Poniedziałek, 21 stycznia 2019

imieniny: Agnieszki, Jarosławy, Epifaniego

RSS

Mularczyk do Wojnara

13.09.2010 12:59 | 28 komentarzy | e
Publikujemy list otwarty posła na Sejm RP Arkadiusza Mularczyka do przewodniczącego Rady Miasta w Raciborzu Tadeusza Wojnara, radnych oraz do wszystkich raciborzan, będący odpowiedzią na słowa skierowane pod jego adresem: „Mularczyk nie jest raciborzaninem i nie ma wstępu do Raciborza”.
Mularczyk do Wojnara
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas
List Otwarty

Pan Przewodniczący Rady Miasta Tadeusz Wojnar,

Szanowni Radni Miasta Racibórz,  Raciborzanie

Śledząc bieżące wydarzenia opisywane na internetowych stronach Raciborza oraz lokalnych portalach informacyjnych, ze zdumieniem i zażenowaniem przeczytałem, że decyzją Pana Przewodniczącego Rady Miasta Tadeusza Wojnara nie jestem już rodowitym Raciborzaninem, a nawet nie mam wstępu do mojego rodzinnego miasta. Eksplozja nienawiści i słownej agresji wobec mojej skromnej osoby bynajmniej spowodowana byłą krzywdą, jaką wyrządziłem panu Wojnarowi lub komuś z jego bliskich. Pan Wojnar uczynił mnie banitą, gdyż sprzeciwiłem się działaniom obecnego Komendanta Straży Granicznej zmierzającym do likwidacji Karpackiego Oddziału Straży Granicznej w Nowym Sączu. Nie wiedzieć czemu pan przewodniczący Tadeusz Wojnar zinterpretował historię w sposób iście dialektyczny, czyli, że skoro jestem „za”, to automatycznie muszę być też „przeciw”.

Stając w obronie nowosądeckiego garnizonu, posługiwałem się wyłącznie argumentami merytorycznymi, odkładając na bok społeczne emocje i polityczne uprzedzenia. Nigdy też nie sformułowałem tezy, że reforma strukturalna SG powinna dokonać się kosztem jednostki w Raciborzu. Dla przypomnienia dodam, że wśród głównych racji przemawiających za pozostawieniem w Nowym Sączu placówki SG, prócz pięknych i długich tradycji wojskowych, których symbolem stał się 1 Pułk Strzelców Podhalańskich, były takie względy jak:

1.    Obowiązek pozostawienia jednej jednostki, obsługującej i zabezpieczającej pogranicze polsko – słowackie.
2.    Szeroki zakres inwestycyjny, na który składały się rozbudowa oraz modernizacja infrastruktury, logistyki i wyposażenia KOSG w Nowym Sączu, na łączną kwotę 43 milionów złotych w ostatnich 3 latach,
3.    Optymalne w stosunku do realizowanych zadań położenie geograficzne jednostki,
4.    Racje społeczne uwarunkowane wysokim wskaźnikiem bezrobocia oraz niewielkimi możliwościami wchłonięcia przez lokalny rynek pracy pracowników cywilnych i mundurowych.

Broniąc konieczności pozostawienia oddziału SG w Nowym Sączu nigdy, ani przez moment, nie stanąłem na pozycji podważającego sens i rację istnienia podobnej jednostki w Raciborzu. Nie mam, też w zwyczaju traktować swej Małej Ojczyzny, jak politycznej synekury, czy feudalnego lenna zarządzanego przez rozbudowany system wasali i popleczników, stworzony do rozdawnictwa stanowisk i czerpania zeń osobistych profitów. Takie myślenie towarzyszy raczej moim adwersarzom, a dowodem na swoistą prywatę i panujący w ich szeregach koleżeński nepotyzm są wypowiedzi, które możemy odnaleźć na łamach tych samych wiadomości lokalnych:
„Pozostawienie Śląskiego Oddziału to jednak nie do końca efekt analizy przesłanek za i przeciw, ale konsensu w Platformie Obywatelskiej. Zwolennikiem włączenia raciborskiej struktury pod Kłodzko był marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna, poseł z Dolnośląskiego. - Heniu mu się mocno naraził - nie kryje prezydent Lenk. Za Siedlaczkiem stanęli bowiem inni śląscy posłowie i samorządowcy. Mówiono, że nie wolno robić czegoś takiego w regionie, gdzie PO ma dobry wynik wyborczy (...) Padła propozycja, by zwiększyć rangę Śląskiego Oddziału kosztem Karpackiego z Nowego Sącza. Racibórz miał mieć nawet pod sobą słynną orkiestrę reprezentacyjną w podhalańskich strojach. Dlaczego? Bo PO chciała pokazać swoją siłę mocnemu na Nowosądecczyźnie PiS-owi. (…) Mając większość rządzący nie potrafią sobie poradzić z opozycją, a to świadczy o słabości władzy - podsumował Wojnar.”
Jak widać początkowe studium reorganizacji jednostek SG wzdłuż południowej granicy państwa nie dotyczyło Nowego Sącza. Kiedy okazało się, że w grę wchodzi partykularny interes działaczy PO z Górnego i Dolnego Śląska, obawiających się utraty osobistych wpływów i osłabienia politycznego zaplecza, ciemne chmury, nieoczekiwanie, zaczęły gromadzić się nad komendą SG w Nowym Sączu. Rozpalony w ten sposób polityczny ogień, nadawał się idealnie do upieczenia dwóch pieczeni naraz: zachowania wyborczego status quo na Śląsku i podkopania pozycji PiS na Sądecczyźnie.

Pomimo zawirowań, być może nie zawsze potrzebnych i zrozumiałych dla opinii publicznej, cieszę się, że zarówno rząd jak i komenda główna SG odstąpiły od projektu likwidacji strażnic w Nowym Sączu i Raciborzu. Niezależnie od ich przyszłego losu uważam, że strategiczne decyzje dotyczące tak newralgicznych kwestii jak bezpieczeństwo państwa i gwarancja stabilnego bytu Polaków, wymagają rozważnych, przemyślanych i dalekowzrocznych decyzji, podpartych rzetelną analizą i merytoryczną oceną. Powinny one uwzględniać wszystkie aspekty i przesłanki za wyjątkiem tych politycznych.

Szanowny Panie Przewodniczący,

Z ubolewaniem przyjąłem Pańskie słowa skierowane pod moim adresem, o tym, że „Mularczyk nie jest Raciborzaninem i nie ma wstępu do Raciborza”. Jako humaniście przychodzi mi na myśl tylko jedna paralela. Cesarz rzymski imieniem Kaligula uczynił swego konia senatorem, a zamierzał także konsulem. Wprowadzał go nawet na posiedzenia senatu, nakazując pozostałym obecnym oddawanie czworonogowi tytularnego hołdu i czci. Nie będę snuł dalej tego wątku i pozostawię go inteligencji odbiorców. Jednak głęboko wierzę, że pozostali radni prezentują daleko inny typ finezji, subtelności i kultury osobistej niż Pan. Pańskie słowa są prymitywne i nikczemne. Uwłaczają nie tylko mojej osobie, ale nader wszystko Radzie Miasta, którą Pan jako przewodniczący ma zaszczyt reprezentować. Swoimi nieprzemyślanymi wypowiedziami kompromituje Pan nie tylko siebie i majestat mego rodzinnego Raciborza, ale przynosi Pan ujmę oraz wstyd wszystkim mieszkańców, którym ten rodzaj „ulicznego” żargonu, by nie rzez prostactwa, wydaje się obcy, niezależnie od och osobistych sympatii czy antypatii. Zapewniam Pana, że nigdy nie przestałem czuć się Raciborzaninem. Jak tysiące mych rodaków, których serce rozdarte jest między różnymi miastami czy nawet kontynentami, nie wyrzekłem się miejsca, w którym przyszedłem na świat i spędziłem najpiękniejsze lata dzieciństwa i młodości. Mogę Pana zapewnić, że często powracam myślami do raciborskich krajobrazów i z nostalgią wspominam swych dawnych kolegów i przyjaciół. Los sprawił, że ścieżki życiowe zaprowadziły mnie w równie piękne strony, pomiędzy Lachów i Górali. Tu w Nowym Sączu przyjęto mnie z otwartymi ramionami i nigdy nie usłyszałem od tych ludzi, że jestem dla nich obcy. Wprost przeciwnie. Może nikt tak jak Sądeczanie nie rozumie, czym jest emigracja, konieczność opuszczenia rodzinnego domu, rozłąka i tęsknota za najbliższymi. Zapewniam Pana, że mógłby się Pan nauczyć od nich wiele, w szczególności zaś gościnności, pokory, skromności a przede wszystkim pracowitości, także tej w służbie drugiego człowieka. Sądeczanie to ludzie, w których szacunek i honor stapia się w nieodłączną całość. Te cnoty nigdy nie pozwoliłyby na głośne wyrażenie takiej pogardy wobec drugiego człowieka, jakie zademonstrował Pan w stosunku do mnie. To, co tak łatwo przyszło Panu na język, Sądeczanom nie przyszłoby nawet do głowy. I mogę Pana zapewnić, że to nie Pan, niczym udzielny książę, decydował będzie, kto może przyjechać do Raciborza, a kto się ma z niego wynosić. Czasy Bolesława Rogatki minęły bezpowrotnie i pora najwyższa się z tym pogodzić.

Z poważaniem

Poseł na Sejm RP

Arkadiusz Mularczyk