Piątek, 6 grudnia 2019

imieniny: Mikołaja, Jaremy, Leontyny

RSS

Matka skarży raciborski szpital za odesłanie dziecka z izby przyjęć

12.11.2019 19:00 | 22 komentarze | ma.w

Lekarz z izby przyjęć odesłał niepełnosprawne dziecko z Gamowskiej do Rybnika, bo w Raciborzu nie ma chirurga dziecięcego. W szpitalu twierdzą, że dziewczynkę zbadano, wbrew temu co mówi jej matka. Zgłosiła się do prokuratury, bo uważa, że córce nie udzielono wymaganej prawem pomocy, narażając ją na ból i uszczerbek na zdrowiu. Tematem zajmuje się Rzecznik Praw Pacjenta.

Matka skarży raciborski szpital za odesłanie dziecka z izby przyjęć
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Niewinna zabawa na rowerze skończyła się bolesnym upadkiem. Dziewczynka z Jankowic narzekała na pulsujący ból w ręce. Matka zabrała ją do szpitala. Jako doświadczona pielęgniarka oceniła po objawach, że córka złamała rękę. Udała się na izbę przyjęć na Gamowskiej. Trafiła z dzieckiem do długiej kolejki, odczekały swoje. Gdy przyszła ich kolej, lekarz odmówił zajęcia się dziewczynką. Bo w szpitalu nie ma chirurgii dziecięcej i nieletnich chorych odsyła się do najbliższej placówki z taką specjalizacją – do Rybnika.

To niestety częsty przypadek w raciborskiej lecznicy. Mieszkańcy spieszą tu po pomoc lekarską i słyszą, że muszą jechać gdzie indziej. Dotyczy to zgłoszeń z dziećmi, od tych najmniejszych po nastolatków. Wraz z rodzicami są odsyłani i zdenerwowani, że tylko stracili czas w poczekalni, z reguły cierpiąc z bólu.

Takie historie już opisywaliśmy, ale ta opowiedziana nam przez panią Beatę z Jankowic inaczej się kończy. Podczas gdy większość pacjentów tylko złorzeczy na raciborski szpital i udaje się na SOR w Rybniku, mieszkanka powiatu postanowiła, że nie zostawi tematu i poruszy wszelkie instytucje, aby o problemie usłyszało jak największe audytorium. – Robię to, bo wiem, że nie zostałam należycie potraktowana na izbie przyjęć. Córka powinna być tam obejrzana, a nie od razu odesłana – twierdzi kobieta.

Lęk przed lekarzem

Co zarzuca szpitalowi matka niepełnosprawnego dziecka? Że zostało niezbadane, nie udzielono mu choćby doraźnej pomocy, nie zabezpieczono urazu i nie uśmierzono bólu.

– Postępowanie w szpitalu doprowadziło do uszczerbku na zdrowiu dziecka oraz do niewystępujących do tej pory u niego lęków, w postaci niechęci do wizyt lekarskich – podkreśla kobieta.

Twierdzi ponadto, że personel izby przyjęć dyżurujący 5 lipca 2019 r., w godzinach od 21.15 – 22.45 wykazał się nieznajomością tzw. „ustawy za życiem”, wedle której dzieciom niepełnosprawnym powinno się udzielić odpowiedniej pomocy w placówkach służby zdrowia. – Personel został przeze mnie poinformowany o tym, iż dziecko jest objęte ustawą „za życiem” w związku z jego zaburzeniami i dysfunkcjami rozwoju, adaptacji, zachowania itp. Reakcje takich dzieci mogą być różne, od pobudzenia psycho-ruchowego i agresji, po wpadanie w stan katatonii – zaznacza pani Beata. „Ustawa za życiem” głosi, że dzieci nią objęte powinny być traktowane priorytetowo, z odpowiednim do nich podejściem. – Niepełnosprawność nie zawsze widać w wyglądzie zewnętrznym. Często te dzieci są mylnie ocenianie ze względu na brak oznak zewnętrznych niepełnosprawności i choroby – oznajmia matka niepełnosprawnej.

Nie obejrzał i odesłał?

Regulamin Organizacyjny Izby Przyjęć raciborskiego szpitala podaje: do zadań Ambulatorium Izby Przyjęć należy badanie lekarskie chorych zgłaszających się do ambulatorium oraz udzielenie im doraźnej pomocy. Według regulaminu każdy chory zgłaszający się do izby powinien być zbadany przez lekarza dyżurnego. Tymczasem mieszkanka Jankowic kwestionuje stwierdzenie dyrekcji szpitala, że lekarz dyżurujący na izbie przyjęć wykonał jakiekolwiek badania córce. – Nie widział nawet urazu dziecka – podkreśla. Kobieta nagrała telefonem krótką rozmowę z tym lekarzem. Udostępniła ją redakcji Nowin. Słychać na niej, że lekarz mówi tylko o odesłaniu do SOR w Rybniku i nie dokonuje np. oględzin urazu. – Oczekiwałam tylko i wyłącznie zbadania dziecka, udzielenia mu pomocy, ulżenia w cierpieniu. W związku z tym, że dziecko jest obarczone szeregiem zaburzeń emocjonalnych poinformowałam o podleganiu pod „ustawę za życiem” bowiem nie mogę, ani nie jestem w stanie przewidzieć reakcji córki na doznawany ból – twierdzi skarżąca się na szpital w Raciborzu.