Poniedziałek, 6 lipca 2020

imieniny: Dominiki, Gotarda, Agrypiny

RSS

Rodzina Katyńska w Republice Czeskiej uczci pamięć 479 ofiar

07.04.2010 11:05 | 6 komentarzy | e
OSTRAWA. W tym roku upływa siedemdziesiąt lat od zbrodni katyńskiej i dwadzieścia lat od chwili, kiedy to do tego przestępstwa przyznał się oficjalnie Związek Radziecki. Oznaczało to przełom w poszukiwaniach ofiar nie tylko w Polsce, ale i w ówczesnej Czechosłowacji. Tu tym tematem zajął się historyk Instytutu Śląskiego Czeskiej Akademii Nauk w Opawie Mečislav Borák. Publikujemy wywiad z nim.
Rodzina Katyńska w Republice Czeskiej uczci pamięć 479 ofiar
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas




Dzisiaj Mečislav Borák jest profesorem na tamtejszym Uniwersytecie Śląskim i nadal bada losy ofiar Katynia. Jest też jednym z autorów godzinnego filmu dokumentalnego „Zbrodnia zwana Katyń”, cieszącego się nadzwyczajnym zainteresowaniem czeskich widzów. Film otrzymał wiele nagród, m.in. niezależną nagrodę za wyjątkowe dokonania w kinematografii Andreja Stankowicza (w 2007 r.), nagrodę za najlepszy czeski dokument w dziedzinie nauk humanistycznych i społecznych na 42 roczniku Festiwalu Academia Film w Ołomuńcu czy Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu Telewizyjnym w Barze w Czarnej Górze.

Co było zaczynem Pańskiego zainteresowania sprawą zbrodni katyńskiej?

Znałem parę ówczesnych propagandowych publikacji niemieckich, polskich i czeskich, ale prawdziwe wyobrażenie o tym, co wydarzyło się w Katyniu mogłem wyrobić sobie tylko na podstawie emigracyjnych i nielegalnych druków, które od czasu do czasu przywoziłem z Polski. Na początku lata 1989 artykuły pojawiły się w radzieckim dzienniku „Moskovskije novosti”, który można było kupić w Ostrawie. Nie wierzyłem własnym oczom. Gennadij Żaworonkow tam zupełnie otwarcie twierdził, że w Katyniu mordowali funkcjonariusze organów bezpieczeństwa władzy radzieckiej, a to twierdzenie podbudowywał wieloma argumentami. Wtedy i w ZSRR odzywała się „glasnosť“, ale w Czechosłowacji mówienie o tej sprawie było objawieniem. Zacząłem gromadzić wszystkie informacje, na które natrafiłem, a więc w momencie upadku reżimu komunistycznego miałem już wyrobione pojęcie o tym, co wydarzyło się w Katyniu.

Co Pana zainteresowało w sprawie katyńskiej?

Jako historyk interesowałem się niemiecką okupacją czeskich ziemi i oczywiście natrafiłem na losy Polaków ze Śląska Cieszyńskiego (Zaolzia), którzy pod koniec lata 1939 zostali zmobilizowani do polskich sił zbrojnych, a potem zniknęli bez śladu. Nazwiska niektórych z nich pojawiły się nawet na pomniku II wojny światowej w Hrabyni. Kusiło mnie, by stwierdzić, jak to właściwie było...

Co było pierwszym efektem Pańskiego dochodzenia?

Stwierdziłem, że najpierw muszę osobiście zobaczyć miejsce zbrodni. Nawet o tym nie rozmawiałem z kolegami, by nie pukali się w czoło. Z wiadomości z Polski wiedziałem, że katyński las jest dokładnie strzeżony. Wobec tego wpadłem na pomysł napisania scenariusza filmu dokumentalnego i wyjechania tam oficjalnie z ekipą telewizji ostrawskiej. Był to dość rozpaczliwy krok, ale jedyny sposób na dostanie się do tego lasu. Jeszcze przed Bożym Narodzeniem 1989 roku przyniosłem gotowy scenariusz filmu do ostrawskiego studia i – o dziwo – nie wyrzucono mnie. Zmiany polityczne już się ugruntowały. Zgodę wyrażono także w centrali TV w Pradze i rozpoczęły się negocjacje z urzędami w Moskwie. Stamtąd nadeszło żądanie przesłania scenariusza w języku rosyjskim. Kiedy go dostali, nastało długie milczenie. Już traciłem nadzieję, kiedy 13 kwietnia 1990 roku rozeszła się wiadomość, że Michaił Gorbaczow oficjalnie potwierdził odpowiedzialność ZSRR za dokonanie tego zbiorowego morderstwa. Nie minęły dwa tygodnie, a już chodziłem po lesie katyńskim. Znowu potwierdziła się stara prawda, że szczęście sprzyja przygotowanym. Byliśmy pierwszym sztabem telewizyjnym, który został dopuszczony do Katynia.

I jak wtedy Katyń wyglądał?

Tego lasu naprawdę pilnowali umundurowani żołnierze KGB i wszędzie nam towarzyszyli. Zakazali mi, przykładowo, fotografować domki pracowników służby bezpieczeństwa stojące opodal masowych grobów. Tereny pochówku były właściwie terenem rekreacyjnym podlegającym administracji KGB. Zresztą podobnie było w innych miejscach, np. w Miednoje czy na przedmieściach Charkowa.Członkowie organów bezpieczeństwa na pewno dobrze orientowali się, gdzie jeżdżą na urlop czy gdzie ich dzieci spędzają obozowe lato, ale widać im to nie przeszkadzało. Wszędzie były płoty, wysokie, niektóre z blachy falistej z bramami na kłódki... Z Moskwy przyjechał do nas przewodnik, który konsultował z nami, gdzie możemy zajrzeć. Wieczorem w hotelu w Smoleńsku przy pomocy paru butelek wódki i nie bez strachu o własną skórę udało nam się rozwiązać mu język. Przyznał, że jest współpracownikiem służby bezpieczeństwa i ma się nami opiekować. Nazajutrz, ku naszemu zdziwieniu, był bardziej zmarnowany od nas... i chyba nie zauważył, jak dziurą w płocie przeszliśmy do zakazanej części lasu, do pierwotnych grobów....

Czy był tam już pomnik ku czci ofiar?

Tak, lecz na tablicy było napisane, że polskich oficerów zamordowali niemieccy faszyści. Miejscowi i tak przeważnie chodzili na groby radzieckich żołnierzy, gdzie nowożeńcy tradycyjnie składali bukiety ślubne. Ale, że dookoła leżą tysiące ludzi zastrzelonych przez NKWD na końcu lat 30., o tym jeszcze nie wspominano. Groby polskich oficerów były kilka razy przenoszone, tak aby zatrzeć ślady zbrodni. W ich znalezieniu dopisało nam szczęście. Kiedy powróciliśmy do lasu, aby powtórzyć niektóre ujęcia, spotkaliśmy pielgrzymkę Rodziny Katyńskiej z Polski. To polscy pielgrzymi pomogli nam zorientować się w lesie. Wysłuchaliśmy ich wspomnień. Atmosfera wspólnie przeżywanego bólu i wzajemnego zrozumienia wywarła na nas głębokie wrażenie. Właśnie wtedy zakiełkował w nas pomysł utworzenia podobnej organizacji i u nas.

W jaki sposób identyfikowaliście rodziny ofiar?

Od stycznia 1990 r. publikowaliśmy w „Głosie Ludu” - dzienniku polskiej mniejszości narodowej CSFR (Czechosłowackiej Republiki Federacyjnej) oraz w regionalnych czeskich dziennikach ( „Nová svoboda, „Den”) i w ostrawskim radio informacje o ofiarach zbrodni katyńskiej. Prosiliśmy czytelników i słuchaczy, aby zgłaszali nam osoby zaginione w czasie II wojny światowej. Spotkaliśmy się z wielkim odzewem. Zgłosiło się koło 150 osób. Wkrótce po powrocie z Katynia zaprosiliśmy ich do Domu Młodzieży w Czeskim Cieszynie, gdzie w gorącej atmosferze szykowano pierwszą wystawę o Katyniu. W tym czasie trwały przygotowania organizacyjne do założenia Stowarzyszenia...

A więc kiedy powstała „Rodzina Katyńska”?

Wiele nam wtedy pomogli członkowie Rodziny Katyńskiej z Katowic, zwłaszcza jej przewodniczący Jerzy Żeleski, którego poznaliśmy w lesie katyńskim oraz inni członkowie zarządu – panie Bogdanowicz, Anita Sawa, Maria Korczek. Przekazali nam wzorcowy statut. W listopadzie 1990 r. w Zarządzie Głównym Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego zdecydowano, że zostanie opracowany projekt własnego Stowarzyszenia. W Klubie PZKO w Czeskim Cieszynie 9 marca 1991 r. spotkali się zainteresowani tą działalnością. Przedyskutowano propozycję Statutu, wypełniono zgłoszenia członkowskie i wybrano 7-osobowy zarząd w składzie: Stanisława Ryłko, Maria Szymańska, Teresa Wojnar, Kornel Kalina, inż. Mieczysław Piszczek, Alojzy Waszek i inż. Jan Wöllersdorfer, który został przewodniczącym. Wniosek o rejestrację stowarzyszenia obywatelskiego złożono w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, które 2 lipca 1991 r. zarejestrowało Stowarzyszenie. Od tego czasu Stowarzyszenie działa oficjalnie, a za datę jego powstania należy uznać wspólne spotkanie 9 marca 1991 r.

Czy wiadomo ile ofiar zbrodni katyńskiej NKWD pochodziło z obecnych terenów Republiki Czeskiej?

Wśród ponad 20 000 polskich oficerów, policjantów i urzędników państwowych zamordowanych przez NKWD na wiosnę 1940 roku znajdowali się także Polacy z terenów byłych ziem czeskich, zwłaszcza Zaolzia, jak również kilku Czechów. Ta część Śląska Cieszyńskiego (powiaty karwiński i czeskocieszyński) od 1938 r. należała do Polski. Początkowo sądziliśmy, że będzie to koło dwudziestu osób. Jak wspomniałem, szerokim echem wśród czytelników odbiła się seria artykułów na ten temat, pierwsza w języku czeskim publikacja wydana w 1991 r. pt. „Morderstwa w katyńskim lesie” oraz monografia po polsku „Symbol Katynia”, w której zamieszczono około 200 życiorysów zidentyfikowanych ofiar zaolziańskich. Badania prowadzone w kolejnych latach w Śląskim Muzeum Krajowym w Opawie i Uniwersytecie Śląskim w Opawie ukazały, że rzeczywistych ofiar było co najmniej dwa razy tyle.

Na liście znalazły się ofiary, które urodziły się na terenie obecnej RC, zwłaszcza na Zaolziu, gdzie mieszka polska mniejszość narodowa, a także osoby, które w dniu wybuchu wojny tu mieszkały lub pełniły służbę w polskich mundurach. W ewidencji znaleźli się też mieszkańcy Cieszyna bez względu na to, z której części miasta pochodzili. Cieszyn był centrum administracyjnym i stacjonował tu 4 pułk strzelców podhalańskich (oddelegowani do niego oficerowie też znaleźli się na spisie, podobnie jak 4 policjantów z posterunków Čierne, Skalité i Svrčinoviec – wtedy gmin przyłączonych do Polski czy dwaj Czesi pochodzący z Galicji). Ostatnim wyjątkiem było wpisanie na listę zaolziańską czterech ofiar, wprawdzie urodzonych w Polsce, których rodziny jednak mieszkają stale w RC i tu aktywnie pracują w Rodzinie Katyńskiej. Obecnie w ewidencji znajduje się 479 zidentyfikowanych ofiar oraz grupa 55 osób, okoliczności śmierci których wymagają jeszcze szczegółowego udokumentowania, niemniej są to na pewno ofiary NKWD. Ofiary Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa są prowadzone według miejsc pochowania, a więc w Katyniu (99 ofiar), Charkowie (32 ofiary) i Miednoje (348 ofiar).

Kim były ofiary?

Można je podzielić na dwie grupy - oficerów wojska polskiego wraz z policjantami i urzędników państwowych. Na Zaolziu urodziło się ogółem 40 oficerów. Piętnastu urodziło się dalej od granicy polskiej przykładowo sześciu pochodziło z Ostrawy, dwóch z Břeclavia itd. Wszystkie zaolziańskie – oficerskie - ofiary są pochowane na cmentarzach w Katyniu lub w Charkowie, z jednym wyjątkiem: podporucznika Sylwestra Burzyka, urodzonego w Karwinie, absolwenta Polskiego Gimnazjum Realnego w Orłowej, urzędnika spółki górniczej, który zmarł już w styczniu 1940 w czasie internowania w Kozielsku i został pochowany na tamtejszym cmentarzu. Biorąc pod uwagę miejsce urodzenia również w grupie policjantów przeważają osoby urodzone w Polsce (ogółem 157), z Zaolzia pochodziły 132 osoby, kolejnych pięć urodziło się w Cieszynie. Z innych części Czech były dwie osoby (z Pragi i miejscowości Velké Kraše koło Vidnavy), pięć osób z Niemiec, zaś w przypadku 47 osób nie udało się nam ustalić miejsca urodzenia.

Czy Zaolziacy w tym roku uczczą pamięć ofiar zbrodni katyńskiej?

Na 28 kwietnia zaplanowano otwarcie wystawy „Katyń – pamięć narodu”, którą do 9 maja można będzie obejrzeć w Galerii Teatru Cieszyńskiego w Czeskim Cieszynie. Wystawę przygotowuje pracownik Ośrodka Dokumentacji Kongresu Polaków Marian Steffek ze zbiorów Ośrodka i moich zbiorów prywatnych. Na 30 kwietnia zaplanowano uroczystą akademię w Teatrze Cieszyńskim, po której zostaną złożone wieńce pod tablicą pamiątkową na Konteszyńcu w Czeskim Cieszynie.

(ot, opr. mro)