Poniedziałek, 17 maja 2021

imieniny: Sławomira, Paschalisa, Weroniki

RSS

Dla dobra Raciborza trzeba grać do jednej bramki

21.04.2021 07:00 | 5 komentarzy | ma.w

Za dużo aut, nazistowski głaz i nadzieja w Odrze - to tylko część wątków interesującej dyskusji, do której doszło w trakcie prac nad nową strategią rozwoju Raciborza.

Dla dobra Raciborza trzeba grać do jednej bramki
Uczestniczki dyskusji z 12 kwietnia: Anna Jegerska - Michalska, Daria Kardaczyńska, Grażyna Wójcik, Zuzanna Tomaszewska, Elżbieta Skrzymowska i Joanna Maksym - Benczew.
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Warsztaty tematyczne to kolejny etap prac nad strategią rozwoju Raciborza do 2030 roku. Ich pierwsza odsłona miała wysoką frekwencję, na platformie zoom spotkało się ponad 30 uczestników. Prowadzący warsztaty dr Marcin Baron zaznaczył, że na tym poziomie dyskusji o przyszłości miasta nie szuka się już dziury w całym, tylko wybiera na co należy w Raciborzu postawić, by się rozwijał.

Na początek wysłuchano Ireneusza Burka przedsiębiorcę i wydawcę. Jest zwolennikiem wyprowadzenia ruchu samochodowego z centrum miasta i stworzenia w Raciborzu zielonych ciągów pieszo-rowerowych. Tym rozwiązaniom pomogłoby przekształcenie niektórych ulic w jednokierunkowe i utworzenie parkingów poza ścisłym centrum. – Zieleń i jeszcze raz zieleń – tak I. Burek odpowiedział na pytanie, na co powinien stawiać Racibórz.

Troskę o starówkę wyraziła Zuzanna Tomaszewska radna miejska. Uważa, że pomoże jej planowany park kulturowy, który stworzy klimatyczny rynek z „małym, starym miastem”. Miłośniczka kultury chce zobaczyć na ulicach artystów.

Aut więcej niż mieszkańców

Anna Jegerska-Michalska nie uważa, by w Raciborzu był duży ruch samochodowy. Ten, jej zdaniem, wzmaga się jedynie w pewnych okresach związanych z rozpoczęciem i końcem pracy w największych zakładach pracy Raciborza i okolic. Znana z działań w sferze animacji kultury Jegerska-Michalska chce zazieleniać pasy drogowe. O samochodach mówiła też dyrektorka RCK Joanna Maksym-Benczew. Według niej, aut jest w Raciborzu więcej niż mieszkańców. – Na parkingu przy RCK, otwartym dla wszystkich, parkuje ich tak dużo, że stoją w niedozwolonych miejscach – narzekała. Widzi potrzebę budowania nadziemnych i podziemnych parkingów, żeby rozluźnić zastawione pojazdami ulice.

Te czasy nie wrócą

Były raciborzanin Adam Stępień zauważył, że ulica Długa już nigdy nie będzie tym słynnym deptakiem handlowym co w przeszłości. – Te czasy nie wrócą – skwitował. Jego zdaniem władze miasta nie radzą sobie z problemem pustych lokali handlowych w centrum. O sobie i swoich kolegach „absolwentach różnych politechnik” mówi, że do Raciborza nie ma do czego wracać po studiach. Stępień stwierdził, że Racibórz musi stawiać na przemysł. Dodał, że cud gospodarczy i podwojenie populacji w przeszłości miasto zawdzięcza właśnie tej dziedzinie.

Pan Bogusław, senior, który mieszka w powiecie raciborskim, uważa, że Racibórz musi budować swoją strategię z uwzględnieniem planów rozwojowych swych sąsiadów i regionu. – Rywalizacja między gminami się nie sprawdzi – zaznaczył. Jego zdaniem (oraz Darii Kardaczyńskiej z Euroregionu Silesia) kluczowa dla przyszłości miasta jest przyszłość Odry.

Kierująca Zamkiem Piastowski Grażyna Wójcik przypomniała jak bardzo przydałaby się temu zabytkowi nowa kładka pieszo-rowerowa przez Odrę.

W rozmowach o przyszłości Raciborza wzięli udział: Ireneusz Burek, Marek Mansz, pan Bogusław, Jakub Michalak i Odyseusz Olbiński

Precz z głazem

Do swego pomysłu, który swego czasu wywołał spore kontrowersje, wrócił dr Zbigniew Wieczorek z PWSZ Racibórz. Chodzi o pozbycie się z placu Wolności „nazistowskiego głazu” i zastąpienie go fontanną, bo w Raciborzu jest za mało urządzeń z wodą. Wieczorek widzi przyszłość słynnego głazu w lesie Obora. Jego zdaniem happening pod hasłem „Ruszamy kamień z posad świata” odbiłby się szerokim echem w kraju. Pracownikowi uczelni podobają się ekspozycje artystyczne sprowadzane przez prezydenta Polowego na plac Dominikański i skwer prałata Pieczki. Proponuje ich lokalizację także w miejskich parkach.

Na rynku nie ma czym oddychać, ludzie nie potrafią tam wysiedzieć w upale, bo jest jak na patelni – mówił Marcin Parzonka i apelował o zadrzewienie w sercu miasta.

Zakochany w Justynie

Menadżer siatkarski Jakub Michalak zwrócił uwagę na brak w Raciborzu drużyny, która gromadziłaby liczne grono kibiców i brała udział w krajowych rozgrywkach na wysokim szczeblu. Krytycznie wypowiedział się o inwestycjach samorządu w piłkę nożną, bo aby zaistnieć na zapleczu Ekstraklasy potrzeba budżetu na poziomie co najmniej 10 mln zł. – Wiem, że mamy bogate tradycje w zapasach i pływaniu, ale tymi dyscyplinami się nie wypromujemy. Kocham Justynę Święty-Ersetic, ale ona nie biega co tydzień w Raciborzu, żeby pójść na zawody z nią na naszym stadionie – mówił Michalak. – Mój ojciec osiedlił się w Raciborzu, bo podpisał kontrakt ze Stalą Racibórz, w której grał w siatkówkę i pracował w Rafako – zauważył J. Michalak w kontekście dyskusji o przyciąganiu nowych mieszkańców.

Marek Mansz (Drengowie) widzi przyszłość miasta w cyfryzacji usług i np. wprowadzeniu Raciborza w wirtualne gry sieciowe np. Minecraft.

Miasto artystów

O efekt działań promocyjnych miasta na przestrzeni ostatnich trzech dekad pytał Adam Stępień. W jego opinii, można mówić tylko o efekcie Zamku Piastowskiego, a to i tak niewielkim. – Miasto musi być innowacyjne. Jeśli będzie tylko kopiować od innych to pozostanie średniakiem. To jest ból Raciborza – ocenił.

Jako miasto artystyczne jawi się Racibórz Zuzannie Tomaszewskiej, która wierzy, że wypromują go nowe festiwale tu stworzone: Intro, FRU i teatralny. Współtwórca pierwszego z nich Odyseusz Olbiński zwrócił uwagę, że co by nie wymyślono w Raciborzu, to może zablokować wojewódzki konserwator zabytków, który z kolei potrafi się zgodzić na „felerny kloc w środku rynku”.

Pułapka średniego rozwoju

O pułapce średniego rozwoju wspomniał Piotr Dominiak z Zielonego Raciborza. – Nie stać nas jako Miasta na finansowanie wielu imprez, trzeba wybrać czy chcemy stawiać na turystykę czy na animację lokalną. Organizatorzy imprez dostają od samorządu kwoty wystarczająco wysokie, by przedsięwzięcie nie było kameralne, ale za niskie, aby osiągnęły wyższy poziom – ocenił P. Dominiak.

Dyskutowano o promowaniu Raciborza jako miasta dobrego na powrót po latach z zagranicy czy dużego ośrodka. Emeryci z Niemiec, którzy wyemigrowali stąd za chlebem mogliby osiedlić się w swoim rodzinnym mieście i tutaj dożyć swych dni.

Pomysłem, który zrodził się w trakcie rozmów był spis historii starszych raciborzan przez młodzież. Spodobał się wiceprezydentowi Dawidowi Wacławczykowi, który sprawdzi czy można go wdrożyć poprzez placówki miejskie.

Powódź „promuje”

Mężczyzna, który przedstawił się jako „pan Piotr” zaznaczył, że trzeba zrobić wszystko, by Racibórz nie kojarzył się w Polsce wyłącznie z powodzią i obecnie – zbiornikiem przeciwpowodziowym.

Małgorzata Szczygielska ubolewała, że wymiana zdań niestety pomija największą populację raciborzan jaką są seniorzy, którzy stanowią jednocześnie najbardziej aktywną sferę społeczności miejskiej.

Odyseusz Olbiński podkreślił, że przyszłość aktywności raciborzan jest oparta na inicjatywach organicznych takich jak wymyślenie festiwali – nowych lokalnych marek miasta. – Jesteśmy na to „skazani”, nie zrobią tego urzędnicy – oznajmił.

Uczestnicy dyskusji zgodzili się z podsumowaniem Elżbiety Skrzymowskiej (dyrektor arboretum), że wszyscy raciborzanie myślący o dobru swego miasta „muszą strzelać do tej samej bramki”. – To jest sedno! – podchwyciła Grażyna Wójcik.

(ma.w)



Ludzie:

Dawid Wacławczyk

Dawid Wacławczyk

Wiceprezydent Raciborza

Grażyna  Wójcik

Grażyna Wójcik

Dyrektor Agencji Promocji Ziemi Raciborskiej i Wspierania Przedsiębiorczości na Zamku Piastowskim w Raciborzu.

Małgorzata  Szczygielska

Małgorzata Szczygielska

Dyrektor Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej im. Ryszarda Kincla w Raciborzu.

Piotr Dominiak

Piotr Dominiak

Prezes Stowarzyszenia ASK