Sobota, 8 maja 2021

imieniny: Stanisława, Lizy, Dezyderii

RSS

Strategia dla Raciborza. Wyśmienicie poszło z ankietami, ale warsztaty nie mają wzięcia

11.03.2021 11:26 | 4 komentarze | ma.w

800 ankiet dotyczących strategii rozwoju miasta zebrała firma InnoCo. Eksperci pracujący dla magistratu twierdzą, że to bardzo dobry wynik. Gorzej wyszła inauguracja warsztatów z mieszkańcami. 10 marca do SP15 przyszło dwóch mieszkańców i dziennikarz, choć spotkanie adresowano do raciborzan z rozległego obszaru - od ul. Opawskiej po Miedonię.

Strategia dla Raciborza. Wyśmienicie poszło z ankietami, ale warsztaty nie mają wzięcia
Warsztaty dotyczące strategii rozwoju Raciborza do 2030 roku - sala gimnastyczna SP 15
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Organizatorów warsztatów było więcej niż uczestników - Luk Palmen i Marcin Baron z firmy pracującej dla urzędu miasta (InnoCo zlecono opracowanie strategii za niemal 119 tys. zł), wiceprezydent Dawid Wacławczyk i troje urzędników magistratu. Jeden mieszkaniec dotarł ze Starej Wsi, drugi z pobliskiego blokowiska. Niezrażeni gospodarze warsztatów postanowili przeprowadzić dyskusję na temat przyszłości Raciborza. Trwała ponad półtorej godziny i została podsumowana zestawieniem uwag, jakie spisano na karteczkach umieszczonych na tablicy.

Bezpieczny internet

Kolejne warsztaty odbędą się prawdopodobnie w formule on-line. - Wybieraliśmy jak największe sale gimnastyczne, aby dopełnić obostrzeń pandemicznych, ale informacje o sytuacji w kraju powodują, że mieszkańcy z obawą traktują spotkania na żywo - zauważył pierwszy zastępca prezydenta Dariusza Polowego. Specjaliści z InnoCo stwierdzili, że pierwsze otwarte spotkanie na temat strategii, zorganizowane w internecie na platformie Zoom, miało frekwencję na poziomie kilkudziesięciu osób. Z powodzeniem przeprowadzono też warsztaty branżowe w magistracie z lokalnymi liderami - szefami instytucji, którzy licznie stawili się w sali kolumnowej.

Rozmowy z mieszkańcami w SP15 zaczęły się od pytania o ich wymarzony Racibórz w 2030 roku. - Jakie powinno być DNA miasta? W czym raciborzanie powinni się zgodzić jeśli chodzi o rozwój ich miasta - ciekawiło Marcina Barona z InnoCo.

Pierwszy wypowiedział się mieszkaniec i przedsiębiorca ze Starej Wsi, wskazując, że potrzebni są młodzi ludzie, "którzy nie boją się Raciborza". Tacy, którzy mogą zdalnie pracować w dowolnej części świata, ale mieszkać w stolicy powiatu raciborskiego. Zastanawiano się, czy miasto zdominowane przez działalność przemysłową ma takie kadry, lub jest w stanie je przyciągnąć.

Starszy raciborzanin, który także przyszedł na warsztaty, zauważył, że odkąd tu mieszka, to doliczył się upadku 15 dużych zakładów pracy. - Problemem są wyjazdy młodych ludzi za pracą - wskazał. Uważa też, że "Racibórz leży w dołku z zanieczyszczonym powietrzem" i kiedyś ludzie trafiali tu "za karę". Mężczyzna ubolewa, że miastu ubywa tak wiele zieleni w ostatnim czasie. - Władze tylko wycinają i męczą tę zieleń - skwitował. Za przykład złych praktyk wskazał rozwiązania w parku im. Miasta Roth. Obawia się, że budowany w jego pobliżu duży budynek mieszkalny zabierze z parku kolejną zieloną część miasta.

Luk Palmen i Dawid Wacławczyk

Zielono i czysto

Takiemu myśleniu przeciwstawił się Dawid Wacławczyk. Zapowiedział, że w Raciborzu pojawią się w niedalekiej przyszłości nowe tereny zielone. - Myślimy nad tym, gdzie je lokalizować - podkreślił. Według niego w ciągu najbliższych 4-5 lat znacząco poprawi się jakość powietrza w mieście, a nie tylko samorząd nastawia się na wydatkowanie, w oparciu o źródła zewnętrzne 100-150 mln zł na walkę o czyste powietrze w mieście. - Racibórz da radę uporać się z problemem smogu - wierzy D. Wacławczyk. Poparli go urzędnicy zajmujący się na Batorego pozyskiwaniem środków unijnych. Jak podkreślili - w Brukseli łożą teraz pieniądze na to, aby "odbetonować świat".

Wacławczyk stwierdził, że w raciborskim samorządzie pokutują zapóźnienia w zarządzaniu zielenią miejską. Jego zdaniem obecna formuła, gdzie zajmuje się tym Przedsiębiorstwo Komunalne i "zieleń" jest ulokowana między autobusami, a odpadami z PSZOK niezbyt się sprawdza. Wiceprezydent mówił, że w tym zakresie rozwiązania z czasów PRL były lepsze, bo za miejską zieleń odpowiadała konkretna komórka urzędowa.

Lokal z urzędu, praca w fabryce

D. Wacławczyk zajmujący fotel wiceprezydenta od stycznia tego roku, podzielił się obserwacjami z intensywnego kontaktu z raciborzanami odwiedzającymi go w gabinecie w sprawach mieszkaniowych. W przeważającej części są to osoby, które liczą na tani w wynajmie lokal od Miasta i pracę w dużym, stabilnym zakładzie na miejscu. Luk Palmen zauważył, że to spuścizna po czasach, gdy w miastach przemysłowych życie organizował największy pracodawca taki jak kopalnia czy fabryka. Dlatego takim ośrodkom potrzebna jest transformacja, która przełamie stereotyp, "że ktoś za nas to zrobi".

Dyskutowano również o strukturze ludności zamieszkującej Racibórz. Zdaniem Wacławczyka miasto jest miksem rdzennych i napływowych mieszkańców. - To jak zderzenie żywiołów - ocenił. Mówił też, o problemie z mieszczanami z centrum, gdzie aktywni i zasobni wyprowadzają się na obrzeża miasta lub do ościennych gmin. Pozostają ci mniej zaradni, lub napływają nowi - tymczasowi. Wszyscy zauważyli, że Raciborzowi potrzebni są przede wszystkim lojalni mieszkańcy.