Piątek, 22 stycznia 2021

imieniny: Anastazego, Wincentego, Gaudentego

RSS

Epidemia koronawirusa:

Nie będzie kary środowiskowej za tzw. aferę na Płoni. Powód? Koronawirus...

30.11.2020 07:00 | 6 komentarzy | żet

Nieoczekiwany finał postępowania prowadzonego w Raciborzu przez inspektorów z Katowic. Choć wykryli oni nieprawidłowości w Zakładzie Remontowo-Budowlanym „Kampka”, to ostatecznie nie nałożyli na przedsiębiorcę kary. Wszystko przez zmianę przepisów, która została wprowadzona tzw. ustawą covidową.

Nie będzie kary środowiskowej za tzw. aferę na Płoni. Powód? Koronawirus...
Jeden z wielu transportów kruszywa, który wyjechał z terenu po dawnych osadnikach na Płoni (fot. Czytelnik). W galerii fotoreportaż dokumentujący cały proceder.
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Wracamy do sprawy, którą kilkakrotnie opisywaliśmy na naszych łamach. Tak zwana afera na Płoni dotyczy nielegalnego odprowadzania ścieków do Odry oraz eksploatacji złoża kruszywa naturalnego bez koncesji przez Zakład Remontowo-Budowlany „Kampka”. Niepokojące sygnały kierowane przez mieszkańców do rozmaitych instytucji sprowadziły na przedsiębiorcę z Raciborza kontrolę Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach oraz Okręgowego Urzędu Górniczego w Rybniku. Pierwsza z wymienionych instytucji sprawdzała kwestie środowiskowe, druga zajęła się sprawą eksploatacji złoża kruszywa. Sprawie przyglądają się również organy ścigania.

"Epidemia uratowała pana Kampkę"

Przypomnijmy, ZRB „Kampka” ma prawo do użytkowania wieczystego nieruchomości położonej w Raciborzu-Płoni. To teren osadników po dawnej cukrowni Racibórz, na którym zlokalizowane jest również złoże kruszywa naturalnego. W trakcie prowadzonych tam prac – pogłębiania wykopów – na dnie wyrobiska zbierała się woda o rdzawym zabarwieniu (osady z cukrowni), która dodatkowo zawierała znaczną domieszkę siarczanów. To właśnie ta woda była przepompowywana z dna wyrobiska do Odry. Inspektorzy WIOŚ ukarali przedsiębiorcę mandatem w wysokości 500 zł za odprowadzanie ścieków do Odry bez pozwolenia wodno-prawnego.

WIOŚ sprawdził również, czy doszło tam do nielegalnego składowania odpadów (takie przypuszczenie sformułowano w jednym ze zgłoszeń). Oględziny nieruchomości nie potwierdziły tego procederu. Jednak kontrola wykazała, że przedsiębiorca w 2019 roku wytwarzał odpady w trakcie różnych zleconych robót, nie posiadając wpisu do „Bazy danych o produktach i opakowaniach oraz gospodarce odpadami” (BDO). Wszczęto postępowanie, które miało doprowadzić do nałożenia kary pieniężnej na firmę. Przepisy przewidują, że wysokość takiej kary może wynieść od 1 tys. zł do 1 mln zł (w zależności od wielkości przedsiębiorstwa, rodzaju prowadzonej działalności, ilości oraz rodzaju wytworzonych odpadów).

Tymczasem 14 maja 2020 r. Sejm RP przyjął tzw. ustawę covidową. Nowe prawo wprowadziło szereg zmian do istniejącego porządku prawnego, których celem było roztoczenie parasola ochronnego nad przedsiębiorstwami borykającymi się ze skutkami kryzysu wywołanego epidemią SARS-CoV-2. Jedną ze wspomnianych zmian wprowadzono do Ustawy o odpadach. Przyjęto, że firmy, które nie złożyły wpisu do BDO w pierwotnym terminie (do 24 czerwca 2018 r.), ale zrobią to przed 31 grudnia 2020 r., nie zostaną pociągnięte do odpowiedzialności. Zapis ten wymusił na inspektorach z Katowic odstąpienie od wymierzenia kary ZRB „Kampka”, który wniosek o wpis do BDO złożył 20 grudnia 2019 r.

– Taka interpretacja przepisów została potwierdzona zarówno przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska, jak i przez opinię radcy prawnego. Jednym słowem epidemia uratowała pana Kampkę (i nie tylko jego) przed karą pieniężną – poinformowała nas Małgorzata Zielonka, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Katowicach.

Tym samym Śląski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska umorzył postępowanie w tej sprawie.

Co z tym kruszywem?

Do wyjaśnienia pozostaje jeszcze kwestia ewentualnej eksploatacji złoża kruszywa naturalnego bez wymaganej koncesji. Przedsiębiorca utrzymuje, że prowadzone przez niego prace polegały na oczyszczeniu dna osadników z nagromadzonych odpadów. Takie stanowisko stoi w sprzeczności m.in. z relacjami mieszkańców, którzy informowali dziennikarzy Nowin, a także przedstawicieli władz miasta i powiatu oraz instytucji kontrolnych, o dziesiątkach wyładowanych kruszywem ciężarówek, które przez długi czas wyjeżdżały z wyrobiska na Płoni.

Sprawie przyglądają się specjaliści z Okręgowego Urzędu Górniczego w Rybniku, którzy po zebraniu materiału dowodowego wszczęli postępowanie administracyjne zmierzające do nałożenia na przedsiębiorcę tzw. opłaty podwyższonej*. Wynosi ona 25,6 zł za każdą tonę kruszywa wydobytego bez koncesji. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że tonę piasku można obecnie kupić za około 20 zł (netto). Postępowanie administracyjne urzędu górniczego w tej sprawie nadal jest w toku.

Sprawę nielegalnego wydobycia kruszywa bada również policja. Postępowanie przygotowawcze w tej sprawie zostało wszczęte 5 maja 2020 r. Prowadzi je Komenda Powiatowa Policji w Raciborzu pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Raciborzu. Skierowaliśmy do prokuratury serię pytań w tej sprawie. Próbowaliśmy dowiedzieć się, jaki dokładnie jest przedmiot tego dochodzenia, na jakim etapie się ono znajduje, czy udało się ustalić okres eksploatowania złoża bez koncesji, ile kruszywa wydobyto w ten sposób, gdzie ono trafiło?

Prokurator Rejonowy w Raciborzu Mariusz Klekotka poinformował nas, że postępowanie jest prowadzone w oparciu o czyn opisany w Prawie geologicznym i górniczym (art. 176 ust. 1 pkt. 1 ustawa z 9 czerwca 2011 roku):

Kto bez wymaganej koncesji lub bez zatwierdzonego projektu robót geologicznych lub z naruszeniem określonych w nich warunków, wykonując działalność w zakresie:

1) poszukiwania lub rozpoznawania złóż kopalin albo poszukiwania lub rozpoznawania kompleksu podziemnego składowania dwutlenku węgla (...)

podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo karze pozbawienia wolności do lat 2.

Póki co, postępowanie w tej sprawie nie zostało zakończone. – Udzielenie informacji w przedmiocie ustaleń poczynionych w toku postępowania, z uwagi na jego dobro, nie jest obecnie możliwe – poinformował nas szef raciborskiej prokuratury. Wkrótce wrócimy do sprawy.

Wojciech Żołneczko

* Wspomniana kara to tzw. opłata podwyższona. Stanowi ona iloczyn czterdziestokrotności stawki opłaty eksploatacyjnej oraz ilości wydobytej kopaliny. Wysokość wspomnianej opłaty eksploatacyjnej jest uzależniona od rodzaju kopaliny. W przypadku piasku wynosi ona 0,64 zł/t. Oznacza to, że przedsiębiorstwo zajmujące się legalnym wydobyciem piasku i żwiru wpłaca do kasy państwa 64 grosze za każdą tonę wydobytego kruszywa. Gdy taka działalność jest prowadzona nielegalnie, wówczas przedsiębiorca musi się liczyć z tym, że za każdą tonę wydobytego kruszywa zapłaci czterdzieści razy więcej, czyli 25,6 zł. W tym miejscu warto dodać, że tonę piasku można obecnie kupić za około 20 zł (netto).


Kto naprawdę przejął się aferą na Płoni?

Według relacji mieszkańców Płoni „wywóz podsypki odbywał się od rana do wieczora, tylko przez tydzień się wstrzymali, bo za dużo mieszaniny było”, ale później uruchomiono następny staw i pojawiły się „tysiące ton żwiru wydobytego na hałdzie”. Na spotkaniu z prezydentem tej jesieni miejscowi twierdzili, że wywożenie jest kontynuowane. – Jest taka teoria „na mieście”, że obojętnie jaka opcja by rządziła to takie nazwiska jak Kampka czy Trawiński są nie do ruszenia – rzucił wtedy jeden z dojrzałych mieszkańców dzielnicy.

Raciborzanie z Płoni przypomnieli sobie moment „największego szczytu wywożenia żwiru”, gdy miejska ulica Sudecka była mocno zanieczyszczona. – Tyle błota tam zostawili, a jak się dzwoniło na straż miejską to się słyszało, że straż nie może zatrzymywać wywrotek. A one w kierunku budowanej obwodnicy jeździły z tym żwirem. Sąsiad nieborak, rolnik wiózł paszę dla bydła i trochę jej pogubił po drodze, to zaraz była straż miejska i już go trzepali. Zapłacił mandat – opowiadał kolejny z obecnych na spotkaniu.

Prezydentowi przekazano też, że odbywający się Sudecką wywóz żwiru powodował osiadanie kurzu na oknach domów „aż pod sam kościół”. – Żona dzwoniła do straży miejskiej i nic nie zdziałała – skwitował uczestnik spotkania dzielnicowego.

Prezydent Dariusz Polowy mówił wówczas mieszkańcom dzielnicy że instytucja, która nie ma delegacji prawnej do działań kontrolnych nie może ich podjąć. – Coś zostało załadowane na prywatnej posesji, było przewiezione i wysypane na prywatnej – wskazał włodarz.

Odniósł się do pogłoski o nieruszaniu pewnych firm. – Jeśli rozpisujemy przetarg, to jest on tak obwarowany, że jest niemożliwym, żeby roboty wygrała z góry upatrzona firma. A będzie z tym obwarowaniem jeszcze mocniej, bo w tym kierunku idą zmiany w przepisach – stwierdził D. Polowy w Płoni. Zaznaczył przy tym, że te czy inne znane raciborskie firmy przez lata się wzmocniły, nabrały doświadczenia. – Nie są założone wczoraj – podkreślił.

Miejscowi dziękowali swemu radnemu powiatowemu Pawłowi Płonce, który zainicjował temat z wywozem żwiru przez dzielnicę. Ten przyznał, że śledzi przebieg sprawy, która toczy się w prokuraturze i na tamten czas również w urzędzie górniczym. – Szukają świadków, ale z tym jest problem – skwitował Płonka.

W pogłoski, że wywrotki ze żwirem jadące przez dzielnicę kierowały się na budowę obwodnicy nie wszyscy na Płoni wierzą. Na spotkaniu sprzeczali się o to jego uczestnicy. – A widziałeś ten żwir na budowie obwodnicy? Nie wierzę w to. Widziałeś, że wozili, ale gdzie? – mówił jeden z nich.

P. Płonka wspominał, że istnieje w tej sprawie dokumentacja zdjęciowa na podstawie danych satelitarnych i na ulicy Rybnickiej był składowany żwir. – Ta sprawa jest w toku, postępowanie w starostwie jest prowadzone – informował.

Radna miejska z pobliskiej Obory Magdalena Kusy przyznała, że sytuacja ze żwirem może wyglądać tak w odbiorze społecznym. Według niej, dopiero, gdy temat pojawił się na łamach „Nowin Raciborskich” sprawa zaczęła być szczegółowo wyjaśniana i głos mieszkańców wtedy się przebił.

Radny Raciborza pełniący mandat już trzecią kadencję, Paweł Rycka wspomniał, że pierwsze sygnały w tej kwestii podejmowane były jesienią 2016 roku, na co są dowody w magistracie, w postaci notatki służbowej. Starania wówczas okazały się nieskuteczne, nic nie udało się zdziałać. Jego zdaniem to wędkarze nagłośnili problem w internecie, a „Nowiny Raciborskie” zajęły się nim bardzo konkretnie. – Sam czekam na wynik postępowań – skwitował radny.

Paweł Płonka nie krył, że miał wielki żal do starosty, że ten miał narzędzie żeby coś zrobić i przez rok zeń nie skorzystał. To był „cufal”, że wędkarze tak zareagowali. Ja zostałem z tym problemem sam i znikąd nie widziałem wsparcia moich działań. A przecież rolnicy też narzekali, że zabrakło im wody z powodu tego wydobycia – opowiadał radny.

Dariusz Polowy przyznał, że odkąd stał się urzędnikiem, zmaga się z pokusą, by wyjaśniać, że pewne sprawy nie są w zakresie jego kompetencji. – Tego się nauczyłem już w pierwszym tygodniu urzędowania. Wiem, że prezydentowi jest łatwiej zainterweniować, ale nie w każdej sprawie mogę oficjalnie wystąpić – zauważył. Radny Płonka oznajmił, że rozmawiał o aferze na Płoni z Dominikiem Koniecznym i wiceprezydent wskazał na Wyższy Urząd Górniczy.

Prezydenta pytano dlaczego straż miejska nie interweniowała, kiedy ciężarówki brudziły drogę. Magdalena Kusy wyjaśniła, że sprawą się zajmowano w urzędzie. W straży mówiono jej, że było wiele zgłoszeń o zabrudzeniu drogi, ale strażnicy tłumaczyli, że nie mogą zatrzymywać aut na drodze, a poza tym nie ma pewności czy dowodu, że to właśnie ci kierowcy ją zabrudzili.

(ma.w)


Zobacz również:

Ludzie:

Dariusz Polowy

Dariusz Polowy

Prezydent Raciborza