Sobota, 17 kwietnia 2021

imieniny: Roberta, Rudolfa, Stefana

RSS

Ten rok to przygotowanie do ważnego jubileuszu u Matki Boskiej Uśmiechniętej

24.01.2021 13:00 | 4 komentarze | ska

PSZÓW O podsumowanie minionego roku oraz odpowiedzi na pytania m.in. o stary cmentarz, parking przy bazylice, parafialne media społecznościowe i plany poprosiliśmy proboszcza bazyliki pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Pszowie ks. kanonika Andrzeja Pyrsza.

Ten rok to przygotowanie do ważnego jubileuszu u Matki Boskiej Uśmiechniętej
Ks. Andrzej Pyrsz, proboszcz bazyliki Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Pszowie
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

– Jakie są reakcje parafian, np. na ograniczoną liczbę wiernych w kościele czy inne obostrzenia?

– Pandemia podzieliła ludzi. Wywołała skrajne emocje. To coś nowego i nie wiadomo, w jakim kierunku pójdzie dalej. Część parafian się temu podporządkowała. Tłumaczyliśmy to tak, aby w myśl przykazania miłości myśleć o drugim człowieku, którego moglibyśmy zarazić. Jest też grupa wiernych, którzy to kontestują i nie potrafią się podporządkować. Wyrażają swoje niezadowolenie, a czasem nawet oskarżają nas – duszpasterzy o to, że my jesteśmy powodem ograniczeń. To dla mnie niezrozumiałe i myślę, że to przejaw braku miłości i zrozumienia. Te obostrzenia, może nie zawsze trafione, są wprowadzane nie tylko w Pszowie, ale na całym świecie. Szukajmy w tym dobra, a nie powodu do niezadowolenia czy buntu.

– Ksiądz przeszedł zakażenie?

– Koronawirusem zaraziłem się ja oraz wikary. U mnie ze względu na wiek i choroby współistniejące przebieg był nieco cięższy. W Wigilię, święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok musiałem przebywać w izolacji, przez co nie miałem okazji spotkać się z parafianami. Przyznam, że to choroba, której nie wolno lekceważyć. Nie należy nią straszyć i panikować, ale trzeba być realistą i mieć nadzieję, że nawet jeśli trzeba będzie to przeżyć, może to przynieść wiele bogactwa duchowego. Sama izolacja jest doświadczeniem, kiedy w samotności możemy przemyśleć pewne rzeczy, wyciszyć się. To jest wymuszone, ale może konieczne. Dlatego mówię o epidemii nie w kategoriach kryzysu, ale też próby, a dla wiernych próby wiary.

– Zostawmy już koronawirusa i powiedzmy o tym, jakie remonty udało się przeprowadzić przy bazylice w minionym roku?

– Rok 2020 był bogaty w różnego rodzaju prace. Zaplanowanym i koniecznym wydatkiem była renowacja figur przed bazyliką. Były też prace, wymuszone przepisami przeciwpożarowymi dla bezpieczeństwa uczestników liturgii. Efektów tych prac raczej nie widać, choć czasem słychać, bo kiedy w kościele panuje duże zadymienie, odzywa się alarm. Jest jeszcze sporo do wykonania w tym zakresie. Spore koszty w minionym roku pochłonęła także inwentaryzacja oraz prace pielęgnacyjne drzew przy bazylice, które też były konieczne. Były też prace przygotowawcze, bo chcemy, aby bazylika była ciągle piękna. Przygotowujemy się do osuszenia całego budynku i obejścia. Bierzemy pod uwagę, że obecnie ludzie tracą pracę i nie mają pieniędzy, tym bardziej chcę podziękować parafianom za zrozumienie i wszelkie ofiary. Nie żyjemy z dotacji, a z tego, co dadzą ludzie. Mierzymy siły na zamiary. Bazylika to nie dzieło proboszcza, a przodków mieszkańców Pszowa. To nasze wspólne dziedzictwo.

–Wróćmy na chwilę do tematów, które były już poruszane na naszych łamach. Czy coś drgnęło w kwestii kolumbarium na starym cmentarzu?

– Stary cmentarz w mentalności mieszkańców jest mocno zakotwiczony. To ważne miejsce. Dziwi mnie to, że przez kilkadziesiąt lat, odkąd dokonano ekshumacji i przeniesienia ciał zmarłych na „nowy cmentarz”, stary cmentarz mimo miejsca w świadomości, uległ pewnej dewastacji. Tam przecież istnieją jeszcze mogiły. Dziwne, że nie podejmowano działań, aby przywrócić godność tego miejsca. Kiedy trafiłem do Pszowa, wraz z Towarzystwem Przyjaciół Pszowa to z udziałem i wsparciem urzędu miasta udało się zbudować miejsce pamięci i obelisk, gdzie wbudowaliśmy kapsułę czasu. Zebraliśmy informacje o tym, kto spoczywał na tym cmentarzu.

Dzisiaj to miejsce szacunku dla zmarłych, ale niemożliwy jest pochówek. W tej sprawie prowadzimy rozmowy, jednak potrzeba dobrej woli wszystkich. Zdaję sobie sprawę, że jest wiele problemów, jak choćby parking, czy ewentualne protesty mieszkańców. Pamiętajmy jednak, że najpierw istniał tam cmentarz, a później powstały budynki. Trudno, żeby to historyczne miejsce podlegało współczesnym przepisom. Kolumbarium nie stwarzałoby żadnego zagrożenia np. dla wód gruntowych, a nawet klasyczne pochówki dzisiaj są organizowane z zachowaniem rygorów sanitarnych. Myślę, że stworzenie na tym terenie miejsca do pochówku rozwiązałoby problem, z którym za kilka lat możemy się zmierzyć – braku miejsc na cmentarzu na nowe groby. I mówię tu nie tylko o cmentarzu przy ul. Bohaterów Westerplatte, ale także w Krzyżkowicach.