Sobota, 24 października 2020

imieniny: Marcina, Rafała, Arety

RSS

Zmarł ratując dobytek przed potopem. Wdowa wini urzędników

29.09.2020 07:00 | 6 komentarzy | juk

Tragiczny efekt nawałnicy, która pod koniec czerwca przeszła przez Wodzisław Śl. 70-letni mieszkaniec próbował usunąć wodę, która zalała jego piwnicę. W czasie akcji zmarł. – Od lat prosimy o pomoc, by woda nas nie zalewała. Wszyscy są głusi na nasze prośby – przyznaje rozżalona żona zmarłego mężczyzny.

Zmarł ratując dobytek przed potopem. Wdowa wini urzędników
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

WODZISŁAW ŚL. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa 26 czerwca informowało o możliwych wieczornych i nocnych intensywnych opadach deszczu i silnym wietrze. Te zapowiedzi się potwierdziły. Nad regionem przeszła potężna ulewa. Tragicznie zakończyła się ona dla rodziny mieszkającej przy ul. Chrobrego w Wodzisławiu Śl.

Tragiczna w skutkach ulewa

Państwo Małgorzata i Andrzej Sołtyskowie jak każdego wieczoru – tak i 26 czerwca – oglądali telewizję. Przez silny wiatr i intensywny deszcz były zakłócenia, dlatego postanowili wcześniej pójść spać. – Było około godz. 22.00. Właśnie szliśmy do sypialni. Mąż jeszcze zerknął przez okno. Zauważył, że coś się dzieje u sąsiadów w piwnicy. Spojrzał w dół i zauważył jak woda wlewa się do naszej piwnicy – relacjonuje pani Małgorzata. Małżeństwo przebrało się i zeszło do piwnicy. Pan Andrzej, widząc wlewającą się wodę, poszedł włączyć specjalne urządzenie, które miało ją odpompować. – Mamy nowy piec, który kosztował kilkanaście tysięcy złotych. Nie chcieliśmy, żeby go zalało, bo wtedy musielibyśmy kupić nowy – tłumaczy nam pani Małgorzata. – Jak chlupnęło wodą, to mąż powiedział, że pompka nie da rady, że trzeba dzwonić po straż pożarną – dodaje. Kobieta poszła w stronę wyjścia z piwnicy, gdzie jest lepszy zasięg. Wzięła telefon, wybrała numer i zadzwoniła. Powiedziała dyspozytorowi, żeby strażacy przyjechali, bo woda wdziera się do ich domu. – Kiedy skończyłam rozmawiać, odwróciłam się i zauważyłam, że mąż leży nieprzytomny na ziemi, pod piecem. Próbowałam uciskać mu klatkę piersiową. Wziął trzy ciężkie wdechy i zmarł mi na rękach – mówi ze łzami w oczach pani Małgorzata.

Od kilku lat walczą z wodą

Czerwcowe podtopiene nie było incydentalne dla rodziny mieszkającej przy ul. Chrobrego. Od 9 lat doświadczają zalewania piwnicy. – Kilka lat temu woda tak wtargnęła nam do piwnicy, że serce się kraje, jak sobie o tym przypomnę. Woda zabrała nam 3 tony węgla. Był on wszędzie, w pralce, na ścianach, na podłodze, na piecu. Wszędzie była ta czarna maź. Rok sprzątaliśmy – wspomina pani Małgorzata. Dodaje, że odkąd wykonano kanalizację, a później remont ul. Chrobrego, co jakiś czas zalewa im piwnicę i podwórko. – Kiedy przebudowywano ulicę Chrobrego, zniszczono kanały przeciwpowodziowe. Cały opad deszczu, który spływa z ul. Curie-Skłodowskiej i ul. Kosynierów został podłączony do odwodnienia naszej drogi, gdzie przekrój rur wynosi fi 400. Na domiar złego przepust pod drogą został zwężony do fi 200. Rury nie są w stanie odprowadzić dużej ilości wody, która wybija gejzerami na metr do góry – mówi nam żona zmarłego mężczyzny.

Prosili o pomoc

Pani Małgorzata mówi nam, że w ciągu ostatnich lat wraz z mężem wysłała setki pism. – Pisaliśmy do urzędu miasta, do starosty, do marszałka, do wojewody, do wielu innych instytucji, które mieliśmy nadzieję, że nam pomogą – mówi nam ze smutkiem kobieta. Dodaje, że urzędnicy przyjmowali ich skargi i nawet organizowali wizje w terenie, ale nic one nie dały. – Dotąd nie rozwiązano naszego problemu. Cały czas tylko wszyscy powtarzają, że to normalne, że woda leci z góry do dołu – mówi kobieta. – Zawsze się baliśmy, że ta woda kogoś zabije. I do tego doszło – dodaje ze smutkiem.