Poniedziałek, 27 września 2021

imieniny: Damiana, Amadeusza, Mirabelli

RSS

Na Maję przewrócił się słup. "Straciłam nogę, a każdy umywa ręce i nie ma winnego"

29.07.2021 08:41 | 3 komentarze | apa

RADLIN Wyprowadzała psa, szła tą samą trasą, co zwykle. Ulicą przejeżdżał duży samochód. Kiedy obudziła się w szpitalu, tata powiedział jej, że straciła nogę. Miała złamany obojczyk i pęknięta czaszkę. Sprawie Mai, której przewrócony słup telekomunikacyjny odciął nogę poświęcony został środowy program "Uwaga" stacji TVN.

Na Maję przewrócił się słup. "Straciłam nogę, a każdy umywa ręce i nie ma winnego"
Fot. UWAGA! TVN
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Tuż przed urlopem

Maja właśnie zaczynała urlop, za dwa dni miała pojechać ze znajomymi do Sopotu. - Widziałam jadący samochód, był dość duży, ale nie przyglądałam się. Potem już nic nie pamiętam, jedynie przeraźliwy huk, wrażenie, że coś spada - powiedziała Maja w programie „Uwaga”. Pierwszej pomocy udzielili jej mieszkańcy okolicznych domów - była wśród nich pielęgniarka anestezjologiczna, pracowała akurat w ogrodzie. Sąsiedzi relacjonowali, że Maja bardzo krzyczała, była w szoku, z tętnicy udowej tryskała krew. - Na miejscu okazało się, że jej noga na wysokości podudzia jest niemacl całkowicie odcięta - trzymała się tylko na kilku włóknach mięśniowych. Trzeba było to zabezpieczyć, żeby się nie wykrwawiła – opowiadała Renata Pałka. I dodała:- Jestem pielęgniarką anestezjologiczną, z racji mojego zawodu reaguję bardzo szybko. Byłam zestresowana, ale działa adrenalina i człowiek się nad tym nie zastanawia. Wiedziałam, że trzeba zatamować tętnice. Krzyczałam, kto ma pasek.

Szybka reakcja służb

Straż pożarna na miejscu zdarzenia pojawiła się w ciągu 5-7 minut. Świadkowie zdarzenia zaświadczają, że funkcjonariusze byli doskonale przygotowani do tej akcji, mieli wszelki niezbędny sprzęt. Chwilę później przyjechała karetka pogotowia. Dla chirurga z rybnickiego szpitala, dr n. med. Tomasza Zająca, przypadek Mai był trudny i wzbudził w nim wiele złych emocji, pomimo tego że na Śląsku, który jest rejonem górniczym, spotkał się już ze zmiażdżonymi kończynami. Natomiast pierwszy raz w karierze spotkał się z tak nieszczęśliwym splotem wydarzeń jak ten, który miał miejsce na ulicy Narutowicza w Radlinie. Pierwszy raz widział tego typu obrażenia.

Toczy się śledztwo

Z informacji podawanych w programie TVN-u przez Prokuraturę Okręgową w Gliwicach wynika, że kierowca samochodu nie zauważył, że zahaczył pompą do betonu o kable i przewrócił dwa słupy. Nie udzielił także pomocy poszkodowanej. Tłumaczy się tym, że nie słyszał i nie widział, że doszło do wypadku. Śledczy będą ustalać także oznakowanie drogi i czy samochód ciężarowy mógł jechać tą drogą. Ekspert TVN-u uznał, że oznakowanie drogi jest niespójne, a także nie ma znaku ostrzegającego przed zwisającymi kablami. Zgodnie z przepisami, samochód ciężarowy może mieć do 4 m wysokości i poruszanie się takim pojazdem nie wymaga dodatkowego zezwolenia.

Czy firma telekomunikacyjna weźmie za to odpowiedzialność?

Orange Polska, która jest administratorem słupów telekomunikacyjnych, zapewniła w programie (podobnie jak wcześniej zapewniała również naszą redakcję), że wszystkie zgłoszenia dotyczące stanu infrastruktury i potencjalnych zagrożeń dla zdrowia lub życia, traktowane są przez nich priorytetowo. Czas na zabezpieczenie wynosi w takich wypadkach do 4 godzin, a na usunięcie, czyli przywrócenie infrastruktury do wymaganego stanu technicznego - 48 godzin. Na pytanie, czy były zgłoszenia, że stan techniczny słupów stwarza zagrożenie, przedstawiciel Orange Polska odpowiedział, że takie sygnały do firmy telekomunikacyjnej nie docierały. - Słupy były w dobrym stanie technicznym. Nie były ani spróchniałe, ani zgniłe. Kable wisiały na prawidłowej wysokości. Jeśli chodzi o zgłoszenia dotyczące tej ulicy ostatnie mieliśmy w 2018 roku i dotyczyło usunięcia nieczynnego kabla. Było to w innej części ulicy - powiedział programowi "Uwaga" Wojciech Jabczyński z biura prasowego Orange Polska.

Operator poinformował, że zgodnie z obowiązującymi przepisami Prawa budowlanego, w zakresie obsługi obiektów budowlanych, jakimi są również telekomunikacyjne sieci napowietrzne, dokonywane są coroczne przeglądy techniczne ich stanu. Wszelkie stwierdzone w czasie przeglądów stany zagrożeń, usterki i nieprawidłowości są usuwane przez służby techniczne. Ostatni przegląd był wykonany we wrześniu 2020 i nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości, co jest udokumentowane w Książce Obiektu Budowlanego (KOB). Po wypadku jednak były dokonywane naprawy uszkodzonej linii telekomunikacyjnej - w programie zauważono, że na nowych słupach kable będą zamocowane znacznie wyżej niż te zerwane przez auto.

Chciała zostać trenerem personalnym

Pasją Mai jest sport, zawsze była bardzo aktywna i pełna energii. Dwa dni przed tragicznym wypadkiem ukończyła kurs na trenera personalnego. To było jej marzenie. Bliscy Mai zapewniają, że dziewczyna nie traci pogody ducha i jest twarda, jednak martwią się, na ile wystarczy jej sił i czy nie załamią jej pojawiające się trudności. Maja musi nauczyć się wszystkiego od nowa, nie jest samodzielna i w wielu czynnościach potrzebuje pomocy.

Chcę sprawiedliwości, żeby ktoś poniósł za to odpowiedzialność. Straciłam nogę, a każdy umywa ręce i nie ma winnego – powiedziała na koniec programu Maja.

oprac. (apa)

Apla

Zbiórka dla Majki

Na stronie zrzutka.pl zorganizowana została zbiórka pieniędzy na rzecz Maji. Zebrane środki mają pomóc rodzinie pokryć koszty dalszego leczenia i rehabilitacji. Od początku zbiórki zebrano już ponad 65 tys. zł.

Cały materiał dostępny jest TUTAJ.