Czwartek, 29 października 2020

imieniny: Euzebii, Wiloletty, Narcyza

RSS

Przedsiębiorcy z Raciborza liczą straty i popadają w długi. "Długo nie wytrzymamy"

08.04.2020 12:00 | 0 komentarzy | żet

Wywołany pandemią koronawirusa kryzys gospodarczy puka już do bram Raciborza. Początkowo największe trudności dotknęły gastronomię, turystykę i hotelarstwo, jednak każdy kolejny tydzień walki z epidemią przynosi nowe obostrzenia oraz kłopoty w kolejnych branżach, począwszy od usług, przez handel i szeroko rozumianą produkcję, po budowlankę. Przedsiębiorcy z Raciborza bez ogródek przyznają, że ich firmy długo w takim stanie nie wytrzymają. Widmo zwolnień pracowników, zawieszenia a nawet likwidacji działalności gospodarczej staje się coraz bardziej realne.

Przedsiębiorcy z Raciborza liczą straty i popadają w długi. "Długo nie wytrzymamy"
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Każdy następny dzień to nasze być albo nie być

Od 14 marca obowiązują przepisy ograniczające działalność lokali gastronomicznych. Mogą one sprzedawać jedzenie wyłącznie na wynos lub z opcją dowozu do klienta. Skutki tej decyzji odczuli m.in. Lucyna i Sebastian Tomaszewscy – właściciele restauracji „Opavska”. Ich lokal specjalizował się w usługach cateringowych, a te wraz z wprowadzeniem ograniczeń przemieszczania się mieszkańców oraz zakazem organizacji zgromadzeń straciły rację bytu. – U nas wszystko się urwało – wszystkie rezerwacje zostały odwołane, a zaliczki oddane. Mało kto chciał przełożyć imprezę na inny termin – mówi Sebastian Tomaszewski. – Musieliśmy całkowicie zamknąć naszą restaurację, bo klientów chętnych na jedzenie na dowóz jest zbyt mało, żeby pokryć koszty funkcjonowania lokalu – dodaje Lucyna Tomaszewska.

Obecnie większość z dziewięciu pracowników „Opavskiej” nie pracuje – część korzysta ze świadczenia opieki nad dzieckiem, reszta otrzyma postojowe. – Codziennie ponosimy straty, których nie odrobimy w najbliższym czasie. Jesteśmy w stanie tak wytrzymać jeszcze miesiąc, ale każdy następny dzień, to już będzie nasze być albo nie być. Mamy nadzieję, że warunki i procedury skorzystania z rządowej pomocy będą maksymalnie uproszczone – mówi Lucyna Tomaszewska. – W naszym przypadku, w przypadku gastronomii, to wszystko będzie miało najgorszy przebieg. Bo nawet jeśli gospodarka w końcu ruszy, to my i tak będziemy odczuwać jeszcze spowolnienie, bo wyjście do restauracji czy do kina to są potrzeby dalszego rzędu – wyjaśnia Sebastian Tomaszewski.

Dostaliśmy obuchem w tył głowy

Jako tragiczną określa sytuację gastronomii Wojciech Kamiński z kawiarni „Migawka”. – Dostaliśmy obuchem w tył głowy – mówi przedsiębiorca. W tak trudnym czasie prowadzona przez W. Kamińskiego firma siłą rzeczy musiała zmienić swój profil działalności.

– Wprowadziliśmy catering posiłków pracowniczych do biur i firm. Dostosowaliśmy się do wymogów bezpieczeństwa w związku z epidemią koronawirusa – wprowadziliśmy mierzenie temperatury pracowników, dezynfekcje, bezkontaktowy dowóz do klienta. Wszystko można u nas zamówić on-line, bez wychodzenia z domu czy biura. Ale to i tak sprowadza się tylko do liczenia mniejszych strat – mówi Wojciech Kamiński.

Właściciel „Migawki” przyznaje w rozmowie z Nowinami, że pomimo tych wszystkich trudności, jego firma stara się jeszcze pomagać potrzebującym. – Współpracujemy z raciborskim ośrodkiem pomocy społecznej, zapewniamy posiłki dla najbardziej potrzebujących, ruszyliśmy też z akcją skierowaną do salowych raciborskiego szpitala, którym codziennie dowozimy trzydzieści posiłków. Wcześniej dostarczaliśmy je również ratownikom oraz lekarzom – wylicza.

Wojciech Kamiński zachęca raciborzan, aby korzystali z usług lokalnych firm. – Ważne, żeby mieszkańcy zostawiali pieniądze w mieście, gdyż w ten sposób chronią tutejsze miejsca pracy – podkreśla właściciel „Migawki”. Jednocześnie przedsiębiorca przyznaje, że jego biznes przetrwa w obecnej sytuacji maksymalnie dwa miesiące.


Weź udział w akcji Nowin i lokalnych przedsiębiorców, której celem jest ratunek firm i miejsc pracy w naszym regionie. Szczegóły:

Kupuję-ratuję, czyli każdy może pomóc!


Wypadałoby zwolnić pracowników

Jedną z najbardziej poszkodowanych przez epidemię branż jest hotelarstwo. – Od 15 marca klienci zaczęli odwoływać rezerwacje. Nasz hotel, tak jak większość hoteli w Polsce, opustoszał – mówi Wiesław Jacheć, właściciel Hotelu Racibor.

1 kwietnia zaczęły obowiązywać nowe przepisy, na mocy których wszystkie hotele i noclegownie w Polsce zostały zamknięte. Dotyczy to również Hotelu Racibor. Właściciel obiektu przyznaje, że długo zastanawiał się, co zrobić w obecnej sytuacji. – Wypadałoby zwolnić pracowników, zamknąć hotel na kilka miesięcy i uruchomić go ponownie po pandemii – mówi przedsiębiorca. Choć przemawiała za tym chłodna kalkulacja, Wiesław Jacheć nie zdecydował się na tak drastyczny krok.

– Zdecydowaliśmy się zatrzymać załogę przy jednoczesnym obniżeniu wynagrodzeń do 80%. Pozwala na to specustawa. Pracownicy również się na to zgodzili. Teraz będziemy się starać o dofinansowanie wynagrodzeń pracowników ze strony państwa. Mamy nadzieję, że to się uda, bo obecnie nie mamy żadnych przychodów i wydajemy oszczędności, które mieliśmy przeznaczyć na inwestycje – mówi W. Jacheć.

W rozmowie z Nowinami właściciel Racibora przyznaje, że w takich warunkach będzie w stanie wytrzymać jeszcze przez 2 – 3 miesiące. – Czekamy na ruch miasta w postaci umorzenia podatku od nieruchomości. Cała branża liczy również na umorzenie składek na ZUS. Bez tego sytuacja będzie katastrofalna – dodaje.

Wrócimy do normalności jako ostatni

– Miesiąc temu byłem właścicielem dobrze prosperującej firmy, która rozwijała się o 25% rocznie. Teraz wisi nade mną widmo długów – mówi Dawid Wacławczyk z biura podróży „Orinoko Art & Travel”.

Przedsiębiorca podkreśla, że w następstwie zamknięcia granic oraz instytucji kultury takich jak muzea, branża turystyczna jako jedna z pierwszych odczuła skutki obecnego kryzysu.

Co gorsza, epidemia przyszła w najgorszym dla biur podróży momencie. Marzec i kwiecień to turystyczny przednówek, w czasie którego przedsiębiorstwa specjalizujące się w organizacji imprez i wyjazdów żyją z kredytów. W normalnych warunkach zaciągane wczesną wiosną zobowiązania są spłacane w trakcie sezonu turystycznego. Działalność w tym okresie pozwala również wypracować zysk. Jednakże w tym roku jedno i drugie może okazać się niemożliwe. – Próbujemy przekładać imprezy na dalsze terminy, ale ciąg tych decyzji administracyjnych jest taki, że nawet kiedy granice się otworzą, muzea zostaną otwarte, to wielu ludzi nie będzie miało już pieniędzy na opłacenie drugiej raty wycieczki, bo będzie bez pracy – mówi Dawid Wacławczyk.

Przedsiębiorca z Raciborza podkreśla, że turystyka to bardzo specyficzna branża.

– Wyprodukowane okno czy kaloryfer można zmagazynować i sprzedać za jakiś czas, ale turystyki nie da się zmagazynować. Nikt nie pojedzie na majówkę w listopadzie. Nikt też nie wybierze się w przyszłym roku dwa razy na wczasy. Dlatego obecnie jesteśmy skazani na przetrwanie przy pomocy instrumentów rządowych, jednak to wszystko przypomina na razie wielką improwizację – podkreśla.

Orinoko Art & Travel” to mikroprzedsiębiorstwo. Dzięki temu może skorzystać z umorzenia składek na ZUS, ale z drugiej strony nie kwalifikuje się do wypłaty tzw. postojowego. – Wiele firm turystycznych już 31 marca dokonało pierwszych zwolnień. Chciałbym utrzymać moich dwóch pracowników, dlatego zaciskamy pasa – mówi D. Wacławczyk. Jednocześnie przyznaje, że jeśli turystyka nie ruszy do połowy czerwca, wówczas będzie zmuszony zawiesić działalność gospodarczą. – Niezależnie od tego co się wydarzy, nasi klienci nie zostaną z niczym. Nawet w sytuacji, kiedy musielibyśmy zamknąć biuro, wszystkie wpłaty naszych klientów są chronione przez gwarancję ubezpieczeniową oraz Turystyczny Fundusz Gwarancyjny – podkreśla właściciel biura podróży „Orinoko”.

Dawid Wacławczyk przewiduje, że wraz z powrotem do normalności działalność jego biura podróży będzie w większym stopniu skierowana na Polskę. – Tu będziemy się koncentrować, organizując więcej tanich, jedno – dwudniowych wycieczek – zapowiada.



Ludzie:

Dawid Wacławczyk

Dawid Wacławczyk

Radny Powiatu Raciborskiego.

Mirosław  Ruszkiewicz

Mirosław Ruszkiewicz

Dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Raciborzu.