Poniedziałek, 13 lipca 2020

imieniny: Irwina, Margarety, Sary

RSS

Zwierzęta ruszyły do miasta, bo ludzie są w lasach

24.05.2020 07:00 | 1 komentarz | juk

W ostatnim czasie z różnych części miasta napływają do radlińskiego magistratu informacje o pojawiających się w sąsiedztwie domów dzikich zwierzętach. – Zgłoszenia dotyczą coraz częściej saren i dzików – słyszymy w urzędzie.

Zwierzęta ruszyły do miasta, bo ludzie są w lasach
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

RADLIN Ze względu na sytuację epidemiologiczną na terenie naszego kraju, lasy, parki oraz inne miejsca zielone zostały zamknięte na jakiś czas dla ruchu pieszego. – W tym stanie rzeczy zwierzęta bytujące w lasach i zagajnikach miały niczym niezmąconą ciszę i spokój. Sytuacja diametralnie zmieniła się, w momencie, kiedy zniesiono zakazy dotyczące możliwości przebywania na terenach zielonych i w lasach – mówi Marek Gajda, rzecznik prasowy radlińskiego magistratu. Dodaje, że wówczas piesi ze zdwojoną siłą ruszyli na spacery do lasów. Niestety zakłócając przy tym ciszę i spokój bytujących tam zwierząt. – Jak widać, wpłynęło to niekorzystnie na ekosystem, powodując przemieszczanie się zwierząt, tym razem w kierunku obszarów zamieszkałych przez człowieka – mówi Marek Gajda.

(Nie)groźne sarny

Zgłaszający się do urzędu mieszkańcy, pytają, jak mają się zachować w stosunku do saren czy dzików, które spotkają na swojej drodze lub w okolicy domu. – Jeśli chodzi o sarny, ciężko mówić w ich przypadku o jakimkolwiek niebezpieczeństwie. Ogranicza się ono tylko do zwiększonego ryzyka dla kierujących pojazdami, gdy sarna znajdzie się na jezdni – wyjaśnia rzecznik prasowy magistratu. Zwraca uwagę, że szczególnie niebezpieczne są godziny od zmierzchu do świtu, a to z uwagi na gorszą widoczność i ryzyko, że oślepiona światłami pojazdu sarna nie ucieknie. – Pewną niedogodnością są zapewne odwiedziny w ogrodach i skłonność tych zwierząt do zgryzania sadzonek i ścierania kory z drzew – mówi Gajda.

Zazwyczaj nie atakują, ale...

Dziki, radlińskie tereny odwiedzają już od kilku, a nawet kilkunastu lat. – Początkowo była to niewielka populacja. Mieszkańcy informowali nas o pojedynczych sztukach widzianych przy ul. Wrzosowej, później w sąsiedztwie Marklowic i przy ul. Rybnickiej. Ostatnie informacje wskazują np. na okolice osiedla przy ul. Mikołajczyka – wyjaśnia Marek Gajda. Mieszkańcy w rozmowach z urzędnikami podkreślają, że liczba widzianych dzików całych czas się powiększa. Dlaczego? Rzecznik prasowy magistratu odpowiada, że powodów może być kilka. Po pierwsze: wprowadzenie upraw kukurydzy, która jest ich przysmakiem. Po drugie: wysoki potencjał rozrodczy dzików. – Jedna locha może mieć w jednym miocie nawet 10 warchlaków, a takich miotów zdarza się, że ma dwa w ciągu roku – zwraca uwagę urzędnik. Kolejny powód, dla których dzików pojawia się więcej w miejskich przestrzeniach, to ich niezwykłe zdolności do znajdowania pożywienia. – Niewiele jest roślin i zwierząt, które nie mogą być pokarmem dla dzika. Nie pogardzi także padliną. Chętnie będzie zjadał odpadki wyrzucane poza zamykane śmietniki. I tu może tkwić sedno problemu. Dzik nie ma skłonności do zawierania znajomości z ludźmi. Przyciągają go do naszych osiedli i domów jednak nasze odpadki spożywcze. Wyrzucanie jedzenia pod śmietnik, czy za płot jest zaproszeniem dzików w nasze sąsiedztwo – mówi jasno Marek Gajda.

Na dziki trzeba uważać

Rzecznik prasowy radlińskiego urzędu tłumaczy, że dzik ma dobrze rozwinięte zmysły, zwłaszcza słuch i węch. Z tego powodu sam oddali się, wyczuwając ludzi. – Ale może być też inaczej, np. gdy poczuje się zagrożony lub jest ranny. Szczególnie niebezpieczna może być locha prowadząca młode – mówi Gajda podkreślając, że wówczas zwierzę może zaatakować. Dodaje, że dla psów dziki są śmiertelnym zagrożeniem. Co ważne, im większy i odważniejszy pies, tym mniejsze ma szanse na wyjście z takiego spotkania bez szwanku. Dlatego Marek Gajda apeluje do właścicieli czworonogów, aby ci trzymali je w czasie spacerów na smyczy. – Nie zbliżajmy się do dzików, trzymajmy dystans, a gdy je spotkamy, postarajmy się spokojnie odejść. Nie próbujmy krzyczeć i przeganiać ich, bo nie wiadomo jak się zachowają. Zwierzęta są z natury płochliwe i najczęściej same opuszczają miejsce spotkania z człowiekiem – podkreśla rzecznik prasowy.

(juk)