Poniedziałek, 17 maja 2021

imieniny: Sławomira, Paschalisa, Weroniki

RSS

Piorun zabił młodą dziewczynę i ranił jej narzeczonego. Mieli wziąć ślub 8 maja

02.05.2021 07:00 | 0 komentarzy | żet

Tragiczne skutki burzy, która przetoczyła się nad Raciborszczyzną, wieści z sali sądowej, złodziejski proceder w Samborowicach – to tylko część artykułów, które opublikowano na łamach „Nowin Raciborskich” na przełomie kwietnia i maja 1911 r. Zapraszamy do lektury, która jest jak podróż w czasie.

 Piorun zabił młodą dziewczynę i ranił jej narzeczonego. Mieli wziąć ślub 8 maja
Rażona piorunem dziewczyna zginęła na miejscu. Jest narzeczony został ogłuszony. Zdjęcie ilustracyjne (Freepik).
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

27 kwietnia 1911 r.

Napad z wdzięczności

Racibórz. Sąd przysięgłych skazał w pierwszym dniu rozpraw robotnika Mikołaja Warmulę z Górnego Niewiadomia na 3 lata więzienia, jego towarzysza, szlepera, Karola Węglorza na 6 miesięcy i 3 dni więzienia za rabunek na publicznej drodze. Obaj pozwolili się w dniu wypłaty fundować przez górnika Szudmoka w knajpie wódką i piwem, a z wdzięczności napadli go w drodze do domu i zrabowali mu resztę pieniędzy w kwocie 15 marek oraz zegarek z łańcuszkiem.

Ofiary piorunu

Racibórz. W poniedziałek po południu około godz. 2 przeciągała krótkotrwała burza ponad Raciborzem i okolicą. Nawałnica zaskoczyła na drodze pomiędzy Strzybnikiem a Sanssouciu* powracających pieszo z Raciborza do domu Adolfa Plenera i jego narzeczoną Katarzynę Hildebrandt z Modzurowa, którzy przed deszczem schronili się nierozważnie pod stojącą przy drodze lipą. Nagle uderzył piorun w drzewo i zabił dziewczynę na miejscu, a jej narzeczonego ogłuszył. Grom przeszedł młodemu Plenerowi przez kapelusz, ześlizgnął się wzdłuż ciała, zdruzgotał szkło zegarka kieszonkowego i łańcuszek, a spaliwszy młodemu człowiekowi bok, spuścił się po nogach w ziemię. Plener stracił przytomność, a gdy następnie przyszedł do siebie, nie wiedział, co się z nim stało. Wkrótce po wypadku powracała tą samą drogą wozem siostra zabitej Hildebrandtównej z Raciborza do domu, a widząc porażonych leżących pod drzewem, postarała się o pomoc i zabrała obie ofiary piorunu ze sobą. Ślub młodej pary miał się odbyć w poniedziałek 8 maja, niestety Pan Bóg, bez którego woli nic się nie dzieje, inaczej zarządził.

W Brzeziu udedrzył piorun podczas poniedziałkowej burzy w dom posiedziciela Franciszka Kapuszczyka, lecz postrącał tylko obrazy ze ściany i uszkodził w kilku miejscach mury.

W Nowych Ocicach, pow. raciborski, ubezwładnił piorun gospodarza Policę, pracującego w polu.

* Mowa o gospodzie pod Raciborzem.


29 kwietnia 1911 r.

Kara dla bandytów

Racibórz. Sąd przysięgłych skazał robotnika Franciszka Jasionkę i zduna Antoniego Szulca, każdego na dwa lata domu karnego, kowala Józefa Hyllenbrandta z Rybnika na 9 miesięcy więzienia, wszystkich za rabunek.

Okradł oberżystę

Żory. Do oberży Sledziony w Warszowicach zakradł się złodziej i zrabował rozmaite towary w wartości 300 marek oraz welocyped.


2 maja 1911 r.

Deszcz dla ochłody

Racibórz. Po dwutygodniowej pięknej pogodzie powietrze znowu znacznie się oziębiło. Wczoraj mieliśmy deszcz, który orzeźwił drzewa, rośliny, zboża i spieczone pola.

Dołożyli mu sześć lat odsiadki

Racibórz. Przed sądem przysięgłych stawał w końcu ubiegłego tygodnia pomocnik handlowy Jan Kieś z Raciborza, odsiadujący obecnie karę 7-miu lat w tutejszym domu karnym za usiłowane zabójstwo syna młynarza Sławika w Markowicach, który go przytrzymał na gorącym uczynku kradzieży. Obecnie toczył się przeciwko Kiesiowi proces o kłusownictwo w książęcych lasach pod Miedonią i w Raszczycach oraz o usiłowane zabójstwo leśnego Ryborza, który go pochwycił na kłusownictwie. Kieś zapierał się wprawdzie wszystkiego, lecz świadkowie go poznali, a sąd skazał go na dodatkową karę 6 lat domu karnego.

Złodziej nie daje im żyć

Sardziny, pow. raciborski*. Od dłuższego czasu w naszej wiosce, chociaż nie bardzo bogatej, wywłaszcza jakiś dotąd niewyśledzony złodziej kilku gospodarzy z kur. Kilka tygodni złodziej kradzieży zaprzestał, aż tu znowu w nocy z czwartku na piątek chałupnika Kwaśnego wywłaszczył złodziej z trzech najpiękniejszych kur. Złodziej miał dosyć czasu do wybierania co lepsze, bo p. Kwaśny buduje i po ciężkiej pracy twardo śpi. Byłby czas największy, aby złodzieja złapano i oddano w ręce sprawiedliwości.

Śmierć więźnia

Rybnik. Kupiec Jan Mrózek, pochodzący z okolicy Rybnika, a osadzony w więzieniu śledczem w Dortmundzie, połknął w przystępie zaćmienia umysłu kawał żelaza, co spowodowało jego śmierć.

Pożar w firmie

Rybnik. W czwartek wieczorem wybuchł ogień w pile parkowej firmy Martiniego, zniszczył dach od szopy i uszkodził kilka maszyn. Szkody obliczają na 2500 marek.

Podpalacz?

Z Rybnickiego. W okolicy Rybnika powstało w ostatnich dniach kilka pożarów. W Dolnej Mszannej spalił się dom posiedziciela Salomona. W Wielkiej Turzy wybuchł ogień w zagrodzie siedlaka Alojzego Lasoka. Dwie maszyny, stojące w stodole, oraz 40 centnarów siana i 50 centnarów słomy stały się pastwą płomieni. Przypuszczają, iż ogień został umyślnie podłożony.

Przestroga

Radlin w Rybnickiem. Chociaż spóźnione, jednak muszę donieść publiczności przestrogę, że ludzie się mają zabezpieczyć na przypadek ognia czyli pożaru i to nie tylko domostwa, ale także domowe rzeczy, czyli meble, i że także należy pieniądze zanosić do banku, których dzięki Bogu mamy już kilka. Jak już doniosłem razu pewnego o pożarach, które aż trzy razy nawiedziły naszą gminę, tak jeszcze dodaję, że wszyscy byli zabezpieczeni, ale jednak najdotkliwszą stratę ponosi wdowa Paszędowa, której zgorzało wszystko aż do ziemi, ponieważ wszystkie jej budynki były z drzewa i słomą kryte. Przytem też spłonęły wszystkie jej meble, maszyny i wszystkie narzędzia gospodarskie, tak, że tylko w lichym ubiorze życie uratowała. Podobno i większa ilość pieniędzy miała zgorzeć; jeden ze strażaków mi mówił, że widział wielką masę złotych pieniędzy, jak się topiły, ale dostać ich nie mógł, bo się już belki waliły do izby, i ledwo drogocenny zegarek porwał i z życiem uciekł. Miało być pieniędzy pono kilka tysięcy marek. Gdyby były w jakiej kasie lub banku, byłyby przyniosły procenta, i nie byłyby się spaliły, a tak poszły z dymem, chociaż były podobno w szklankach zapakowane.

Niech to będzie dla ludzi przestrogą, żeby zabezpieczali wszystko na wypadek pożaru, budynki, meble, ubiory, bydło i wszystko w ogóle, oraz żeby pieniędzy w większej ilości w domu nie przechowywali, bo je może złodziej ukraść, pożar strawić lub inne przypadki nieszczęśliwie mogą się z nimi zdarzyć. W banku złożone są pieniądze pewne i jeszcze procenta przynoszą.

* Mowa o Żerdzinach.


Artykuły z serii "110 lat temu w Nowinach Raciborskich" zawierają autentyczne fragmenty dawnych Nowin. Archiwalne numery gazety zostały zdigitalizowane przez pracowników Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej w Raciborzu. Można je przeglądać na stronie internetowej www.biblrac.pl, do czego zachęcamy wszystkich miłośników historii Raciborza i okolic.