i emocje, których doświadczamy organizm często nie jest w stanie przetworzyć fizjologicznie – tłumaczy ksiądz Michał.

Bez egzorcysty nie wrócą
Na dzień dzisiejszy w Polsce działa 118 księży, którzy otrzymali odpowiedni dekret i mogą wykonywać posługę egzorcysty. – Jest również około dwudziestu księży kandydatów do tej posługi, którzy jeszcze dekretu nie otrzymali. Liczba ta dość gwałtownie wzrastała w ostatnich latach, jednak wydaje się, że dziś zaczyna się powoli stabilizować – mówi nam ksiądz prałat Andrzej Grefkowicz, koordynator egzorcystów w Polsce.

– Naturalnie są diecezje gdzie nadal przybywa egzorcystów, jednak jest to związane najczęściej z faktem, że wielu księży zajmuje się egzorcyzmami równocześnie z wykonywaniem innych funkcji stąd mianuje się kolejne osoby. Zdarza się również, że potrzeba zwiększenia wynika z problemów związanych z okultyzmem na danym terenie, gdzie więcej osób może wymagać pomocy. Nowy Rytuał odprawiania egzorcyzmów, czyli formuła opracowana przez Stolicę Apostolską, uwrażliwił też część biskupów na problem, który jest jak  najbardziej realny. Rośnie świadomość czym jest okultyzm i jakie mogą być jego skutki. Dziś wiadomo, że to co jeszcze kilkadziesiąt lat temu próbowano tłumaczyć chorobą psychiczną, niekoniecznie nią musi być. Egzorcyści mają coraz więcej pracy, bo rośnie zainteresowanie okultyzmem i magią, a ludzie w swoim życiu coraz częściej zwracają się ku złu. Powrót do Kościoła jest często niemożliwy bez pomocy kapłana egzorcysty – dodaje.

Adrian Czarnota