Piątek, 13 grudnia 2019

imieniny: Łucji, Otylii, Włodzisławy

RSS

Nie warto być rektorem dla samego bycia rektorem

22.11.2019 07:00 | 4 komentarze | żet

Były kanclerz PWSZ w Raciborzu Janusz Faron wezwał rektor Ewę Stachurę (na zdj.) do ustąpienia ze stanowiska. Pani rektor uważa, że to początek kampanii wyborczej i w ten sposób już na starcie postanowiono zdyskredytować jej osobę. O wyborach, sukcesach i porażkach z rektor Ewą Stachurą rozmawia Wojciech Żołneczko.

Nie warto być rektorem dla samego bycia rektorem
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

– W 2016 roku zwolniła pani kanclerza Cezarego Raczka, a zupełnie niedawno Janusza Farona. Dlaczego?

– Każdy szef ma prawo dokonywać zmian w zarządzie po to, by w sposób skuteczny realizować cele i zadania. Jeśli osoba poprzedniego kanclerza nie pozwalała na realizację tych zadań, to dla dobra uczelni zmiana musiała zostać dokonana.

– Jakich zadań nie można było realizować z poprzednim kanclerzem?

– Nie chciałabym wchodzić w szczegóły – kuchnia zarządzania uczelnią powinna pozostać w ukryciu.

– W przyszłym roku dojdzie do wyboru władz uczelni. Czy rozważa pani podjęcie starań o reelekcję?

– W nadchodzącej kampanii wyborczej dojdzie do starcia różnych koncepcji funkcjonowania uczelni. Kampania będzie dyskusją pomiędzy sformułowanymi koncepcjami. Wtedy też okaże się, na jakie poparcie mogą one liczyć. Odpowiadając na pana pytanie – jeśli wokół mojej wizji przyszłego rozwoju uczelni zgromadzą się zwolennicy, to ja oddaję swoją osobę do ich dyspozycji. Jeśli nie... Cóż, nie warto być rektorem dla samego bycia rektorem.

– To chyba dobry moment, aby spytać panią, czy jest pani zadowolona z dokonań na stanowisku rektora? Co udało się zrobić? Czy są jakieś zamierzenia, których nie udało się zrealizować?

– Lata mojej kadencji upłynęły pod znakiem współtworzenia i wdrażania Ustawy 2.0 (Konstytucja dla Nauki – red.). Konieczne było przystosowane całego ustroju prawnego uczelni do nowych wymogów. To było jak przebudowa mrowiska – z zewnątrz nie było nic widać, ale w środku zmieniło się wszystko. Wykonaliśmy ogromną pracę legislacyjną. Jednak źródłem mojej największej satysfakcji jest to, że kadrze dydaktycznej PWSZ udaje się kształcić studentów na wysokim poziomie. Stworzyliśmy i wzmacniamy czynniki, które to umożliwiają. Są to działania podejmowane zarówno na poziomie infrastrukturalnym, jak i poprawiające jakość dydaktyki. Podczas kończącej się kadencji uruchomiliśmy cztery nowe kierunki kształcenia, w tym jeden na poziomie magisterskim. Wreszcie, zachęcamy studentów do podejmowania wszelkiej aktywności – od wyjazdów zagranicznych w ramach programu Erasmus, przez działalność kół naukowych, po współpracę z miastem i biznesem. Udało nam się stworzyć wizerunek uczelni jako miejsca otwierającego perspektywy i sprzyjającego realizacji aspiracji. Bo to jest to, co musimy studentowi zaoferować – nadzieję i mocne przekonanie, że tutaj rozwinie skrzydła, że uczelnia to płatforma, na której będzie mógł stanąć, a następnie – rozpostarłszy skrzydła – wyfrunąć do świata swoich marzeń.

– Same sukcesy?

– Ciemne strony zawsze są i wszędzie są takie same. W każdej instytucji, w każdym miejscu na świecie, są ludzie, którzy nie lubią zmian, którzy tych zmian się boją i nie postrzegają ich w kontekście dobrze rozumianego interesu instytucji, ale swoich wąsko rozumianych interesów. W tym sensie nasza uczelnia nie różni się od innych miejsc. Jednak z przykrością obserwuję, że narracja związana ze sporami wewnątrz instytucji uległa jakościowemu pogorszeniu. Pewne zachowania, które kiedyś nie byłyby możliwe, teraz się dzieją. Myślę, że niektórzy ludzie mylą politykę z profesjonalnym zarządzaniem uczelnią. Działania destrukcyjne wytrącają energię tak potrzebną do kreowania rzeczy ważnych.

– Czy pomimo tych negatywnych zjawisk udało się pani zachować tę energię?

– Czy widzi pan abym ją straciła? (śmiech)

– Nic na to nie wskazuje, ale to co widać na