Czwartek, 28 stycznia 2021

imieniny: Walerego, Radomira, Tomasza

RSS

Epidemia koronawirusa:

Dariusz Kujawski: Sala operacyjna pociąga mnie od zawsze

26.09.2011 15:28 | 18 komentarzy | red

Kiedy wygrałem konkurs część załogi rozważała zmianę miejsca pracy. Przekonałem ich do dalszej współpracy – mówi nam nowy kierownik oddziału ginekologiczno-położniczego raciborskiego szpitala.

Dariusz Kujawski: Sala operacyjna pociąga mnie od zawsze
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

– Dlaczego zdecydował się pan starać o stanowisko szefa oddziału w Szpitalu Rejonowym w Raciborzu?

– Jestem od lat związany z ziemią raciborską. Mieszkam w Rudach i mam wielu znajomych wśród miejscowych lekarzy. Choć aktywność zawodową wiązałem dotąd z Rybnikiem i Wodzisławiem, to na gruncie towarzyskim czy spotkaniach naukowych utrzymywałem kontakty z raciborskimi lekarzami i znałem sytuację tego oddziału. Gdy dowiedziałem się o konkursie postanowiłem w nim wystartować.

– Czym przekonał pan przyszłego pracodawcę do swojej kandydatury?

– Już sam fakt, że jestem z zewnątrz mógł mieć duże znaczenie, może chciano dać szansę komuś takiemu, komuś z innym spojrzeniem. Ale do konkursu przystępowałem daleki od pewności, że wygram.

– Poproszę o krótką charakterystykę zawodową.

– Przez długie lata byłem związany ze szpitalem w Rybniku. Od 1984 roku, gdy skończyłem Śląską Akademię Medyczną. Byłem tam związany stałą umową wpierw z miejską placówką, a pózniej wojewódzkim szpitalem specjalistycznym. Na krótko spróbowałem sił w lecznictwie otwartym, ale ten kierunek mi nie do końca odpowiadał. W 2004 roku zaproponowano mi stanowisko zastępcy ordynatora w szpitalu w Wodzisławiu, które przyjąłem i 7 lat tam zostałem. Mam zatem świadomość zarządzania takim oddziałem jak raciborski.

– I jeszcze parę słów o rodzinie.

– Mam 51 lat i żonę, która jest lekarzem, specjalistą chorób płuc. Pracuje w Rybniku. Jestem ojcem dwóch dorosłych synów, obaj pracują w swoich zawodach. Ponadto od miesiąca jestem szczęśliwym dziadkiem. Synowa urodziła na Gamowskiej, to był poród w wodzie.

– Dlaczego został pan lekarzem ginekologiem?

– Zawsze chciałem nim być. Specjalizacje zabiegowe podobały mi się na studiach najbardziej. Co prawda na początku rozważałem między ortopedią, chirurgią a ginekologią, ale już pod koniec studiów wykrystalizowało się, że ta ostatnia jest dla mnie. To mi się podobało. Porodówka – tu rodziło się życie, jest więcej optymizmu, wyjście ze szpitala ma szczęśliwe zakończenie. Bo są oddziały gdzie spotyka się tylko ze smutkiem i tragedią ludzi.

– Jak długo prowadzi pan prywatną praktykę? Czy miewał pan pacjentki z tego powiatu?

– Prywatną praktykę mam od lat 90-tych. Owszem, zdarzały się pacjentki z Raciborszczyzny, ale nie było ich wiele. Ciekawostką jest, że odnotowuję ostatnio całe grupy pacjentek, które mówią, że odbierałem ich poród, że to już drugie pokolenie porodowe. Mówią mi, że to ja przyjąłem je na świat. Albo ktoś mnie zaczepia przy okazji i opowiada o karierze dziecka, którego poród odbierałem. To bardzo miłe.

– Po raz pierwszy w karierze jest pan samodzielnym szefem. Nie ma pan obaw, czy sobie poradzi?

– Trochę się boję, ale to takie zdrowe poczucie strachu. Ktoś kto się nie boi, nie jest osobą odpowiedzialną. Myślę, że sprostam nowemu wyzwaniu.

– Problemem tego oddziału była mała liczba porodów w minionych latach. Przyszłe mamy z Raciborszczyzny wolały rodzić gdzie indziej. Pan to zmieni?

– Zależy mi na tym, żeby to zmienić i to jak najszybciej. Moje wysiłki zmierzają w tym celu aby zmienić wizerunek oddziału, tak by pacjentki chciały właśnie tutaj rodzić i aby były usatysfakcjonowane opieką nad nimi i ich dziećmi.

– Co sądzi pan o zespole, którym zawiaduje? Przyszło panu pracować m.in. z konkurentem w konkursie o etat kierowniczy (Marceli Klimanek–red.)?

– Pracuję na tym oddziale od 3 miesięcy i poznaję dopiero moich współpracowników. Czas pokaże jak będzie, ale ja chcę aby nasza współpraca układała się pomyślnie, również z doktorem Klimankiem. Zależy mi także na dobrych, wzajemnych relacjach z ginekologami spoza oddziału pracującymi w Raciborzu i okolicy. 

– Został pan kierownikiem, a nie ordynatorem oddziału. Czy to panu nie przeszkadza?

– To coraz bardziej powszechna zmiana, głównie nomenklaturowa. Wcześniej ordynatorzy wyłaniani byli w Izbach Lekarskich. W takim trybie mi się nie powiodło. Startowałem wówczas na stanowisko ordynatora w Rybniku. Tam spotkałem lekarza, który później został szefem oddziału w Wodzisławiu i zadzwonił do mnie z propozycją bym stał się jego zastępcą. Widać warto było pojechać na ten konkurs.

– Kogo wyznaczył pan na swego zastępcę?

– Doktora Marka Kaczora, który był dotychczasowym zastępcą na oddziale.

– W załodze jest parę pań, a ten zawód wydaje się bardzo męski. Jak panu współpracuje się z kobietami przy porodach?

– Bardzo fajnie. W stałym zatrudnieniu są u nas dwie panie doktor: Renata Kowalewska i Aneta Łowicka, a także współpracuje z nami Maria Dyrszka. Z dwiema pierwszymi najczęściej operuję, bo chcę przekazać im coś nowego. I ja miałem takiego nauczyciela kiedyś i utrzymuję z nim kontakt do dziś. Dwa razy w tygodniu przyjeżdża tu doktor Maciej Rogoszewski, emerytowany ordynator z Rybnika.

– Czy wyposażenie szpitala jest na wystarczającym poziomie, by podołać wyzwaniu zwiększenia liczby porodów?

– Jest dobre, ale aparat USG jest nieco wysłużony. Dyrekcja obiecuje, że go wymieni. Potrzebny jest taki, by wskazywał przepływy dopplerowskie. Lekarz musi mieć warunki do oceny płodu, określenia jaki jest jego dobrostan. Przypuszczam, że kwestią najbliższych tygodni będzie sprowadzenie nowego USG na oddział.

– Czy w pańskim oddziale na pomoc mogą liczyć pacjentki z problemami ponadstandardowymi?

– Oddział jest przygotowany, aby radzić sobie z trudnościami, bo jego potencjał jest bardzo duży. Uważam, że nie do końca wykorzystywany. Chciałbym zwiększyć liczbę miejsc referencyjnych, bo jest zainteresowanie młodych lekarzy pracą w Raciborzu. Pod koniec roku młoda pani doktor dołączy do zespołu. Parę osób z zewnątrz doszło na umowy kontraktowe. Liczba specjalistów zwiększyła się ostatnio na oddziale. Chciałbym to wciąż powiększać, bo ważna jest liczba osób szkolących się. Dobrze byłoby podnieść stopień referencyjności.

– Ostatnio rodzi się dużo wcześniaków. Czy potraficie przyjąć je w należytych warunkach?

– Tak, mamy dobry zespół neonatologów (pediatrów zajmujących się noworodkami). Rzadko trzeba jakiegoś noworodka odsyłać do ośrodka o wyższym stopniu referencyjności.

– Co planuje pan uczynić w najbliższej przyszłości na oddziale?

– Chciałbym zwiększyć liczbę porodów. Planuję mniej cięć cesarskich, bo lepsze jest wrogiem dobrego. Fizjologiczny poród dla matki i noworodka jest lepszy i choć moda cięć na żądanie wciąż istnieje, to uważam, że muszą być ku temu przesłanki medyczne. Tu nie można naciągać tych wskazań. „Cesarki” to zabiegi operacyjne obciążone statystycznie dużo większym ryzykiem powikłań. To nie do końca jest droga na skróty, bo nie poprawia się natury. Dla noworodka przejście przez kanał rodny jest korzystniejsze niż nagła dekompresja i wyciągnięcie go.

– Czy poszerzy się oferta usług na oddziale?

– Już nawiązałem kontakt z urologiem doktorem Jackiem Madejskim, z którym chcemy dokonywać operacji z zakresu uroginekologii. To coś z pogranicza dwóch specjalizacji. Chcemy pomóc kobietom, które cierpią na nietrzymanie moczu. Współczesna medycyna oferuje pewne możliwości lecznicze.

– Co pan sądzi o tym, że na macierzyństwo decydują się coraz dojrzalsze kobiety?

– Tak kobiety układają sobie dziś życie. Istnieją możliwości diagnostyki prenatalnej i ja mam wiele takich pacjentek. Czasem pytają mnie, co myślę o tym by zaszły w ciążę. Odpowiadam, że to nie jest duży problem i namawiam by to robiły. Jestem po to by im pomóc. Choć faktycznie optymalny okres by rodzić dzieci to przedział od 17 do 35 roku życia.

– Jakich zagrożeń powinna się spodziewać ginekologia w regionie?

– Niestety średnia wieku lekarzy w Polsce się podwyższa i odczuwamy to również tutaj. Pamiętam lata gdy absolwentów pojawiało się na oddziałach więcej, robili staże. Teraz preferują wyjazdy za granicę. Musimy zwiększać liczbę miejsc rezydenckich, bo skorzystają na tym pacjentki. Wiem, że dyrekcja jest tym zainteresowana.

Rozmawiał Mariusz Weidner