Czwartek, 3 grudnia 2020

imieniny: Franciszka, Ksawerego, Lucjusza

RSS

Kultura

Epidemia koronawirusa:

Spłoszone konie wskoczyły do Odry. Raciborzanie próbowali ratować zwierzęta...

20.09.2020 07:00 | 0 komentarzy | żet

Nieszczęśliwy wypadek w Raciborzu, bluźnierstwo w pogrzebieńskim kościele, przekręt z kartkami na chleb w Rybniku oraz zuchwały napad na młyn nieopodal Żor. Między innymi o tych sprawach pisano w Nowinach sto lat temu.

Spłoszone konie wskoczyły do Odry. Raciborzanie próbowali ratować zwierzęta...
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Racibórz • 18 września 1920 r.

Konie wystraszyły się strzałów i wpadły do rzeki

Racibórz. Właścicielowi oberży „Na pokrzepieniu” Józefowi Siwoniowi utopiły się w Odrze dwa konie. Zwożąc potraw do domu, zlękły się niedaleko Strzelnicy i popędziły prosto do Odry. Naładowany wóz wciągnął je na głębię. Ludzie przypatrujący się temu nieszczęściu zajęli się ratunkiem lecz nadaremnie. Z Odry wyciągnięto już tylko ścierwa; wóz i uprząż uratowano. Właściciel poniósł stratę na blisko 30 tys. marek.

Niesnaski lubomików i syryników

Lubomia. Przed szesnastu laty założono w naszej wiosce niemieckie towarzystwo „Freiwillige Feuerwehr”, które zarząd za zgodą wszystkich członków zmienił dnia 9. kwietnia b.r. na polską ochotniczą straż pożarną, zaprowadzając zarazem polską komendę. W niedzielę dnia 5. września urządziła ta straż uroczysty obchód 16-tej rocznicy swego założenia. Zaproszono na tę uroczystość straże z okolicznych wsi bez względu na to, czy są one polskie czy niemieckie. Pogoda niestety nie dopisała, co też było przyczyną, że straże z dalszych wsi na uroczystość nie przybyły. Stawiły się jednak straże: z Brzezia (ze sztandarem) i z Nieboczów, obie dotąd niemieckie. Nie mogę tu atoli oszczędzić gorzkich zarzutów straży z Syryni, która będąc najbliższą i do parafii należącą, na uroczystość nie przybyła. Rzuca to wielce niekorzystne światło tak na całą straż, jak w większej jeszcze mierze na zarząd tejże. Bo też to w Syryni już zawsze jakieś osobiste ambicye i ambicyjki górują nad sprawą ogólną. Pomimo tego uroczystość udała się świetnie (...)

Podpisano: Koczwara

Wiecownicy z Zabełkowa

Zabełków. Nasza wiosna dała znowu świadectwo swej polskości, bo na wiec, który odbył się w zeszłą niedzielę z poręki komitetu plebiscytowego, zebrała się nader wielka liczba osób i to jeszcze w czasie, gdy deszcz lał jak z wiadra. Przybyli zacni goście jako mówcy i zastali licznie zgromadzony ludek, żądny pouczania. O godzinie 4 po południu zagaił wiec prezes miejscowego komitetu plebiscytowego pan Dziwisz, udzielając kolejno dwom pozamiejscowym mówcom słowa, którzy w bardzo zręczny sposób ukazali ludowi prawą drogę plebiscytową. Po 2-godzinnych wywodach zacnych gości-mówców zabrał głos pan Hurski, nawołując tutejszą młodzież do przystąpienia do polskich towarzystw i zawezwał wiecowników, aby podziękowali przybyłym mówcom okrzykiem: „Niech żyją”. Następnie okrzykiem: „Niech żyje z Polską połączony Górny Śląsk” zakończono wiec*.

Podpisano: Ludwik Cionaka

Bluźnierstwo w kościele?

Pogrzebień. Szanowi obywatele parafii pogrzebieńskiej, przebaczcie, że się do was zwracam z zarzutem, lecz trudno, nie mogę inaczej postąpić. Jesteście niemal wszyscy w parafii czysto polską ludnością i zarazem też i dobrymi katolikami. Ależ cóż z tego, łzy w oczach staną człowiekowi, gdy rozejrzy się wewnątrz waszego kościółka. Macie wszystko pięknie w kościele urządzone na chwałę Bożą, ale nie brak też tam i bluźnierstwa, które macie umieszczone nieomal na wszystkich oknach. Czy te luterskie prusaki w pikelhaubach i z bagnetami należą od domu Bożego, gdzie ma być szerzona miłość bliźniego? Czy i wy się do tego krzyżackiego zwyczaju chcecie przyczynić, by szerzyć miłość bliźniego karabinami, bagnetami i armatami? Prócz tej hordy zbójów widnieje Chrystus Pan na krzyżu i na pierwszy rzut oka widzi się, że ma to przedstawiać obraz, jak ta dzicz pruska we Francyi i Belgii niszczyła krzyże a do wizerunku Chrystusa Pana strzelała. Lecz po bliższem przyjrzeniu się można spostrzedz, jak u góry nad tą hordą unosi się Bóg Ojciec i błogosławi jej. Czy jeszcze większe bluźnierstwo jest możliwe? Zaiste, że nie! bo nad tem musiałby się już kamień rozpłakać, a wy się nie obawiacie kary Bożej i cierpicie takie bluźnierstwo w kościele? Czy nie domyślacie się, jaki to miał być cel tych malowideł? To ja wam powiem i wy mi też przyznać musicie. To znaczy, że Luter wcisnął wam się do kościoła i przez okna. Gdyby ta dzicz pruska była wojnę wygrała, to by wam była Lutra jeszcze na ołtarzu umieściła i bylibyście się też musieli na to zgodzić i byłoby się z Górnym Śląskiem to samo stało, co się stało z Śląskiem Średnim i Dolnym oraz z Mazowszem. I te ziemie były niegdyś czysto katolickie, a jednak nadaremnie szukałbyś tam dzisiaj katolika. Toć to chyba jasnem dla każdego, że największem bluźnierstwem jest obraz Boga Ojca błogosławiącego hordę zbójów; bo gdzie błogosławieństwo Boże, tam też niewątpliwie i zwycięstwo. Ponieważ bezczelny Prusak luterski wojnę przegrał, to też nie może być mowy o błogosławieństwie Bożem*. Jeżeli nie chcecie gniewu Bożego na siebie ściągnąć, usuńcie natychmiast bluźniercze malowidła z waszego kościoła. Zdaje się, że przyzwyczailiście się do tego tak, że myślicie, że to nic: ale gdy obcy wejdzie i te bluźnierstwa zobaczy, to na razie nie wie co, co o was myśleć lub sądzić. Tak też i mnie poszło w niedzielę 5 września r.b. gdy miałem sposobność być tam na nabożeństwie. Ponieważ kocham polski i katolicki lud, pozwalam sobie zwrócić uwagę na te wstręty.

Podpisano: Obertakus

* W okresie przed plebiscytem narodowościowym Niemcy i Polacy aktywnie zabiegali o głosy mieszkańców. Wynik plebiscytu miał przesądzić o przynależności państwowej tych ziem.

** Autor opublikowanego przez redakcję listu-odezwy odnosi się do przegranej Niemiec w I wojnie światowej. Utożsamia Rzeszę Niemiecką z obrządkiem protestanckim (luterańskim). Choć polityka władz II Rzeszy faktycznie była wrogo nastawiona do religii katolickiej i preferowała wyznania protestanckie, to jednak należy pamiętać, że znaczna część niemieckich mieszkańców Rzeszy pozostawała katolikami.


Racibórz • 20 września 1920 r.

Przekręt z kartkami na chleb

Rybnik. Rybnik jest jedynem miastem górnośląskiem, mogącem się poszczycić nadwyżką 1000 zjadaczów chleba i żywności ponad liczbę mieszkańców. Ścisła kontrola w miejskim urzędzie marek żywnościowych wykazała, że od długiego czasu wydawano dla tysiąca osób nieistniejących karty żywnościowe. Jasną jest rzeczą, że te nieistniejące osoby żywności pobierać nie mogły, lecz musieli ją brać tacy, którzy cieszyli się szczególną protekcyą i względami u panów z magistratu. Dalsza rewizya tej zagadkowej sprawy wyświetli chyba te mgły aprowizacyi miejskiej.

Wypadek z bronią

Rybnik. Onegdaj zdarzył się przy nowej policyi plebiscytowej nieszczęśliwy wypadek. Kiedy rozdzielano pomiędzy strażników bezpieczeństwa rewolwery, jeden z nich tak nieszczęśliwie manipulował ze swoją pukawką, że postrzelił drugiego niebezpiecznie. Rannego odstawiono do szpitala miejskiego.

Zbój zabił gospodarza

Świerklany Dolne w Rybnickiem. W nocy z piątku na sobotę wdzierali się bandyci do mieszkania gospodarza Galisza. Napadnięty odpędził rabusiów. Z zemsty strzelił jeden z nich do Galisza i trafił go tak nieszczęśliwie w brzuch, że G. wkrótce wyzionął ducha.

Napad na młyn

Żory. W pobliskim Klyszczowie napadli w niedzielę w nocy uzbrojeni zbóje na młyn „Kazików”. Obecny właściciel Konstantyn Szymura zbudził się, albowiem pies gwałtownie ujadał. Zbóje się uciszyli i młynarz był mocno przekonany, że już nic nie będzie. Tymczasem o 1. w nocy podeszli znowu pod mieszkanie i jeden już zaczął się wdzierać oknem. Szymura nie namyślając się długo, wypalił wprost do napastnika, ten runął na ziemię i zaczął jęczeć i wołać pomocy. W tej chwili wypalił jakiś zbój do okna i Szymura dostał kulą w piersi. Zbudzona służba narobiła krzyku i zbóje uciekli, zabierając rannego towarzysza. Stan ranionego Szymury jest groźny.